bakulik  Dołączył: 20.04.2013
Ilford HP5 Plus Cytuj
Cytat
EBD w fotografii, czyli nie to jest ładne, co ładne, ale co się komu podoba

Bohaterem kolejnego odcinka naszego cyklu „z maszyną do pisania wśród filmów 400ASA” jest Ilford HP5 Plus, z którym zetknął się już pewnie każdy fotografujący. I niewątpliwie każdy ma już wyrobioną opinię na jego temat.

Opisywany w zeszłym miesiącu Kodak Tri-X to materiał o budowie niezmienionej przez dziesiątki lat. Bohater tego odcinka jest przykładem zastosowania przez producentów zupełnie innej filozofii. Trudno dziś powiedzieć, kiedy powstał pierwszy materiał Ilforda, nazwany HP. Zapewne pojawił się na rynku niedługo po premierze Tri-x. Może był świetny, a może taki sobie, w każdym razie producent po kilku latach zastąpił go nową „czterysetką”. Po niej były kolejne, aż w końcu, w połowie lat osiemdziesiątych, przyszedł czas na Ilforda HP5.

Początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku to era serii „plus”. Wszystkie klasyczne firmy Ilforda doczekały się nowych wersji. Pan F zamienił się w Pan F Plus, a FP4 – w FP4 Plus. zmiana nie dotyczyła jedynie nazwy. Każdy film to zupełnie nowa emulsja.

Ilford jest firmą, która lubi pytać fotografujących o zdanie. Zanim ich nowy produkt pojawi się na rynku, wśród fotografów przeprowadzane są ankiety, a pierwsze serie przedprodukcyjne trafiają do rąk doświadczonych i zaufanych testujących, których uwagi uwzględniane są przed wprowadzeniem do sprzedaży ostatecznej wersji produkcyjnej. Z tego, co wiem, również inne firmy prowadzą badania rynkowe, ale Ilford ma chyba najlepszych doradców. Swego czasu zatrudniał prawdopodobnie wszystkich znanych fotografów czarno-białych w Wielkiej Brytanii. Eddie Ephraums, Ed Buziak, Larry Bartlett czy Barry Thornton to nazwiska mówiące same za siebie. Właśnie dzięki kontaktom z profesjonalistami każda nowa generacja HP była lepsza od poprzedniczki, a HP5 Plus jest zwieńczeniem wieloletnich prac, mających na celu stworzenie idealnej klasycznej „czterysetki”. Klasycznej, czyli zbudowanej w oparciu o „klasyczne” kryształy halogenków srebra. Popularność HP5 Plus jest dowodem na to, że cel został osiągnięty.

W dzisiejszej medycynie nie liczy się doświadczenie pojedynczego lekarza i jego pacjentów. Ważne są duże próby kliniczne, określające wpływ danego leku na dużą populację badanych osób. Termin EBD – Evidence Based Data Medicine (czyli „medycyna oparta na faktach”) robi teraz oszałamiającą karierę. Zupełnie jakby to, że lekarz X wyleczył pana Y korzystając z własnego doświadczenia, zupełnie nie było faktem.

Szczytem EBD jest metaanaliza (nie mylić z metafizyką). Mamy z nią do czynienia, kiedy oceniając lek bierzemy pod uwagę wyniki wszystkich prób klinicznych z całego świata. Starając się iść z duchem czasu, postanowiłem zastosować metaanalizę do oceny Ilforda HP5 Plus. Zebrałem wśród w moich znajomych fotografików oraz w literaturze i prasie fachowej jak największą ilość opinii o tym produkcie. Spośród 38 wypowiedzi tylko dwie określają film jako „taki sobie”. Większość pytanych uważa HP5 Plus za jeden z najlepszych filmów w swej klasie. Dlaczego? No właśnie, dokładnie nie wiadomo. Ma on większe ziarno niż konkurenci. Niektórzy narzekali na ostrość, innym przeszkadzał brak kontrastu. Zwolennicy systemu systemu strefowego (film dostępny jest nawet w formacie 8x10 cali) uzyskiwali na czułość niższą niż nominalna. „Małoobrazkowym” przeszkadzała ostrość, czy raczej nieostrość. Każdy miał swoje uwagi, a jednak w sumie oceniał HP5 Plus jako materiał doskonały. Ciekawe.

Fotografia jest dziedziną wymagającą pogodzenia się z kompromisami. Nie ma wysoko czułego film o drobnym ziarnie i nie ma filmu ze szczegółami w światłach i cieniach o długim prostoliniowym odcinku krzywej charakterystycznej. Nie ma i niestety nie będzie – zawsze mamy „coś za coś”. A Ilford HP5 Plus należy do filmów określanych mianem „uniwersalne i elastyczne”. W wielu szkołach fotograficznych polecany jest jako pierwsza emulsja, bo odbitki z niego są po prostu ładne. Ziarno (rozmieszczone bardzo równomiernie) ma miłą dla oka fakturę. Skala półtonów jest bardzo szeroka, a odbitki ze szczegółami w światłach i cieniach można robić praktycznie na pierwszej lekcji w ciemni. Ostrość – właściwie nie ustępuje tej, którą znamy z Delty wywołanej w Rodinalu.

HP5 Plus jest filmem, którego używają tak początkujący, jak i zawodowcy. Pierwsi stawiają na jego „uniwersalność” i cenią tolerancję filmu na warunki naświetlania i obróbki, drudzy na „elastyczność”. Protoplasta „piątki” powstał przecież, gdy pomiar TTL był obecny jedynie w książkach S-F, a dokładność ręcznych światłomierzy pozostawiała naprawdę dużo do życzenia – filmy musiały być tolerancyjne. A HP5 Plus, po dziesiątkach lat rozwoju, jest pod tym względem jeszcze lepszy. Profesjonaliści lubią HP5, bo można go łatwo dostosować do własnych upodobań i przyzwyczajeń. Jedni naświetlają tę emulsję, jakbym miała 200ASA, inni forsują do 1600ASA. W „klasycznej” emulsji jest około 30% srebra więcej niż w wersji z kryształami T. Dzięki temu z filmem klasycznym da się zrobić praktycznie wszystko. HP5 Plus można wywołać w każdym wywoływaczu. Amatorzy dostają szansę uzyskania „dobrych” negatywów bez niepotrzebnego inwestowania w kosztowne odczynniki. Zawodowcy mają pole do popisu – negatyw można wywołać dokładnie tak jak trzeba. Wywoływacze z siarczanem sodowym pomogą uzyskać drobne ziarno oraz „miękkość” odwzorowania tak cenione przez portrecistów używających tego filmu. Rodinal daje negatywy ostre jak żyletka.

W starych ulotkach Ilford zalecana czasem stosowanie określonych kombinacji film/wywoływacz w celu otrzymania „best Overal Picture Quality”. Czasem myślę, że Ilford HP5 Plus jest filmem idealnie pasującym do tego terminu. Daje po prostu zdjęcia o „najlepszej ogólnej jakości”. Zdjęcia z HP5 są zwyczajnie ładne. Nawet jeśli macie już swoją ulubioną „czterysetkę”, radzę spróbować HP5 Plus.

PS. W tym miejscu powinno znaleźć się tabelka z czasami wywoływania omawianego filmu w różnych wywoływaczach. Postanowiłem jednak z niej zrezygnować. Niedawno dostałam list, którego autor pyta: „Jak mam wywołać HP5 Plus w Rodinalu 1+25, skoro Ilford zaleca czas 6 minut, a Agfa 11 minut? Który czas jest właściwy?”. Otóż po raz kolejny muszę podkreślić, że właściwy czas to taki, który daje nam negatywy pasujące do naszych wymagań. Nie ma czegoś takiego, jak Wszechświatowy Obowiązujący Wszystkich Fotografów Wzorzec Dobrego Negatywu, niestety.

Wojtek Tkaczyński, Pozytyw 12/2003
 

bakulik  Dołączył: 20.04.2013
Cytuj
Filmy (numer specjalny Foto I/98)



Foto 3/99













Artykuł w formacie PDF

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach