0bleblak  Dołączyła: 15.06.2011
Cytuj
Apas napisał/a:
Pamietałbym... :evilsmile:

A więc nie pamiętasz.... No tak, dosypali ci czegoś :roll:
 

plwk  Dołączył: 21.04.2006
Cytuj
Apas napisał/a:
Pamietałbym... :evilsmile:

Czy na pewno już się obudziłeś?

2/ :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Cytuj
‘On tu jest’ - pomyślał NgTun’ga.
‘Tak panie, ale to żaden z tych trzech robaków’ - pomyślał NgHnhj’da.
‘Zabij ich’ - pomyślał NgTun’ga.
‘Na karmę dobrzy, panie’ - pomyślał NgHnhj’da.
‘Zabij. Tamtemu pomogli. Na karmę wielu innych jest’ - pomyślał NgTun’ga.
‘Co rzeczesz’ - pomyślał NgHnhj’da.
‘Rzekłem. Zabij’ - pomyślał NgTun’ga.
‘Rzekłeś. Zabiję’ - pomyślał NgTun’ga.

Inspektor Stefan Kadyszek po raz pierwszy w życiu czuł się całkowicie bezradny. Jego jaźń rozpadała się pod wpływem jakiejś niezwykłej, przerażającej siły, której źródłem była poruszająca się na jego twarzy, zimna i odpychająca macka świetlistego stwora. To, co ogarnęło większość jestestwa doświadczonego policjanta, dało się zdefiniować jedynie jako nieopanowany, pierwotny strach. Strach, który zapewne odczuwa antylopa w chwili, gdy potężne szczęki lwicy zaciskają się na jej kruchym gardle. Strach, który jest definiowany przez ten ułamek sekundy, gdy Niewyobrażalne staje się Nieuniknione. Jeśli Stefan kiedykolwiek zastanawiał się, jak czuje się głowa skazańca na ułamek sekundy po tym, gdy opadnie ostrze gilotyny, dokładnie wtedy, gdy pozostała świadomość pozwala jeszcze zdać sobie sprawę z konsekwencji tego, co się wydarzyło, a śmierć jeszcze nie nadchodzi, by dać ukojenie od strachu – to teraz mógł tego doświadczyć na własnej skórze. Wiedział, że umiera, wiedział, że przerażający intruz sieje spustoszenie w jego mózgu za sprawą jakichś szatańskich sztuczek, a to, co jeszcze przed chwilą było Stefanem Kadyszkiem, szanowanym policjantem i dobrze rokującym od lat fotografem – przetrwało jedynie w formie kurczącego się w zastraszającym tempie skrawka świadomości, który za chwilę miał zniknąć w chaosie, wypełniającym papkę, która kiedyś była mózgiem.
Stefan wciąż odbierał bodźce z otoczenia. Słyszał ciąg przekleństw niemal recytowany przez stojacego obok Antoniego Pleśniaka. Słyszał zawodzący krzyk Spacji – dźwięk, który dotychczas zawsze oznaczał cierpienie, ból i śmierć dla jej wrogów, a teraz był tylko oznaką niewyobrażalnej wściekłości wojowniczki, która ginęła, nie mogąc zabrać ze sobą swoich zabójców. Widział też światło – oślepiające, zimne, białe światło i odcinające się na jego tle trzy cienie demonów.
Cztery cienie?
W ostatnim momencie świadomości inspektor zdał sobie sprawę, że pomiędzy upiornymi konturami zabójców nie z tego świata, w tym groteskowym teatrze cieni pojawił się ktoś jeszcze: postać znacznie mniejsza od demonów, sztywna i wyprężona…
- Policja, jesteście aresztowani! - dobiegł go dziwnie znajomy głos. W tym samym momencie, gdy Kadyszek czuł, że właśnie jego jaźń miała się poddać – na dźwięk tego głosu straszliwy intruz wycofał się z jego mózgu. Inspektor padł na ziemię, zdołał zamortyzować upadek odruchowym zempo-kaiten yoko-ukemi, konkludując z dziwną jasnością umysłu, że odzyskał panowanie nad swoimi mięśniami, które przez ostatnie kilka minut utrzymywały go w bezruchu, stężałe jak głazy wbrew jego woli. Kątem oka spostrzegł jakiś ruch po prawej – coś oderwało się od ziemi z prędkością atakującej pantery i ruszyło w kierunku oślepiającego światła. Potem Stefan zapadł w ciemność.

***
96 godzin później, gdzieś pod Warszawą.
***

Czarny volkswagen passat zatrzymał się przed bramą jednostki wojskowej. Kierowca opuścił szybę w drzwiach i podał wartownikowi przepustkę. Żołnierz obejrzał dokładnie dokument, sprawdził z listą na tablecie i skinął do kogoś w budce – ciężki metalowy szlaban uniósł się, przepuszczając pojazd. Kilkaset metrów dalej na kolejnym punkcie kontrolnym, ustawionym już na drodze wewnątrz jednostki cała procedura została powtórzona. I tym razem auto zostało przepuszczone a kierowca poinformowany, że na najbliższym skrzyżowaniu ma skręcić w lewo i zatrzymać się przed betonowym wejściem do bunkra, ukrytym w niewielkim zagajniku.
Mężczyzna dotarł na miejsce minutę później, zaparkował auto wśród kilkudziesięciu innych i ruszył do przysadzistego budynku z szarego żelbetu. Tutaj czekała na niego jeszcze jedna kontrola, którą tym razem przeprowadził facet w czarnym garniturze, lakierkach i okularach przeciwsłonecznych, choć dzień był pochmurny. Facet w czerni także sprawdził przepustkę przybysza, ale kazał mu także przyłożyć palce wskazujące obu dłoni do czytnika linii papilarnych. Gdy po chwili urządzenie ćwierknęło i wyświetliło twarz przybysza na niewielkim ekranie, potwierdzając tym samym jego tożsamość, drzwi bunkra stanęły przed nim otworem. Wewnątrz czekała kobieta w średnim wieku, także ubrana na czarno. Zaprowadziła mężczyznę schodami w dół, potem przez kilkadziesiąt metrów korytarzy aż dotarli do drzwi, za którymi znajdowała się sala konferencyjna. Przed drzwiami kobieta w czerni dała mężczyźnie zestaw bezprzewodowych słuchawek i pokazała na migi, by je włożył na głowę.
- Czekaliśmy na pana, inspektorze – mężczyzna w eleganckim i na oko bardzo drogim garniturze odezwał się po angielsku, a jego słowa zostały natychmiast przetłumaczone przez damski głos w słuchawkach na polski.
- Przepraszam za spóźnienie, dopiero dziś pozwolono mi opuścić szpital, jadę prosto stamtąd… - odpowiedział Kadyszek.
- Wiem. Przykro mi z powodu utrudnień, ale kwarantanna była koniecznością. Jednak po dzisiejszym spotkaniu będzie pan mógł już wrócić do domu, podobnie jak pańskie koleżanki i koledzy, oddamy też państwu wasze telefony komórkowe. Proszę, niech pan spocznie…
Kadyszek rozejrzał się po sali. Było tam kilkadziesiąt osób. Inspektor rozpoznał wszystkich uczestników akcji XV PPD w leśniczówce, kilka osób z rządu oraz kilkanaścioro ludzi, których na pewno nigdy wcześniej nie widział, ale był pewien, że nie pracują w branży zabawkarskiej. Stefan wyszukał wzrokiem Spację, która siedziała w niewielkiej grupie wraz z Pleśniakiem, Robertem Kellerem i p.l.w.k. Policjant uniósł dłoń i ruszył w ich kierunku, zabierając po drodze mijane puste krzesło.
- Skoro już jesteśmy w komplecie, to możemy zaczynać. Jesteśmy państwu winni wyjaśnienia. Być może wielu z was domyśla się, co się wydarzyło kilka dni temu, ale zapewne macie wiele pytań dotyczących tych wydarzeń i jak do nich doszło, oraz tego, co dalej. Proszę uzbroić się w cierpliwość. Moja asystentka, panna O’Bleblak postara się państwu wszystko wyjaśnić w prezentacji.
Siedząca obok faceta kobieta w szykownym kostiumie i przyprawiającej o zawrót głowy biżuterii, która jednak nie zdołała przyćmić blasku jej urody, podziękowała skinieniem głowy i wstała, dyskretnym ruchem wybudzając uśpiony projektor.
- Proszę państwa… Abyśmy mogli zrozumieć ostatnie wydarzenia, muszę się cofnąć do roku 1947. W Roswell w stanie Nowy Meksyk w USA doszło do katastrofy. Media obiegła informacja, że rozbił się tam latający talerz, UFO. Wojsko najpierw potwierdziło tę informację, potem zaprzeczyło, a jeszcze później twierdziło, że rozbił się balon szpiegowski, natomiast historia o UFO była przykrywką. Tak naprawdę jednak historia o balonie była przykrywką, bo w Roswell naprawdę rozbił się, czy raczej lądował awaryjnie, pojazd Obcych. Była to rasa z układu planetarnego w centrum naszej galaktyki. To wysoce zaawansowane i pokojowo nastawione istoty, założyciele Federacji Galaktycznej…
- Ja bardzo przepraszam, ale to, co nam tu pani opowiada, to się sprawdza w Gwiezdnych Wojnach, ale chyba nie w rzeczywistości – odezwał się p.l.w.k. - To znaczy… Ja wiem, co się wydarzyło, ale przecież, żeby dolecieć do nas z centrum Galaktyki… Nie mieści mi się to w głowie, na to trzeba lat podróży z prędkością światła!
- Cóż, to wymaga szczegółowego wyjaśnienia, ale spróbuję w najprostszy sposób… Nasz układ planetarny leży na samym skraju jednej z ‘odnóg’ spirali Drogi Mlecznej, gdzie zagęszczenie gwiazd jest niewielkie. Do najbliżej nam gwiazdy musielibyśmy lecieć z prędkością światła przez cztery i pół roku. Biorąc pod uwagę nasze zdolności techniczne, mówimy o setkach lat… Dla nas jest to niewykonalne. Jednak w centrum Galaktyki zagęszczenie gwiazd i układów planetarnych jest nieporównywalnie większe: od jednej gwiazdy do drugiej można dotrzeć w ciągu kilku godzin świetlnych lotu, czasem wręcz w kilka minut lotu z prędkością światła. Do tego technologia, którą dysponują zamieszkujące tam cywilizacje, choć nie pozwala na lot z nadświetlną prędkością, to jednak operuje dużo większymi prędkościami, niż dają nasze silniki chemiczne, stąd podróże międzygwiezdne tam, to norma. Dzięki temu powstała Federacja…
- Rozumiem. Ale jak przylecieli do nas? Jeśli nie opanowali prędkości nadświetlnych, to jest wciąż kilkaset lat w jedną stronę! - analityczny mózg p.l.w.k potrzebował informacji jak skacowany murarz wody.
- Tamtejsi naukowcy odkryli, że w regularnych odstępach otwierają się nadprzestrzenne worm-hole od centrum masy galaktyki do jej peryferiów, w różnych kierunkach. Opanowali technologię podróżowania przy ich pomocy. Taki tunel nadprzestrzenny do naszego układu otwiera się raz na 309 ziemskich lat i ekspedycje z centrum Galaktyki odwiedzają nas regularnie od początku naszej cywilizacji… Lot wraz z manewrem wejścia do worm-hola i jego opuszczeniem trwa kilka ziemskich dni.
- Czy to oznacza, że piramidy w Egipcie i Ameryce Środkowej to są… - zapytał ktoś z sali.
- Tak, to ich zasługa. Podobno mieli wtedy taki okres mody w architekturze, już im przeszło… - odparła panna O’Bleblak.
- Ale to oznacza, że oni się z nami od dawna kontaktowali, prawda?! - p.l.w.k aż podskoczył na krześle.
- Cóż, tu dochodzimy do sedna wydarzeń – kobieta kliknęła przycisk na pilocie i na ekranie za nią pojawiło się zdjęcie istoty z grubsza podobnej do człowieka, ale o innych proporcjach ciała i bez ust na twarzy i z kremowo-białą skórą. Kilkoro ze zgromadzonych odruchowo wyprostowało się w swoich krzesłach. - To jest rasa, która przypadkowo nawiązała z nami kontakt w 1947 roku. Mają swoją nazwę, oczywiście, ale wiedza o ich istnieniu jakoś tam przeniknęła do naszej popkultury i są tam znani jako Białaki, więc i my tak o nich mówimy. Białaki są dominującą rasą Federacji. To istoty pokojowo nastawione, wielbiciele nauki, zdrowej żywności i polityki non-violence…
- Czym się żywią? – padło pytanie z sali.
- To istoty fotosyntetyzujące… - odparła prelegentka.
- Białaki – lewaki – prychnął Pleśniak, ale zamilkł pod karcącym spojrzeniem Spacji.
Dał się słyszeć kolejny klik przełącznika i na ekranie zamajaczyła wysoka postać z mackami zamiast rąk i nóg i z charakterystycznie wykrzywionymi, małymi ustami. Jej skóra miała szaro-srebrzysty kolor.
- To natomiast jest typowy przedstawiciel Szaraków…
- O, to ci nas napadli! - stwierdził Kadyszek.
- Tak jest, panie inspektorze – potwierdziła dziewczyna. - Szaraki są rasą międzygwiezdnych kryminalistów, morderców i niszczycieli. Nie przystąpili do Federacji i de facto są z nią w stanie wojny, choć oficjalnie Federacja wojen nie prowadzi. W centrum Galaktyki nie mogą wiele zrobić, ale korzystają z tuneli i penetrują peryferia. Obie rasy obserwują każdą napotkaną cywilizację i jeśli spełnia warunki, Białaki oficjalnie proponują jej członkostwo w Federacji. Jeśli nie… Cóż, Białaki się wycofują, a Szaraki dokonują wtedy z reguły podboju…
- Jakie są ich cele militarne? - generał Pleśniak poczuł, że prelekcja wkracza na jego rejony.
- Szaraki żywią się materią organiczną, ale tej mają u siebie, w swoim układzie planetarnym pod dostatkiem. Jednak w kwestii rozmnażania są pasożytami. Występuje u nich aż pięć płci, a po długim i skomplikowanym rytuale zapłodnienia, jajo jest składane w ciele żywiciela, który jest pożerany od środka przez larwę. U siebie Szaraki wytłukły wszelkie doskonalsze formy życia i były zmuszone stworzyć system niewolnictwa, by wyższe kasty mogły składać jaja w ciałach kast niższych. Kiedy udaje im się podbić i skolonizować jakąś planetę, zwyczajnie zmieniają ją w farmę, hodując tamtejsze formy życia. Część jest przeznaczana do rozrodu, część zaś służy za inkubatory dla młodych Szaraków. W ten sposób podnoszą liczebność swojej cywilizacji bez zabijania przedstawicieli własnego gatunku wykorzystywanych jako inkubatory dla wyższych warstw społecznych. Gdyby podbiły Ziemię, ich cywilizacja znacząco by się wzmocniła na kilkaset lat, kosztem eksterminacji życia na naszej planecie…
Na sali zapadła cisza. Przerwał ją Kadyszek.
- Czy byliśmy świadkami próby takiego podboju? - spytał.
- Tak… - odparła panna O’Bleblak.
- No dobrze, a jaka jest w tym rola Białaków? Nie powinni interweniować, skoro są tacy milusińscy? - tym razem pytanie padło z ust p.l.w.k.
- Nie mogą. Zasadą jest obserwacja. Jeśli dana rasa spełnia wymagane warunki rozwoju intelektualnego, technologicznego i psychicznego, może przystąpić do Federacji i jest chroniona przed Szarakami. Nas obserwują już od kilku tysięcy lat. W 1947 roku był otwarty tunel i statek, który rozbił się w Roswell, doznał awarii przy wychodzeniu z worm-hola. Ten pojazd był jednym z kilkudziesięciu, jakimi przyleciała ostatnia zmiana obserwatorów.
- Ostatnia?! - p.l.w.k niemal zakrzyknął.
- Tak, ostatnia. Następny tunel otworzy się w 2256 roku i obecni obserwatorzy wrócą do Centrali Federacji, gdzie na podstawie ich raportów zapadnie decyzja co do naszej przyszłości. Białaki mają od początku bazy na Księżycu, po niewidocznej stronie. Jeśli nas nie zechcą, to na Marsie czekają już siły inwazyjne Szaraków…
- Jakie mamy szanse? To znaczy na to, by nas zaproszono do Federacji? - spytała Spacja.
- Wbrew pozorom spore. W 1947 rząd amerykański pomógł załodze naprawić statek i odlecieć. Uznali, że to dobry znak, bo wcześniej zawsze brano ich za bogów lub demony. Od tego czasu starają się nam nieco pomóc, choć nieoficjalnie, zresztą robili to i wcześniej, ale nasi przodkowie odbierali to jako interwencje bogów… My teraz korzystamy ze skrawków ich wiedzy świadomie, to zasadnicza różnica. Na przykład nasz pierwszy komputer, ENIAC liczył w systemie dziesiętnym i to była jakaś porażka. To oni podpowiedzieli nam, że warto spróbować systemu binarnego i pokazali, jak robić układy scalone. Generalnie dają nam sporo cennych rad, ale z kolei Szaraki starają się nas ogłupić. I tak Białaki podpowiedziały nam Internet, co dało potężny napęd naszej cywilizacji, Szaraki natomiast sponsorują Facebooka, który ogłupia młode pkolenie. Białaki przekazały patent na telewizję, jako kanał komunikacji i edukacji, Szaraki podszepnęły jakiemuś idiocie ideę telenoweli, żeby wyłączyć u widzów myślenie, doprawioną potem reality show… I tak dalej…
- Czyli Szaraki też z nami współpracują?! - padło kolejne pytanie z sali.
- To nie tak… Białaki najpierw współdziałały z rządem amerykańskim, ale potem uznały, że lepsza by była jakaś ponadnarodowa organizacja, reprezentująca ludzkość. Tak powstała nasza organizacja, Cicada 331, która ‘wyławia’ najlepsze talenty spośród ludzi i dzięki nim współpracuje z Białakami. Szaraki za to korumpują poszczególne rządy, tak zdobywając sojuszników. Obecnie współpracują z Koreą Północną… Choć to nie tyle współpraca, ile mamienie tamtejszego przywódcy potęga i władzą w zamian za wykonywanie przez niego poleceń… Zastawialiście się kiedyś, skąd KRLD miała bombę atomową w kilka lat i hakerów, zdolnych włamywać się na najlepiej chronione serwery na świecie?
Stefan i Robert wymienili spojrzenia. Panna O’Bleblak zauważyła to.
- Macie panowie rację. Północnokoreański agent, który próbował zabić waszego astronautę, działał na polecenie Szaraków, choć zapewne nie był tego świadom…
- Ale dlaczego chciał go zabić? - spytał komisarz Keller.
- Obie rasy starają się być oficjalnie neutralne wobec obserwowanej cywilizacji, nie licząc wspomnianej drobnej współpracy z ‘podopiecznymi’. Ale Szaraki lubią prowokować oponentów. Idea ISS pochodzi od Białaków, więc Szaraki próbowały zniszczyć stację. Białaki zmieniły tor lotu wystrzelonego pocisku plazmowego i konstrukcja została zaledwie draśnięta. Wtedy Białaki posłały jednego ze swoich, by ocenił uszkodzenia. Tak się złożyło, że w tym samym czasie takie samo zadnie dostał wasz astronauta. Widział orbitującego Białaka, ale wziął go za anioła. Zrobił mu też zdjęcia, czego Szaraki nie przewidziały. A ponieważ nie chcą dopuścić, by ludzkość dowiedziała się o szansie na życie w pokoju i dostatku w ramach Federacji, próbowały usunąć świadka, który mógł poświadczyć istnienie Białaków. Na swoje nieszczęście, agent Kima trafił na panią Spację… - kobieta spojrzała na agentkę. Spacja spuściła skromnie oczy.
Slajd na ekranie zmienił się ponownie. Tym razem ukazało się zdjęcie satelitarne obszaru niedaleko leśniczówki, na którym doszło do tajemniczej eksplozji.
- Po nieudanym zamachu, Szaraki postanowiły zlikwidować pana Grzegorza Sochę osobiście. Posłali statek, którego załoga miała go porwać na Marsa. Statek przemieszczał się wzdłuż prowincjonalnej drogi biegnącej przez las, gdzie patrol z radarem pełnił – panna O’Bleblak spojrzała do notatek – funkcjonariusz Narybek. Z naszych ustaleń wynika, że funkcjonariusz Narybek uruchomił radar marki Iskra w przekonaniu, że dokona pomiaru prędkości samochodu, a zamiast tego doprowadził do eksplozji pojazdu Szaraków… Zgadza się?
Z krzesła pod ścianą poderwał się i natychmiast wyprostował jak struna młodszy aspirant Narybek.
- Tak jest! Wybuchło! - wrzasnął. Komisarz Keller zakrył twarz rękoma.
- Tak, dziękuję… - panna O’Bleblak wydawała się lekko zamroczona służbowym entuzjazmem młodego policjanta.
- Ku chwale ojczyzny, proszę pani! - Narybek strzelił obcasami i usiadł. Panna O’Bleblak podjęła wątek opowieści.
- Okazuje się, że radary Iskra mają pewną wadę konstrukcyjną, która sprawia, że emitują mikrofale o zmiennym i przypadkowym zakresie częstotliwości. Tak się składa, że antymateria w napędach pojazdów Szaraków jest stabilizowana zmiennym polem mikrofalowym. Całkiem przez przypadek doszło do interferencji na tych samych częstotliwościach i pojazd Szaraków wraz z załogą anihilował… Przypadkowo jednym z członków załogi był osobnik, z którym szef wszystkich Szaraków na Marsie planował od lat związek, podobno do założenia rodziny brakował im już tylko jednego partnera i zaledwie czterdziestu rytuałów kopulacyjnych. Planowali wkrótce porwać kogoś z Ziemi i złożyć jajo. No ale partner zginął, a to był przedstawiciel najrzadziej występującej u Szaraków płci, więc dowódca się lekko zdenerwował, bo mu się związek rozpadł. I postanowił zabić pana Narybka, którego wyśledził dzięki zdolnościom telepatycznym. Prz okazji niejako, postanowił rozpocząć inwazję na Ziemię i zerwać niepisany układ z Białakami, bo uznał, poniekąd słusznie, że niedobory partnerów płciowych w swojej rasie może rozwiązać jedynie masowy program rozrodczy Szaraków, a do tego potrzeba miliardów żywicieli. Nie chciał czekać do roku 2256 i ewentualnego wycofania się Białaków...
- Jak przebiegała inwazja? - spytał Pleśniak.
- W sposób charakterystyczny dla Szaraków. Jak wspomniałam, mają oni zdolności telepatyczne. Potężne. Dysponują też odpowiednimi wzmacniaczami fal mózgowych. W ciągu kilku godzin zdołali opanować umysły w zasadzie wszystkich inteligentnych form życia na ziemi, czyli ludzi, delfinów, i psów. Pracownicy odpowiedzialni za infrastrukturę powyłączali to, za co odpowiadali, piloci wylądowali na najbliższych lotniskach, wojskowi zabezpieczyli sprzęt, a potem wszyscy zasnęli. Cześć z nas miała się obudzić po kilku dniach z jajem Szaraka rozwijającym się w środku, co trwa około 10 ziemskich lat, cześć miała trafić do obozów rozpłodowych, by produkować nowe inkubatory, natomiast ci, którzy byliby za starzy na rozród czy jako inkubator, mieli być przerobieni na żywność dla pozostałych, jak i dla Szaraków… Białaki nic by na to nie poradziły, bo jakiekolwiek siły interwencyjne mogłyby dotrzeć z centrum Galaktyki za grubo ponad 200 lat. Dla nas zbyt późno…
- Jak odparto atak? - ponownie spytał generał.
Panna O’Bleblak uśmiechnęła się i ponownie nacisnęła przycisk na pilocie. Na ekranie pojawił się animowany obraz wirującej Ziemi, na którym błyskawicznie zaczęły pojawiać się czerwone kropki, które szybko połączyły się w plamy i wkrótce zalały czerwienią kontury wszystkich kontynentów.
- Białaki, wściekłe z bezsilności, obserwowały oczywiście sytuację. Dzięki nim wiemy, co zaszło. Mapa za mną pokazuje tempo, w jakim ludzie wpadali w senny trans, podatni na wolę Szaraków. Jak widzicie, dotknęło to niemal wszystkich na Ziemi…
- Niemal? - zapytał Kadyszek.
Panna O’Bleblak stuknęła w klawiaturę laptopa. Planeta zaczęła się przybliżać, pojawił się kontur Europy, potem Polski. Skala odwzorowania wciąż się zmieniała i nagle plamy czerwieni znów się rozpłynęły w pojedyncze punkty – na ulicach, w budynkach, w autach. Obraz przesunął się i zebrani zobaczyli satelitarne zdjęcie leśnej polany ze stojącą na środku leśniczówką. Wewnątrz roiło się od czerwonych kropek, ale było też kilka zielonych.
- Zielone kropki oznaczają osoby, na które nie podziałało promieniowanie Szaraków, albo podziałało tylko częściowo. Ci ludzie uratowali naszą cywilizację…
- Wiemy, kim są? - zapytał ktoś z sali.
- Owszem – odparła prowadząca. - To pani Spacja, pan inspektor Kadyszek i pan generał Pleśniak.
Zebrani spojrzeli na trójkę bohaterów. Rozległy się najpierw nieśmiałe, a potem coraz głośniejsze brawa.
Gdy aplauz ucichł, pierwszy odezwał się p.l.w.k.
- Ale mówiła pani, że fale mózgowe Szaraków potrafią przejąć kontrolę nad każdym INTELIGENTNYM stworzeniem... Skoro nad nimi nie przejęli, to oznacza, że…
Spacja syknęła ostrzegająco.
- ...to oznacza, że nasza trójka bohaterów posiadała specyficzne, nazwijmy to, właściwości, które uniemożliwiły pełną penetrację ich umysłów i nie było to związane z niską inteligencją – panna O’Bleblak weszła w słowo p.l.w.k, być może ratując mu życie.
- Tak? A co to było? - zainteresował się Stefan.
- W przypadku pana i pani Spacji zadziałało zapewne… dość wysokie stężenie pewnych alkaloidów w mózgu…
- Ha! Ale ja nie jarałem! - wykrzyknął Pleśniak.
- Jeśli idzie o pana, generale, podobnie zadziałał alkohol w stężeniu militarnym… - odparła dziewczyna.
Tym razem Antoni Pleśniak spuścił skromnie oczy.
- Każda strategia jest dobra, o ile okaże się zwycięska... - mruknął bardziej do siebie, niż do zdumionych słuchaczy.
- No ale przecież… - odezwała się Spacja – Przecież pamiętam, że na widok tych… kolesi… byłam całkiem sparaliżowana… Wszyscy byliśmy. Czułam, że zaraz umrę, mówiąc szczerze…
- Tak, to prawdopodobne. Staliście oko w oko z najpotężniejszym z Szaraków i jego adiutantami. Ten koleś, jak go pani nazwała, był niezwykle potężny i był w stanie pokonać wasz opór… Omal mu się udało – wyjaśniła O’Bleblak.
- Ale jednak nie. Co się tam wydarzyło? - p.l.w.k bardzo chciał zaspokoić swój głód wiedzy.
- Cóż… W leśniczówce była jeszcze jedna osoba odporna na działanie fal Szaraków. Pan… - dziewczyna ponownie spojrzała do notatek – pan Narybek pod wpływem promieniowania nie tylko nie zapadł w śpiączkę, ale wręcz się wybudził w tej, w której tkwił po uderzeniu fali promieniowania powstałego podczas anihilacji pojazdu Obcych. Wyszedł z leśniczówki, zobaczył, jaka jest sytuacja i… postanowił aresztować Szaraków…
- Ku chwale oj… - młody policjant wrzasnął, zrywając się z krzesła.
- Narybek! Siad, do ciężkiej cholery!!! - Robert Keller wrzasnął głośniej niż jego podwładny. Z żelbetowego sufitu sali konferencyjnej posypał się cementowy pył.
W pomieszczeniu przez chwilę panowała grobowa cisza. Narybek usiadł.
- Tak… O czym to ja? - zapytała lekko ogłuszona panna O’Bleblak.
- Chciał ich aresztować… Ku chwale ojczyzny – podpowiedział ktoś z sali.
- Aha, no właśnie… Zatem pan Narybek chciał aresztować wodza Szaraków, przez co odwrócił uwagę trójki napastników. Można powiedzieć, że byli totalnie zaskoczeni, bo nie spodziewali się kolejnego odpornego osobnika w okolicy…
- Co zadziałało w przypadku Narybka? Przecież nie… brał udziału w konsumpcji? - zapytał Keller.
- Cóż… Pan Narybek ma pewne… specyficzne predyspozycje intelektualne. Choć nie jest jedyny, mieliśmy jeszcze jeden taki przypadek w USA, jak wynika z monitoringu Białaków – wyjaśniła O’Bleblak pośpiesznie, sprawiając przy tym wrażenie, że wolałaby nie wchodzić w szczegóły.
- Co było dalej? - zapytał Kadyszek, czując, że prelegentka chciałaby zmienić temat.
- Kiedy uwaga Szaraków przestała się skupiać na waszej trójce, pani Spacja odzyskała kontrolę nad swoim ciałem i zrobiła wodzowi Szaraków… to…
Przycisk na pilocie kliknął i obraz na ekranie zmienił się ponownie. Tym razem przedstawiał biało-szarą masę wymieszana z dużą ilością wściekle zielonej galarety.
- A bo mnie wkur… - odezwała się Spacja, ale zamilkła odebrawszy sążnistego kopniaka w kostkę od inspektora.
- Co to w zasadzie jest? - zapytał Pleśniak, krzywiąc się.
- Zwłoki wodza Szaraków. A ściślej, to co z nich zostało… Przepraszam za drastyczne zdjęcie, ale uznaliśmy, że powinniśmy wam pokazać wszystko… - wyjaśniła panna O’Bleblak, pośpiesznie wyłączając projektor. Po sali przebiegł szmer obrzydzenia.
- Spacyjko, gołymi rękoma załatwiłaś ufoka… Wszyscy wiemy, do czego jesteś zdolna, ale to chyba jedyny taki przypadek we Wszechświecie – zwrócił się do koleżanki p.l.w.k.
- Nie, wyczyn pani Spacji nie był jedyny, choć wyjątkowy – kobieta prowadząca prezentacje usiadła, a głos zabrał ponownie facet w drogim garniturze. - Pani Spacja wyeliminowała szefa Szaraków, przez co stracili oni zdolność działania i wycofali się w popłochu z Ziemi. Siedzą teraz w bazach na Marsie i liżą rany, jednak przy ograniczonych zdolnościach rozrodczych nie zdołają wyprodukować nowego przywódcy aż do kolejnego okna transportowego z centrum galaktyki, kiedy to Białaki poślą po posiłki. Jednak jak wspominała moja koleżanka, w USA mieliśmy podobny przypadek, jak z panem Narybkiem. Pewien pracownik jednego z ośrodków NASA również nie zapadł w śpiączkę... z podobnych jak pan Narybek powodów... i także zdołał wyeliminować zwiad Szaraków. Zatłukł czternastu…
- Niewąski kozak! - Pleśniak pokręcił głową w zdumieniu.
- Miał łatwiej niż pani Spacja… To były szeregowe Szaraki, a on miał łom i latarkę – wyjaśniła panna O’Bleblak.
- Czyli na całej ludzkości tylko my troje, Narybek i tek ninja z NASA byliśmy przytomni w czasie ataku? - zapytała Spacja.
- W zasadzie tak… To znaczy... było jeszcze dwoje ludzi w willi pod Warszawą, którzy nie tylko okazali się odporni na promieniowanie, ale nawet… nie zauważali całej sytuacji – panna O’Bleblak lekko się zarumieniła.
- Tak się nawalili, czy tyle wyjarali? - z wojskową prostotą spytał generał.
- Nie… W ich przypadku czynnikiem decydującym było niezwykle wysokie stężenie endorfin i oksytocyny we krwi w chwili rozpoczęcia inwazji – dziewczyna zarumieniła się jeszcze bardziej. - Zresztą… Rzecz się działa w pańskim… domku letniskowym, generale…
- U mnie na altanie?! Nie rozumiem… - Pleśniak wyglądał na zaskoczonego.
- Eeee… Ale ja chyba rozumiem... – westchnął Kadyszek.
- Co to znaczy, Stefan?! - Antoni naprawdę nie rozumiał.
- To znaczy, Antoś, że moja modelka wybrała astrofotografię… Wyjaśnię ci to później…
Generał wzruszył tylko ramionami z rezygnacją.
Tymczasem ciekawość p.l.w.k wciąż potrzebowała karmy.
- No dobrze, ale co dalej? Kiedy tu jechałem ze szpitala, to świat wyglądał… normalnie. A przecież po czymś takiem powinna być panika, straty jakieś, prawda? - dopytywał się analityk.
- Słuszna obserwacja… Gdy ludzie zaczęli się wybudzać, coś takiego rzeczywiście groziło… Ale Białaki mają opanowaną technologię Szaraków i… trochę tak jakby manipulowali pamięcią mieszkańców Ziemi przez chwilę, choć nie wszystkich tak samo... Państwo coś tam jednak pamiętacie, ale jesteście wyjątkami, które wraz z Białakami zdecydowaliśmy się wtajemniczyć w sytuację. Krótko mówiąc… Dziś jest nieco inna data, niż nam się wszystkim wydaje, ale, to chyba niska cena za przetrwanie cywilizacji, prawda? - facet w garniturze uśmiechnął się jakby lekko skonfundowany.
- Czyli… Wyprali nam mózgi?! - zapytał p.l.w.k, a w jego głosie brzmiały nuty niedowierzania i oburzenia.
- Cóż, stary – odezwał się ze spokojem Kadyszek. - Jak zapewne wiesz z historii, sami je sobie praliśmy wielokrotnie z dużo bardziej błahych powodów, niż próba zapobieżenia panice po tym, gdy grupa Obcych omal nie przerobiła nas na karmę dla swoich larw. Nie, żebym był fanem takich rozwiązań, ale rozumiem…

Godzinę później, po poczęstunku składającym się z kawy i ciastek oraz podpisaniu oświadczeń o zachowaniu wszystkiego w dozgonnej tajemnicy, zebrani wyszli z bunkra. Czekając na podstawienie samochodów i zwrócenie skonfiskowanych jeszcze w leśniczówce telefonów komórkowych, ludzie zbierali się w grupkach i cicho dyskutowali o tym, co właśnie usłyszeli, a co na zawsze miało pozostać tajemnicą. Do Kadyszka, Kellera, Pleśniaka i Spacji podszedł w pewnym momencie młodszy aspirant Grzegorz Narybek. Przyglądał się przez chwilę Spacji, po czym zwrócił się do Kellera.
- Panie komisarzu, mogę coś zameldować?
- Wal, synu – Keller z trudem starał się zatuszować nutę niechęci w głosie.
- Pamięta pan sprawę Kafara Jana, syna Józefa? - spytał młody policjant.
- Pamiętam… I co z tego? - ostrożnie zapytał Robert, przeczuwając zagrożenie.
Narybek nadal wpatrywał się Spację.
- Obecna tu obywatelka wprawdzie mocno odbiega od profesjonalnego portretu pamięciowego, którym dysponujemy, ale z opisu ofiary, jaki mam w aktach wynika, że to może być ona…
Kadyszek zauważył kontem oka, że Spacja zaciska pięści. Postanowił uratować Narybkowi życie, choć przez ułamek sekundy kusiło go, by jednak dać sobie spokój.
- Słuchajcie, Narybek – odezwał się w końcu. - Jesteście oficjalnie na zwolnieniu lekarskim i nie macie prawa prowadzić postępowań, jasne?!
- Tak jest, panie inspektorze!
- No to odmaszerować! My tu wszystko z panem komisarzem wyjaśnimy, tak?
- Tak jest! - Narybek nie wygląd wprawdzie na przekonanego, ale natura służbisty wzięła w nim górę. Odwrócił się na piecie, strzelił obcasami i oddalił się krokiem marszowym.
- Jezu, co za idiota… - westchnął Keller.
- Zawdzięczasz mu życie – zauważył Spacja.
- Czasem tak to już jest, że wiele zależy od idioty… Znam to z armii... – westchnął Pleśniak
W tym momencie do grupy podeszła panna O’Bleblak z jakąś dziewczyną.
- Ja mofie trochę polski, ale to jest moja translator. Będzie prosto mówić... – uśmiechnęła się, wskazując towarzyszkę.
- Panna O’Bleblak ma państwa telefony komórkowe. Prosiła, bym zapytała, czy macie jeszcze jakieś pytania, sugestie albo życzenia? - odezwała się tłumaczka.
- Cóż, szczerze mówić mam obawy co do Narybka, proszę pani. Ja nie wiem, czy on zdoła trzymać to wszystko w tajemnicy – stwierdził Keller. Mówił po polsku do tłumaczki, bo choć znał świetnie angielski, wolał jednak, żeby wszyscy rozumieli, o czym mówi. Kadyszek przytaknął mu skinieniem głowy.
- Pan Narybek jedzie z nami do USA. Będzie pracował dla NASA, razem z tym drugim… wyjątkowym człowiekiem. Chcemy przebadać ich… specyficzne zdolności – wyjaśniła O’Bleblak. - Obiecuję, że będzie mu tam dobrze. Jeszcze coś was martwi?
- Cóż – tym razem głos zabrała Spacja. - XV PPD zapowiadało się na świetną imprezę, ale ufoki nam ją zepsuły... Co poradzić, taki już nasz los, ludzi, którzy związali swoje niszowe talenty z RICOHem: robimy rzeczy wielkie, a nikt nas nie docenia… - stwierdziła filozoficznie, a tłumaczka przetłumaczyła jej słowa.
- Przykro mi z powodu popsucia wam imprezy… Jednak skoro już pani poruszyła ten temat, to mam wrażenie, że jakoś możemy to wam zrekompensować… W ramach podziękowania od mieszkańców Ziemi dla waszej grupy oczywiście – odpowiedziała po angielsku panna O’Bleblak. Potem rozdała wszystkim ich komórki, wyciągnięte z niewielkiej walizeczki wraz ze swoimi wizytówkami, zapewniła, że skontaktuje się z nimi w ciągu paru tygodni i pożegnawszy się – odeszła tanecznym niemal krokiem.
- Fajna du… dziewczyna… - westchnął Keller, spoglądając z obawą na Spację. - Uwierzylibyście w to wszystko, gdyby nam się nie przytrafiło? - zmienił temat na bezpieczniejszy, gdy tylko przypomniał sobie obraz zmaltretowanych zwłok Szaraka.
- Ano, fajna... – mruknął Kadyszek, pracowicie wklepując PIN do włączonego przed sekundą telefonu. - Natomiast co do tej przygody to jedno wam powiem na pewno: w najbliższym czasie absolutnie nic mnie nie zdoła zaskoczyć po tym, co tam przeżyliśmy… dodał, wciąż walcząc z wirtualną klawiaturą smartfona.
Gdy wreszcie aparat policjanta ożył, zaczął jak wściekły brzęczeć sygnałem SMSów i powiadomień z poczty głosowej. Inspektor zignorował hałas i wybrał numer Marioli, bo czuł, że powinien jednak zacząć powrót do normalnego życia, dzwoniąc do żony. Pani Kadyszkowa odezwała się niemal natychmiast.
- Cześć, Mariolka… Przepraszam, że się nie odzywałem, ale byłem w akcji… Słuchaj… - inspektor zamilkł, przyciskając telefon do ucha.
- Gdzie jesteś?! Słuchaj, mów wolniej… W czym jesteś?!!! - Kadyszek niemal wrzasnął do słuchawki. Przyjaciele spojrzeli na niego z niepokojem.
- Coś się stało? - spytała Spacja.
- W jakiej ciąży, do cholery?! Mariola!!!!!
Mina pobladłego nagle Stefana jednoznacznie wskazywała, że spotkanie z wrogą, obcą cywilizacją nie było jednak największą traumą w jego życiu.

***
Obraz w wizjerze rozmył się delikatnie by natychmiast powrócić do pierwotnej ostrości. Minimalnym, ale precyzyjnym jak język ‘Instrukcji Montażu i Użytkowania Drylownicy do Owoców Model DRW-12X42-A’ ruchem palców na pierścieniu ostrości, człowiek wpatrujący się w wizjer sprawdził po raz kolejny perfekcyjną dokładność nastaw celownika. Palec wskazujący prawej dłoni przesunął się na spust, skupiony na zadaniu mózg przejął bezwzględną kontrolę nad wytrenowanym ciałem: regularny oddech uległ spłyceniu, by zsynchronizować się z uderzeniami serca, źrenica oka przyłożonego do muszli celownika poszerzyła się nieznacznie.
Nagle coś zakłóciło perfekcyjną ciszę. Jakiś daleki pomruk, wdzierający się w bezruch i sterylną ciszę nieprawdopodobnie przejrzystego powietrza niby grot strzały w miękkie podbrzusze jelenia. Zwierzę widoczne w wizjerze celownika poruszyło się niespokojnie i cała misternie ułożona kompozycja ujęcia przestała istnieć w ułamku sekundy. Pingwin cesarski, którego piękny profil jeszcze przed chwilą tworzył niemal doskonały portret na matówce Pentaksa K-1 zaskrzeczał jakby zdziwiony i śmiesznym, kołyszącym krokiem ruszył w kierunku oddalonej o kilkadziesiąt metrów kolonii swoich współbraci.
Drażniący uszy dźwięk narastał. Inspektor Stefan Kadyszek dźwignął się z białego śniegu z cichym stęknięciem. Delikatnie ułożył aparat z podpiętym teleobiektywem o ogniskowej 560 mm na plecaku Benro, który dotychczas służył mu za podpórkę i spojrzał za siebie. Źródłem denerwującego dźwięku była niewielka kropka, szybko rosnąca na niebie za nim. Tysiące pingwinów w wielkiej kolonii zafalowały, rozdrażnione warkotem, a potem z wolna zaczęły się oddalać od miejsca, w którym na śniegu klęczał fotograf. Mężczyzna osłonił głowę ramieniem, gdy punkt na niebie urósł do rozmiarów luksusowego helikoptera Augusta, lądującego kilkanaście metrów od inspektora.
Gdy tylko płozy z podpiętymi nartami dotknęły śniegu, z kabiny wyskoczył młody, wysportowany mężczyzna i podbiegł schylony do Kadyszka.
- Przepraszam panie inspektorze, że przeszkadzam w sesji, ale za chwilę zapadnie zmrok i zgodnie z regulaminem goście muszą wrócić do hotelu. Zresztą mamy dziś w planach kolacje w stylu karaibskim... Znając naszego szefa, jest to coś, czego nie che pan przegapić – odezwał się przybysz, pomagając jednocześnie Kadyszkowi zebrać jego sprzęt.
- Świetnie mówi pan po polsku – zagadnął policjant, gdy obaj wsiedli już do helikoptera. Pilot podciągnął dźwignię kontroli obrotów i skowyt turbiny wdarł się do wyciszonej kabiny. Mężczyzna, zanim odpowiedział, pokazał gestem na zwisające z oparcia fotela Kadyszka słuchawki interkomu i sam nałożył identyczne na głowę.
- Pytałem, skąd pan zna tak dobrze polski – powtórzył inspektor.
- Z domu, panie Kadyszek, z domu. Jestem Polakiem, pochodzę z Włocławka.
- Naprawdę?! Jak pan trafił tutaj, na ten… koniec świata?
Mężczyzna zaśmiał się.
- Jak niemal cała załoga. Pracowaliśmy w różnych hotelach w Wielkiej Brytanii. Jednak jak przegłosowali Brexit i zaczęła się nagonka na Polaków… Zaczęliśmy szukać innej pracy. Było ogłoszenie o wakacie na stanowisku menadżera w luksusowym hotelu w egzotycznym kurorcie, zgłosiłem się i… tak trafiłem na Antarktydę. Tutaj zresztą okazało się, że większość pracowników to Polacy z podobną do mojej historią…
- A nie jest tu wam ciężko, z dala od świata? - dopytywał się policjant. Śmigłowiec oderwał się od śniegu i uniósł w powietrze, skręcając na południe.
- Nie, wcale! To doskonale płatna praca a sezon jest stosunkowo krótki, więc potem na kilka miesięcy możemy jechać, gdziekolwiek chcemy i wciąż mamy płacone. W tej branży to rzadkość… Poza tym… White Desert Camp to jedyne takie miejsce na Ziemi, bardzo luksusowe i bardzo drogie. Pracując tu mam okazję poznać… creme de la creme miliarderów, polityków, celebrytów. To też ma swoją wartość, nie uważa pan?
Kadyszek pokiwał głową i milczał przez chwilę. W końcu klepnął towarzysza w kolano i odezwał się.
- Przepraszam za głupie pytanie, ale tak między nami, rodakami… Czy jako menadżer jest pan pewien, że nie musimy za nic płacić? Wie pan: przelot nas wszystkich na Antarktydę wyczarterowanym samolotem z postojem w Australii i powrót, te wszystkie luksusy, wspaniała kuchnia, drinki, wycieczki helikopterem… Ja się obawiam, że nasze pensje nawet na napiwki nie starczą…
- Panie inspektorze, rozumiem, ale proszę się nie obawiać… Pan wraz z żoną i pańscy przyjaciele, pan p.l.w.k… swoją drogą dziwne imię… pan Keller, pan Pszczołowaty, młodzi państwo Kamila i Grzegorz, pani Spacja i pan generał… no wszyscy jesteście gośćmi właścicielki i ona pokrywa całkowicie koszty. Proszę zatem o nic się nie martwić i cieszyć pobytem. A jeśli macie państwo jakiekolwiek życzenia dotyczące menu czy alkoholi, jesteśmy w stanie zaspokoić wasze potrzeby w 48 godzin…
- Naprawdę? No to ja bym miał jedną prośbę…
- Słucham?
- Nie moglibyście skombinować kilku butelek dobrej cytrynówki z Polski? Podam adres, gdzie można dostać…
- Załatwione. Na pożegnalną kolację za tydzień na pewno będzie!
- I to jest właśnie to, co grupa RICOH rozumie pod pojęciem dobry serwis! – mruknął do siebie zadowolony Kadyszek i zaczął się zastanawiać, jak to będzie wybierać się na zdjęcia z synem lub córką. Oraz że będzie musiał kupić drugi aparat dla latorośli… Koniecznie Pentaksa...

Śmigłowiec sunął nad bezkresną bielą antarktycznych pól lodowych w kierunku najdroższego hotelu na ziemi, gdzie na inspektora czekała jedyna taka w całej galaktyce ekipa XV PPD...

KONIEC

[ Dodano: 2017-11-12, 22:08 ]
Od autora...
Moi drodzy - po napisaniu 31 i pół tysiaca słów, na co złożyło się ponad 206 tysiecy uderzeń w klawisze, przyszedł czas na zakończenie opowieści będącej drugą częścią przygód inspektora. Jeśli choć raz wywołałem uśmiech na czyjejś twarzy tym opowiadankiem S-F (Stupid Fiction...), to jest mi cholernie miło. Na razie o Kadyszku zapomnijmy, choć możemy pracować nad ekranizacją - kandydatki do ról kobiecych mogą przysyłać zdjecia całej postaci w stroju kąpielowym lub bez na priva autora. Kandydaci do ról męskich nie muszą, ani nawet nie powinni, choć gdyby mieli sie czuć pokrzywdzeni to mogę przyjmować od panów łapówki - jak równouprawnienie, to w obie strony :-D :evilsmile:
Jednocześnie zachęcam Was, byście czasmi odświeżyli ten wątek, choćby po to, by przybliżyć Kadyszka nowicjuszom. Można to zrobić... pisząc jakieś krótkie opowiadanie, wiersz czy inną formę literacką, niekoniecznie o Kadyszku - i tu wrzucając. Bardzo chętnie przeczytam :-)

Zdradzę jeszcze, ze gdybyście w ankiecie zdecydowali sie na wersje hard-core, to Stefan prowadziłby śledztwo w odległej galaktyce :-D
Wasz
Autor
 

0bleblak  Dołączyła: 15.06.2011
Cytuj
Jak to koniec, no jak to :cry: ... To niemożliwe. Idę zaraz spać i zajrzę tu jutro. Okaże się, że to był tylko zły sen ;-)
 

spacja  Dołączyła: 15.03.2011
Cytuj
Cytat
obraz na ekranie zmienił się ponownie. Tym razem przedstawiał biało-szarą masę wymieszana z dużą ilością wściekle zielonej galarety.
- A bo mnie wkur… - odezwała się Spacja,


Kto mnie zna, ten wie, że to cała ja :evil:

:mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

 

dybon  Dołączył: 05.12.2007
Cytuj
Świetne.
 

plwk  Dołączył: 21.04.2006
Cytuj
Dziękuję bardo, liczę, że za jakiś czas pojawi się kolejna opowieść.

No i oczywiście
2/ :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B
 

Zbynio  Dołączył: 07.05.2007
Cytuj
Apas napisał/a:
podpisaniu oświadczeń o zachowaniu wszystkiego w dozgonnej tajemnicy
Rozumiem, że się wywinąłeś jakoś z podpisania? ;-)

To było niesamowite, miłe przeżycie. Jedyne w swoim rodzaju.
:-B :-B :-B :-B :-B :-B :-B :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

 

0bleblak  Dołączyła: 15.06.2011
Cytuj
A więc to nie sen. To koniec :-( Strasznie lubię Spację i Kadyszka- co ja teraz bez nich zrobię ?
Pierwsza część ostatniego odcinka, odjazd :-B Czułam się, jakbym czytała Deana Koontza. Mimo wszystko mam nadzieję, że inspektor Kadyszek w twoim wydaniu powróci. Było rewelacyjnie!! Dziękuję :-B
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Cytuj
0bleblak napisał/a:
A więc to nie sen. To koniec :-( Strasznie lubię Spację i Kadyszka- co ja teraz bez nich zrobię ?
Pierwsza część ostatniego odcinka, odjazd :-B Czułam się, jakbym czytała Deana Koontza. Mimo wszystko mam nadzieję, że inspektor Kadyszek w twoim wydaniu powróci. Było rewelacyjnie!! Dziękuję :-B

Cóż... najbliższy czas będzie dla mnie bardzo, ale to bardzo 'busy' i zwyczajnie nie wiem, czy mógłbym znaleźć czas na pisanie dla Was. A co będzie w przyszłości to zobaczymy - może znowu dostanę jakiś nudny skrypt do pisania 'na wczoraj' i w ramach odstresowywania sie od zarabiania pieniędzy cos głupiego napiszę?
:evilsmile:

PS - co do Kadyszka to nie gwarantuję, ale o ile mi wiadomo to Spację możesz spotkać na PPD, albo Grzybkach :-D

[ Dodano: 2017-11-13, 09:37 ]
Zbynio, plwk, dybon, spacja, - dzięki!
:-B :-B :-B :-B :-B
 

plwk  Dołączył: 21.04.2006
Cytuj
Apas napisał/a:
co do Kadyszka to nie gwarantuję

Możliwe, że ktoś go przywiezie :-D
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Cytuj
plwk napisał/a:
Apas napisał/a:
co do Kadyszka to nie gwarantuję

Możliwe, że ktoś go przywiezie :-D

Rzeczywiście! :mrgreen:
Na to nie wpadłem :-B
 

plwk  Dołączył: 21.04.2006
Cytuj
Nawet wiem kto, ale sza :-D
 

Zbynio  Dołączył: 07.05.2007
Cytuj
plwk napisał/a:
Nawet wiem kto, ale sza :-D

A ja wiem gdzie bedzie XV PPD, ale sza :mrgreen: :-P
 

0bleblak  Dołączyła: 15.06.2011
Cytuj
Apas napisał/a:
Cóż... najbliższy czas będzie dla mnie bardzo, ale to bardzo 'busy' i zwyczajnie nie wiem, czy mógłbym znaleźć czas na pisanie dla Was. A co będzie w przyszłości to zobaczymy - może znowu dostanę jakiś nudny skrypt do pisania 'na wczoraj' i w ramach odstresowywania sie od zarabiania pieniędzy cos głupiego napiszę?
:evilsmile:

Ja będę czekać z utęsknieniem :)
Apas napisał/a:
PS - co do Kadyszka to nie gwarantuję, ale o ile mi wiadomo to Spację możesz spotkać na PPD, albo Grzybkach :-D

No ja myślę, że spotkam spację na PPD, oryginał jest najlepszy :mrgreen: Ale w przypadku Stefana, to już nie to samo.
 

Gwiazdor  Dołączył: 05.03.2007
Cytuj
Ufff....
Normalnie akcja jakiej pozazdrościć może kilka bondów na raz. :mrgreen:

Trzymam kciuki za następne skrypty, które będziesz musiał pisać. :-B
 

pszczołowaty  Dołączył: 07.12.2009
Cytuj
:mrgreen: :-B :-B :-B
 
RPM  Dołączył: 28.07.2010
Cytuj
No dobra, dobra... to była wersja pod publikę - pora jeszcze na writers cut, czyli Stefan w kosmosie
 
radek_m  Dołączył: 21.11.2007
Cytuj
mógłby przyjechać na XV PPD, ale się nie załapał :-)

Nawet coś w najnowszym kalendarzu "P" opublikował
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Cytuj
RPM napisał/a:
No dobra, dobra... to była wersja pod publikę - pora jeszcze na writers cut, czyli Stefan w kosmosie

Dobrze, że nie zachęcasz do 'writer's coming out'... :evilsmile:

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach