M.W  Dołączył: 20.08.2008
Michał Jeliński wspomina Mariana Schmidta Cytuj
Cytat

http://www.michaljelinski.com/

Ma pan na myśli fotografię ekspresyjną? W jaki sposób dojrzał pan do jej zrozumienia?

Michał Jeliński : Marian wprowadził mnie w jej świat. Już pierwsze zajęcia wywarły na mnie ogromny wpływ. Wcześniejsze spotkanie w pociągu było dla mnie nawet trochę bolesne. Poprosił, żebym pokazał mu zdjęcia, które zrobiłem. Byłem wówczas doświadczonym fotografem przyrodniczym, miałem nawet własną firmę i z tego żyłem. Marian skwitował to słowami: No dobre fotografie widokówkowe. Przykro mi się zrobiło, ale sama decyzja o szkole filmowej wiązała się z poczuciem, że czegoś mi brakuje. Z ekspresją na zajęciach Schmidta spotykaliśmy się ciągle, tylko o niej była tam mowa. Nie rozmawialiśmy o tym, co jest ładne, a co brzydkie, tylko o tym, co działa lub nie działa i jak jeszcze działa. Marian to rozpatrywał nie tylko na zasadzie estetyki. Pierwsze ćwiczenie polegało na sprawdzeniu, jak funkcjonuje każda z połówek naszych twarzy. Nagle okazało się, że w wielu przypadkach jedna z nich wyraża emocje mocniej. Dla mnie to był szok. Wcześniej odbierałem swoją twarz jako symetryczną, natomiast Marian udowodnił, że wcale tak nie jest, że twarze różnią się znacząco między połówkami. To razem z fotografią abstrakcyjną mnie otworzyło. Marian miał dar, potrafił zaszczepić w innych wątpliwość.

W czym to się objawiało? Jak prowadził zajęcia, jak komunikował te nowe dla polskiego odbiorcy kierunki w fotografii?

Marian przede wszystkim wyrósł w kulturze zachodniej. To był naukowiec, matematyk, więc jego analityczne myślenie pomagało mu w dochodzeniu do ekspresji twórczej. Był świetnym wykładowcą, prowadził wykłady bardzo otwarcie. Byłem po studiach typowo inżynierskich, na których miałem same nudne przedmioty, nudnie prowadzone, bardzo zniechęcające do nauki. Za to Marian po prostu otwierał odbiorcom głowy. Miał dar syntetycznej mowy – wyrażał najważniejsze myśli, tak jak na matematyka przystało. Trafiał w punkt, wszystkie jego wypowiedzi były bardzo, bardzo precyzyjne. Nigdy nie ględził i nie owijał w bawełnę. Jeśli coś mu się nie podobało czy uważał, że coś nie działa, to mówił, że nie działa. Koniec kropka. Nie było żadnych ozdobników. Każde słowo ważył, więc każde jego zdanie bardzo do mnie przemawiało. A przecież w krytyce sztuki panuje wielkie pustosłowie. Marian był jego zupełnym przeciwieństwem.

O Celibidachem mówiono, że nie lubił nagrań. Marian Schmidt nie dopuszczał z kolei do swojego życia pisarzy. Publikacji o nim i jego pracy jest po prostu mało.

Problem leży gdzie indziej. Chodzi o zderzenie z poszukiwaniem doskonałości u Mariana. Często było ono odbierane przez wielu krytyków i „kolegów” fotografów jako wyraz zarozumiałości. Marian był dosyć krytyczny w stosunku do sztuki w ogóle, miał bardzo ostry zmysł krytyczny. Myślę, że pogrzebał tym sobie związki towarzyskie i znajomości. Był poza układami. To nie pasowało ludziom z kręgu kultury, szczególnie krytykom. Nie pasowało im to, że Marian poszukuje czegoś innego, uważali go po prostu za zarozumiałego i odwracali się od niego.
A tu cały wywiad : http://www.magiel.waw.pl/...a-i-tworczosci/
 

pszczołowaty  Dołączył: 07.12.2009
Cytuj
M.W, dzięki :-B
 

pszczołowaty  Dołączył: 07.12.2009
Cytuj
I krótki filmik o nauce fotografii z p. Marianem

https://m.youtube.com/watch?v=buWY7t0dI_8
 
M.W  Dołączył: 20.08.2008
Cytuj
Marian Schmidt – pożegnanie:
https://www.pisanieofotografii.pl/marian-schmidt/


Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach