Apas  Dołączył: 26.01.2007
zamach napisał/a:
Ale k*** jaja :-P ,
polityka i religia zabronione na forum ,
a tu orgia :mrgreen: .
Pieknie qrwa pięknie, ale mnie to pasuje :-P .
cytat:
A stwierdzenie o sztuce "sprowadzonej na manowce" śmierdzi mi socrealem, bardzo.
Gdybyś wyjaśnił(do autora cytatu) co rozumiesz przez w/w zwrot w związku z tematem,
byłoby łatwiej wyartykułować swoje zdanie przeciwko Twojemu-na przykład :-P


1. O ile wiem, dyskusje na tematy polityczne (moja partia lepsza) i religijne (mój kościół jast bliżej boga) są zakazane. Dyskusje o granicach sztuki, która jest takim samym skladnikiem kultury jak religia i polityka - raczej chyba nie.

2. Wyjaśniam: podczas triumfalnego obowiązywania nurtu socrealistycznego, jego szczerzy bądź koniunkturalni wyznawcy używali argumentu o sztuce sprowadzonej na manowce do dyskredytowania wszystkiego, co nie było 'realistyczną prezentacją zdobyczy socjalizmu'. W związku z tym ilekroć w ocenie działalności twórczej (przez małe bądź duże TFU) ktoś używa takiego argumentu do oceny tego, czego nie akceptuje bądź nie lubi - mnie to smeirdzi socrealem.

3. Lingua latina pulchra est sed tua aliena est me.
 

dispar  Dołączył: 14.04.2010
1 - w pewnym momencie na forum pojawił się temat o "czytaniu zdjęć" ... to w końcu czytamy zdjęcia, czy literki, które podpisane są pod zdjęciami i wyjaśniają powstanie pracy... przy tym konkretnym zdjęciu już pojawiły mi się 2 niezgodności: czy krucyfiks umieszczony w szklance z m..., czy leżący w kałuży m... o co kaman?! o tzw. "artystyczną prowokację"?? to zupełnie dwie różne drogi do powstania tego "dzieła".
2 - współczuję ludziom, którzy socrealizm układają gdzieś na dnie naczynia ze szuką. Uważam, że to piękny rozdział w jej historii i chyba tylko "politycznie i religijnie" lekceważony i odtrącany przez na szczęśnie nielicznych ... i na szczęście nie wymażemy go z historii :-P choćby dla hołdu autorów muszących się nieźle nagłówkować, aby nie zgnić w gułagu.
3 - sztuka zawsze prowokowała (nic odklrywczego nie powiedziałem)... swego czasu bluźniercze i obrazoburcze były nawet kwiatki i krajobrazy impresjonistów albo portrety dadaistów, czy co tam jeszcze.
4 - co do samego zdjęcia "krucyfiksu w różowej poświacie"... wg mnie "takiese" :-| ... większe wrażenie robią na mnie kolejne foty z jego wystaw... te dopiero "gadają" :mrgreen:
BTW: pytanie zaczepne: czy jeśli jestem wyznawcą religii pogańskich, to czy jest obrażaniem moich uczuć fotografia jelenia po polowaniu, z oderżniętą głową noszącą przepiękne poroże albo rżnięcie Husqvarną 1000-letniego samotnego dębu... z zachowaniem przepisów bhp oczywiście ?!
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
dispar:
1. Twój dylemat dotyczący czytania zdjeć jest dylematem poszechnym. Najprostrza odpowiedź: czytamy KONTEKST kulturowy dzieła. Zeznanie artysty, co miał na mysli oczywiście ten kontekst współkreuje, podobnie jak oceny krytyków, widzów czy konsumentów. A to wszystko w sosie twej własnej, wybitnie subiektywnej oceny...
2. Dla mnie wartoscią sztuki jest wolnosć twórcy. Oczywiście, jest ona przeważnie jakoś tam, mniej lub bardziej, ograniczana: a to oczekiwaniami mecenasa czy sponsora, a to kalkulacją, czy da się sprzedać utrafiwszy w trend... Jednak socreal był wybitnie niewolną interpretacja sztuki, co cudnie mozna wyczytać we wspomnieniach wybitnych ludzi, socrealem swego czasu dobrowolnie bądź pod przymusem skażonych. Najwybitniejsi w socrealu tak czy inaczej tworzyli WBREW sobie, a to najwyższy stopien zniewolenia artysty. Stąd ma niska ocena tej twórczości, choć obiektywnie jej paradokumentalny charakter ma sój smaczek.
3. Pełna zgoda.
4. 'Takiese' - zgoda. Co do reszty - pytasz retorycznie i pokazujesz problem we właściwym świetle. Z jakichś przyczyn zdajemy się - nie wszyscy, nie zawsze - uważać, że jakieś symbole zasluguja na szczególną ochronę zapominając przy tym, że to, czego nie chronimy też może być symbolem dla kogoś ważnym. Stąd mój postulat ochrony wolności przekonań bez nadmiernej ochrony dla symboli.

 

technik219  Dołączył: 25.01.2009
dispar - rozsądny głos:
dispar napisał/a:
to w końcu czytamy zdjęcia, czy literki, które podpisane są pod zdjęciami i wyjaśniają powstanie pracy
Otóż to! Czy gdyby podpis pod zdjęciem był inny (np. "Jutrznia") to... No właśnie - czy też wywoływałby zgorszenie?
dispar napisał/a:
czy krucyfiks umieszczony w szklance z m..., czy leżący w kałuży m... o co kaman?!
Ja znam wersję o porzuceniu na stole sekcyjnym.
dispar napisał/a:
to zupełnie dwie różne drogi do powstania tego "dzieła".
Tak, bo z jednej strony mamy prowokację twórcy, z drugiej jedynie rejestrację faktu - do kogo mieć pretensję: do fotografa, który zauważył, czy do "zimnego chirurga", że nie uszanował?
dispar napisał/a:
Uważam, że to piękny rozdział w jej historii i chyba tylko "politycznie i religijnie" lekceważony i odtrącany przez na szczęśnie nielicznych ... i na szczęście nie wymażemy go z historii
To nasza wschodnioeuropejska specyfika: burzenie pomników, przemianowywanie ulic, poprawianie historii. Kiedyś Ludwik Stomma stojąc na szczycie Łuku Tryumfalnego objaśniał nazwy ulic zbiegających się na Place de l'Étoile: gdzie sąsiadują ze sobą w zgodzie patroni o różnych, często rozbieżnych poglądach politycznych i nikomu nie przychodzi do głowy niczego zmieniać. W Polsce nie do pomyślenia. Tylko my uważamy, że jak coś wymażemy z tabliczek, zburzymy pomnik to tego nie było.
dispar napisał/a:
choćby dla hołdu autorów muszących się nieźle nagłówkować, aby nie zgnić w gułagu.
To mit. Chociaż socrealizm był kierunkiem niejako nakazanym, to nikogo do więzienia nie posadzili za to, że się do niego nie zastosował. Najwyżej go nie wystawiali. Jeśli był choć jeden artysta represjonowany z tego powodu, wchodzę pod stół i odszczekuję com napisał.
dispar napisał/a:
swego czasu bluźniercze i obrazoburcze były nawet kwiatki i krajobrazy impresjonistów albo portrety dadaistów, czy co tam jeszcze.
Nie inaczej. A na których to freskach pewien papież kazał domalować listki figowe?
dispar napisał/a:
co do samego zdjęcia "krucyfiksu w różowej poświacie"... wg mnie "takiese"
Ale ten podpis załatwia resztę.
dispar napisał/a:
albo rżnięcie Husqvarną 1000-letniego samotnego dębu...
Zgodnie z literą i duchem prawa masz do tego podstawy.

[ Dodano: 2013-02-16, 12:02 ]
A tak na marginesie: Gdy byłem mały, moje bezgraniczne zdziwienie wzbudziło zachowanie mojej babki, która gdy tylko zauważyła gdzieś poniewierający się "święty" obrazek, medalik czy krzyżyk, brała to i wrzucała "po blachę" (znaczy do kuchni, w ogień). Jakże to, myślałem, TAKĄ rzecz do ognia? Przecież powinna podnieść, ucałować z czcią i schować. Potem zapomniałem o tym, aż do czasów współczesnych, gdy usłyszałem w radiu jak jakiś zakonnik odpowiadał na pytanie słuchaczki, co zrobić w takich sytuacjach. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła: powiedział, że należy zrobić to, co robiła moja babka. (Nie była to "wiadoma" rozgłośnia tylko RDC). I przyszła na mnie refleksja: może to my staramy się być bardziej pobożnymi od papieża?
 

Penteusz  Dołączył: 28.03.2012
Nie mam zbyt wiele czasu, więc jakby na marginesie:
Wiele miejsca w tym (i innym) wątku poświęcono kwestii nieograniczonej wolności artystycznej jako warunku sine qua non dla powstania dzieła o randze sztuki.
Jest to kompletna bzdura.
Tym samym wykreślmy całe średniowiecze i kilka wieków po nim, gdy wszelaka twórczość odbywała się pod srogim okiem Kościoła, nie oszczędzajmy tworzącego na zlecenia papieża Michała Anioła, Durera, Bacha i całego wielkiego grona twórców, którzy swoje dzieła poświęcali boskiej chwale.
Wyrzućmy czarnych niewolników, dzięki którym powstał jazz i blues. Dajmy sobie spokój z wieloma zabytkami starożytności, które niewątpliwie zbudowano rękami niewolników. Wyrzućmy olbrzymi dorobek wieków minionych, bo tworzony był w warunkach, które urągały swobodzie artystycznej twórców.
Przejaskrawiam? Bez tego rodzaju "prowokacji" utknęlibyśmy w pseudointelektualnym bełkocie, który nic nie rozwiązuje i nie wyjaśnia, prowadząc nieuchronnie na manowce(słowo użyte celowo ze względu na swą w tym wątku popularność).
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
Może trochę obok tematu i nawiązując do Penteusz,

teza (robocza, nie twierdzę, że słuszna): artysta/sztuka przekracza granice, normy itd

Zatem jak tworzyć sztukę, gdy nie ma granic? Jak prowokować jeżeli spełni się marzenie artystów o ich nieograniczonej wolności?

I jak maja się zachowywać ludzie, dla których 9 symfonia Beethovena, lub bliżej, obrazy Caravaggio to "bardziej" sztuka niż samotny kibel stojący pośrodku pokoju wystawowego?
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Penteusz, idziesz trochę zbyt daleko w swoim wnioskowaniu. To, że konserwtyści unikający jak ognia jakichkolwiek ruchów pod prąd TEŻ tworzą wspaniałą sztukę nie oznacza, że możemy tej sztuce wyznaczać granice. Zachwycajmy się Michałem Aniołem, ale czy gdyby od jego czasów do dziś WSZYSCY tworzyli w tej samej manierze - to by było dla sztuki dobrze?!
Kompletnie nie rozumiem zaś jak wmieszałeś w to wszystko ojców zalozycieli bluesa i jazzu?!! Wszak to oni właśnie tworzyli NOWE, wbrew wszydtkiemu, łamali granice! Bo czyz jest większe wołanie o wolność, niż stworzyć rzecz piękną i ponadczasową będąc uznawanym za rzecz bardziej, niż za istotę ludzką?
Komisarz - pytasz, 'jak maja się zachowywać ludzie, dla których 9 symfonia Beethovena, lub bliżej, obrazy Caravaggio to "bardziej" sztuka niż samotny kibel stojący pośrodku pokoju wystawowego'?
A jak ty się zachowujesz, gdy zaleca się do ciebie blondynka a ty zwariowaleś na punkcie jej koleżanki, brunetki? Wolność tworzenia sztuki jest także wolnością jej odbioru. Idź do filharmonii posłuchać Bethovena, odpuść sobie wystawe z kiblem...

Na marginesie muszę sam z soba przedyskutowac jedną kwestie. Czy wolna sztuka oznacza sztukę BEZ jakichkolwiek ograniczeń? Nie. Gdyby jakiś 'artysta' uznał, że zabijając moją sąsiadkę, sympatyczna staruszkę - tworzy sztukę, to oczywiście sprzeciwiłbym się jego twórczej wolnosci. Ale zanim mnie zaatakujecie - w tym nie ma sprzeczności w stosunku do głoszonych wcześniej moich poglądów. To jest tak jak z wolnoscią osobistą: mogę wszystko tak długo, jak nie koliduje to z prawami innych ludzi.

Co zatem z prawami innych ludzi do adorowania kawałka plastiku jako wizerunku boga? Jeśli ja sfotografuję ten kawałek w ekstrementach, to wszak nie odmawiam komuś prawa do adorowania go jako wizerunku boga. Nie ograniczam wolnosci. Było by inaczej, gdybym - korzystając z władzy absolutnej - NAKAZAŁ wszystkim wieszać to moje zdjęcie w domach pod kara śmierci. Albo pokrywać WSZYSTKIE plastikowe wizerunki boga ekstrementami pod kara dozywocia w kamieniołomach...
 

Penteusz  Dołączył: 28.03.2012
Apas, z tego co napisałeś wynika, że nie zrozumiałeś ani słowa z ostatniego mojego postu.
Nie wiem, skąd wziąłeś owych "konserwatystów", którzy unikają czegoś jak ognia, ale TEŻ mogą coś tam robić.
Jeśli Murzyni Ci nie pasują jako pierwszy z brzegu przykład, to sobie przykład zmień, bo to nie ma znaczenia. Znaczenie ma jedynie to, że umknął Ci sens zawarty w treści i do tego się nie odnosisz. Stąd też jedyny wniosek (innych mi tutaj nie przypisuj), że tego nie zrozumiałeś.
Zająłeś się mnożeniem wykrzykników (po co - czy trzeba krzyczeć?), a później zapętliłeś się już ostatecznie.
Piszę jedynie o tym - dlaczego?
Nie dlatego, by Cię czymś dotknąć, ale nie miałem innego wyjścia. Po prostu nie za bardzo jest się do czego odnosić, by zachować zgodny z tematem kontekst.
O blondynkach i zabijaniu nie pociągnę, bo sensu w tym brak.
Przykro mi, ale nie sądź, że żywię jakieś nieprzyjazne uczucia. Co to, to nie. Dyskusja rzeczą pożyteczną, oby tylko nie była jałowa.
 

tatsuo_ki  Dołączył: 01.03.2009
Penteusz, mylisz wolność twórczą z wolnością jednostki, czy wolnością w rozumieniu prawnym (a z wypowiedzi w innych wątkach podejrzewam, być może niesłusznie, że takie rozumienie jest Ci najbliższe).
czarni niewolnicy nie mieli wolności jednostki, ale mieli wolność twórczą... nikt im nie zabraniał tworzyć takiej muzyki, jaką chcieli...
takim twórcom jak Serrano nie odbiera się wolności jednostki, ale odbiera wolność twórczą. chociaż grupy, z którymi ewidentnie sympatyzujesz, chciałyby odebrać i jedną i drugą...
co do zabytków starożytności, to pięknie nielogiczny argument, bo równie dobrze możesz we współczesnym świecie wołać o wolność dla dłuta i młotka więzionych w skrzynce z narzędziami i jeszcze łączyć ich wolność z wolnością twórczą artysty, który ich używa...
co do Michała Anioła, to być może coś źle pamiętam, ale z tego, co pamiętam, to z takim na przykład sklepieniem pewnej kaplicy, a może ścianą, też są związane kontrowersje wynikłe z powodu wolności twórczej artysty...
nie wspominając o tym, że nie rozumiem czemu tworzenie na czyjąkolwiek chwałę jest ograniczającym wolność...
no i
Penteusz napisał/a:
olbrzymi dorobek wieków minionych (...) tworzony (...) w warunkach, które urągały swobodzie artystycznej twórców

przykłady? przykłady? przykłady?
bowiem każde uogólnienie jest z definicji nieprawdziwe!

i jeszcze osobista prośba - przestań używać argumentu pseudointelektualności przeciwko wszystkim myślom, z którymi się nie zgadzasz... brzmi to co najmniej tak samo komicznie jak politycy w dyskusjach telewizyjnych krzyczący "socjotechnika, socjotechnika!"
 

jitt  Dołączył: 07.03.2008
hmm... najbardziej znienawidzone?
http://goo.gl/KAnPN
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
Apas, skupiłeś się na wtręcie o Beethovenie, a to był tylko wtręt. Pozostaje pytanie - jeżeli nie ma granic wolności twórczej, to jakie granice sztuka ma przekraczać? No i dlaczego ma przekraczać? Wolę sztykę, która daje satysfakcję estetyczną, daje do myślenia (przy czym naprawdę nie musi być w tym celu obrazoburcza).

Tak, nie jestem biegły w teorii sztuki, wiem co mi się podoba, wiem co mnie drażni. Przykłady tego co lubię:
- Voo voo - radość muzykowania, głębia estetyczna połączona z głębią "techniczną", wzruszenia i odkrywanie nowych rzeczy po n-tym przesluchaniu (podobnie Beethoven, Chopin, jazz)
- Lem, Heller i tłum inny całkiem klasyków, których czytając co chwilę zatrzymuję się żeby pomyśleć
- pamiętam dyskusję w liceum na temat obrazu Upadek Ikara, nie było tam kibli, świętych symboli w fekaliach, a dyskusja była co najmniej tak gorąca jak ta związana z tytułowym zdjęciem

Inaczej - nie udpowiada mi sztuka, której głównym motywem jest łamanie granic, estetycznych, moralnych itp., dla samego łamania.

I jeszcze raz - w dziedzinie teorii sztuki jestem laikiem, ale jako w miarę inteligentny człowiek uważam, że mam prawo do własnego zdania.

Twój przykład z brunetką i blondynką, choć do pewnego momentu dobry i zgadam się z nim, to jednak nie oddaje alternatywy, o której mówiłem.

I na koniec, szanuję Twoje zdanie, i tu w innych wątkach piszesz wiele mądrych rzeczy, ale...
I naprawdę na koniec - tytułowe zdjęcie z komentarzem autora bardzo mi się podoba i przemawia do mnie, odbieram je nawet jako głęboko religijne.
 

alekw  Dołączył: 27.09.2007
komisarz napisał/a:
Apas, skupiłeś się na wtręcie o Beethovenie, a to był tylko wtręt. Pozostaje pytanie - jeżeli nie ma granic wolności twórczej, to jakie granice sztuka ma przekraczać?


W każdej społeczności, w danym momencie, istnieją pewne granice kulturowe, istnieją pewne tabu. Sztuka powinna je przekraczać, w tym sensie nie ma granic wolności twórczej.

Proponuje przeanalizować wszystkie nowe zjawiska w sztuce na przestrzeni wieków pod kątem ich odbioru w momencie powstania.
 

Penteusz  Dołączył: 28.03.2012
tatsuo_ki napisał/a:

Penteusz napisał/a:
olbrzymi dorobek wieków minionych (...) tworzony (...) w warunkach, które urągały swobodzie artystycznej twórców

przykłady? przykłady? przykłady?
bowiem każde uogólnienie jest z definicji nieprawdziwe!


Jeśli już cytujesz, to rób to rzetelnie, bo wywalony kontekst robi ze mnie idiotę, a chcę wierzyć, że nie taki był Twój zamiar.
Napisałem: " Wyrzućmy olbrzymi dorobek wieków minionych, bo tworzony był w warunkach, które urągały swobodzie artystycznej twórców. "

Literalnie jesteś tym bardzo przejęty. Ale:znane jest Ci pojęcie ironii?
Nikt myślący nie odczyta tego tak, jak Ty to uczyniłeś.

Cytat
i jeszcze osobista prośba - przestań używać argumentu pseudointelektualności przeciwko wszystkim myślom, z którymi się nie zgadzasz... brzmi to co najmniej tak samo komicznie jak politycy w dyskusjach telewizyjnych krzyczący "socjotechnika, socjotechnika!"

Określenie "pseudointelektualny bełkot" jest rozpowszechnionym opisem bezsensownej gadaniny, w której używa się pełnego zadęcia słownictwa, a którego główną rolą jest zrobienie wrażenia na słuchaczu/czytelniku/rozmówcy.
Mylisz się co do intencji, nie mówiąc już o fałszywym rozpoznawaniu tegoż sformułowania jako argumentu. Nie jest to kierowane przeciwko komukolwiek, a już na pewno nie przeciwko myślom(!), jedynie kładzie nacisk na jałowość dyskusji i przerost formy nad treścią.
Zadziwia mnie przy okazji fakt, że jeśli ktoś czegoś nie rozumie, albo zrozumie źle, to przyjmuje to jako atak na osobę. Najczęściej osobę własną. A później się człeku tłumacz, że to nie tak, że bardzo przykro, że jest całkiem inaczej itp itd. Bez sensu.
I na koniec uważam, że ta dyskusja już jest jałowa - niczego nowego nie wnosi. Chyba, że ktoś nie biorący jeszcze udziału tryśnie jakimś pomysłem, by to nieco odświeżyć.
Czym kończę, oddalając się na bezpieczną odległość.
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
alekw napisał/a:
W każdej społeczności, w danym momencie, istnieją pewne granice kulturowe, istnieją pewne tabu. Sztuka powinna je przekraczać


Dlaczego?
 

jorge.martinez  Dołączył: 16.05.2007
komisarz napisał/a:
Dlaczego?
Bo gdy tego nie robi, to jest tylko komentarzem, a nie czymś twórczym, co otwiera oczy, co pcha świadomość do przodu.

To tak jak z humanistyką (nie bez kozery po anglosasku określanych arts a nie science). Jest cała masa prac w stylu "Fotografia jako coś tam" i garstka prac, które ustanawiają coś nowego, kreują nowe teorie, prądy i paradygmaty.
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
Ciągle pozostaje kwestia przekraczania granic aby coś nowego powiedzieć i przekraczania granic tylko po to, żeby przekroczyć granicę.

Oddzielną kwestią jest rozwarstwienie odbiorców sztuki - po pierwsze ci "wyrobieni" widzący rzeczone granice i podniecający się samym ich przekroczeniem i ci nie wyrobieni (w tym ja), którzy w dziele sztuki chcą dojrzeć wartości estetycznej, skłaniającej do myślenia itd.

Jeszcze raz - naprawdę jestem pełen pokory, zdaję sobie sprawę, że jestem "nie wyrobiony", ale dzielę się wątpliwościami, mam nadzieję, myślącego człowieka.
 

jorge.martinez  Dołączył: 16.05.2007
komisarz napisał/a:
Ciągle pozostaje kwestia przekraczania granic aby coś nowego powiedzieć i przekraczania granic tylko po to, żeby przekroczyć granicę.
Wiesz, to tak jak z codziennym wstawaniem. W łóżku jest przyjemnie. Czemu by z niego nie wychodzić już nigdy? A jednak wychodzimy, nie tylko po to by załatwić swoje potrzeby.
komisarz napisał/a:
Oddzielną kwestią jest rozwarstwienie odbiorców sztuki
Fałszywa hipoteza. Nikt nie goni za przekraczaniem granic. Choć pewnie może to być uzależniające na poziomie jednostkowym. Przekracza się je po coś. O choćby po to:
komisarz napisał/a:
skłaniającej do myślenia itd.
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
jorge.martinez, a nie może być komentarzem otwierającym oczy? Mówimy o dwóch rzeczach - przekraczanie granic i otwieranie oczu w warstwie merytorycznej (to mi się bardzo podoba) oraz w wersji formalnej - zrobię coś, bo nikt tego nie zrobił, bo większość będzie zgorszona, ale po co? - to nie ma znaczenia.

Przepraszam, ale brak przygotowania merytorycznego (skończony mat-fiz i studia przyrodnicze) oraz promile nie pomagają. Mówicie o nowych prądach, zwracaniu uwagi na to, o czym nikt do tej pory nie pmyślał, ja mówię o komercyjnym działaniu na granicach, których przekraczanie nie jest ważne merytorycznie, ale wiadomo, że spowoduje raban.

Jeszcze raz - mi tytułowe zdjęcie razem z komentarzem autora bardzo się podoba. Naprawdę nie jestem moherowym konserwatystą, który lubi oglądać tylko pejzarze.
 

Penteusz  Dołączył: 28.03.2012
komisarz napisał/a:

Jeszcze raz - naprawdę jestem pełen pokory, zdaję sobie sprawę, że jestem "nie wyrobiony", ale dzielę się wątpliwościami, mam nadzieję, myślącego człowieka.


Mnie Twoja deklaracja bardzo satysfakcjonuje. Bo wskazuje, że jednak jesteś "wyrobiony". Jeśli chcesz, pomińmy nawet kwestie związane ze sztuką i fachowością w jej przedmiocie.
Odniosłem wrażenie, że spotkałeś w swym życiu tego samego wykładowcę - świetnego filozofa, który nauczał, że najważniejsze, co można zrobić w życiu to uruchomić swój umysł, by działał jak znakomity filtr dla gnającego w naszym kierunku, zalewającego nas ze wszystkich stron potoku informacji.
Myślenie i tylko myślenie powinno odróżniać nas od powtarzających zasłyszane rzeczy bezmyślnych papug.

 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
jorge.martinez napisał/a:
Fałszywa hipoteza


Nie zgodzę się, z racji życiorysu jestem dość uświadomiony muzycznie, czasami słucham jakiego utworu i prawie sikam z podniecenia, bo gość robi coś co uważałem za niemożliwe/uważane było za nie pasujące do siebie - a tu wychodzi coś pięknego, ale przeciętny meloman tego nie zauważa. Weźmy voo voo - dla jednych fajne melodie, dla innych cudowne skale, niespodziewane połączenie dźwięków i radość grania wyczuwalna tylko dla kogoś kto sam gra.

Dlatego obawiam się, że ta dyskusja dla przeciętnego zjadacza chleba jest o niczym., bo rozwarstwienie/poziom zaawansowania odbiorców sztuki jest faktem.
Pamiętam jak w podstawówce kupiłem płytę Wilki. Dla mnie to było dziwactwo, bardzo niedługo potem, niemal nudne sztampowe granie.

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach