jorge.martinez  Dołączył: 16.05.2007
komisarz napisał/a:
a nie może być komentarzem otwierającym oczy?
Oczywiście że może. Potrzebni są komentatorzy i ci, których się komentuje.

komisarz napisał/a:
zrobię coś, bo nikt tego nie zrobił, bo większość będzie zgorszona, ale po co? - to nie ma znaczenia.
Pewnie katalog intencji jest szeroki. Od sprawdzenia swoich granic, granic społeczeństwa, z natury eksperymentatora, w celach marketingowych.

Czytałem niedawno artykuł na temat naukowych analiz dowcipów. Facet dociekał co sprawia, że coś nas śmieszy. W uproszczeniu śmieszy nas sytuacja skrajna, której pointa jest zaskakująca. To dlatego śmieszy czarny humor. Po prostu taka konstrukcja działa na nasz mózg.
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
Przepraszam, nie mogę się powstrzymać - jeden z moich wierszy o śmierci, powstały na nudnych zajęciach z patofizjologii:

Nadeszło lato
- Tato!
Nie słyszy...
Umarł.
 

jorge.martinez  Dołączył: 16.05.2007
komisarz napisał/a:
rozwarstwienie/poziom zaawansowania odbiorców sztuki jest faktem
No tak, ale poziom zaawansowania dotyczy zarówno wiedzy, jak i wrażliwości estetycznej. Można mieć świetną wiedzę i czytać w lot wszelkie nawiązania artysty do innych artystów, a w ogóle nie czuć tego co twórca zawarł w dziele. Można umieć rozłożyć na atomy skład farb użytych przez malarza nie widząc w obrazie niczego więcej prócz plam. Itd, itd.

To że mamy różny poziom jest IMHO cenniejsze, niż gdybyśmy byli wystrugani wedle tego samego wzoru. Ilu odbiorców, tyle odczytań.
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
A propos tego co piszesz, ciekawe byłoby porównanie mózgu kobiety i mężczyzny. Rzadko która kobieta docenia moją poezję o śmierci, jak również zaczerpnięty z tego forum kawał o misiu Artku wkręconym w śrubę lodołamacza, natomiast większość facetów rży jak koń. Ale to tak na marginesie.

[ Dodano: 2013-02-16, 22:04 ]
jorge.martinez napisał/a:
To że mamy różny poziom jest IMHO cenniejsze


Oczywiście, że masz rację, ale mnie idzie o to, że istnieją dzieła/"dzieła", których znaczenie jest dostępne tylko znawcom i osobom wyrobionym (bez wartościowania), do odczytania których potrzebna jest wiedza; zaś przeciętny zjadacz chleba (jak ja) może tylko pokiwać z politowaniem głową. Podobnie jak w naukach ścisłych, to co "podnieca" współćzesnych" matematyków i fizyków jest zupełną abstrakcją dla ludzi, którzy na lekcjach w liceum poznają matematykę xix-wieczną
 

BAN zamach  Dołączył: 21.10.2010
Większość wypowiedzi to BEŁKOT .Każdy liznął czegoś tam(nie mówię o organach).jedni liznęli sztuki,inni literatury,inni matematyki,inni filozofii.Sprzedawanie na siłę swoich wizji(odbiór fotki) ,i dorabianie do tego ideologii (a jest ich już kilkanaście)to żenada.Temat żywcem wyjęty ze szmatławca FAKT.Ktoś chciał błysnąć jak Górniak czy,Doda czy bekham.Każdy czas ma swoje 5 minut.Równie dobrze można pastwić się nad każdą inną fotką: np plemnika mordowanego substancją zawartą w kondomie.Wracając do tej plastikowej figurki:mocz czy piwo : czy to ma jakieś znaczenie dla ortodoksów ?
 

Penteusz  Dołączył: 28.03.2012
jorge.martinez napisał/a:

To że mamy różny poziom jest IMHO cenniejsze, niż gdybyśmy byli wystrugani wedle tego samego wzoru. Ilu odbiorców, tyle odczytań.


Nie tylko różnica poziomów odróżnia ludzi, ale właśnie sposób postrzegania i intelektualną zdolność do oceny zjawisk.
Prawda jest to, co napisałeś, z dostrzeżeniem powyższej uwagi.

/mod edit: higiena/
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
zamach napisał/a:
czy to ma jakieś znaczenie dla ortodoksów ?


Może mam trudności z określeniem tego o czym myślę, ale spróbuję"

1. sztuka (specjalnie nie sięgam do encyklopedii) - sfera działalności ludzkiej, która ma na celu przy pomocy swoistych środków wywołać w innych wrażenie estetyczne/skłonić do myślenia, w inny sposób możliwy jedynie przez napisanie 1000 stronicowej książki, której nikt by nie przeczytał ani tym bardziej nie zrozumiał
2. istnieje grupa ludzi pasjonujących się sztuką, którzy rozwijają się i to co ich stymulowało na początku już nie wystarcza, dlatego poszukują nowych bodźców (przekraczania granic)
3. wreszcie to o co mnie od początku idzie: czy oburzenie na jakąś "sztukę" to reakcja "ortodoksów", czy ci, którzy się rozwijają po drodze zgubili normalne ludzkie odczucia i nie zauważają już, że coś jest "nie na miejscu"? Czy to babcia moherowa nie potrafi dostrzec "głębi" w Kozyrze na krzyżu, czy to ci "wyrobieni" stracili dystans i dotykają rzeczy, które są co najmniej niesmaczne, jako rezultat pogoni za przekroczeniem kolejnej granicy? Tylko po co?"

/mod edit: higiena/
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
komisarz napisał/a:
Apas, skupiłeś się na wtręcie o Beethovenie, a to był tylko wtręt. Pozostaje pytanie - jeżeli nie ma granic wolności twórczej, to jakie granice sztuka ma przekraczać? No i dlaczego ma przekraczać? Wolę sztykę, która daje satysfakcję estetyczną, daje do myślenia (przy czym naprawdę nie musi być w tym celu obrazoburcza).
.


komisarz, rozumiem twój punkt widzenia. Ale spróbuję teraz prosto i jasno wyłozyć mój:
Wyobraźmy sobie taki swiat, o jakim tutaj niektórzy piszą - że są wyznaczone granice sztuki. Wszystko do granicy to lepsza bądź gorsza sztuka, wszystko poza - nie jest w tych kategoriach rozpatrywane. Mogłby to być świetny eksperyment myslowy (jestem miłośnikiem Einsteina!), jenak...
Taki świat realnie istniał. W Średniowieczu. Istniały wtedy jasne i ściśle wykreślone granice nauki i sztuki. Zdefiniowane w oparciu o Pismo Swięte i jego interpretację w wykonaniu kościoła (piszę z małej litery świadomie - czemu, to juz inna historia).
Istniał indeks ksiąg zakazanych, istniała zinstytucjanolizowana opresyjność w stosuku do odstępcow.
Obrońcy historii kościoła puszczają w tym miejscu oko i mówią - cały ten indeks w sumie więcej reklamy twórcom dawał, niż realnego zagrożenia torturami czy stosem.
Prawda, ale musimy pamiętać, że było tak, gdyż nawet wśród strażników granic byli tacy, którzy chcieli bardzo zobaczyć, co jest po drugiej stronie - sami się bali, ale przymykali oko (nie zawsze) na tych, którzy próbowali.
Mamy więc PRZEKRACZANIE wyznaczonych i - w jakimś sensie USPRAWIEDLIWIONYCH (o ile to dobre słowo) granic jako argument używany na obronę tych, którzy te granicę wyznaczali - że nie byli tacy źli!
Teologia była swego czasu nauką tak samo 'poważną', jak wszystkie inne. Teologią swego rodzaju była matematyka i przyrodoznawstwo, tak dziś od teologii odległe. A filozofia była z nią wręcz jednoznaczna na wielu płaszczyznach. Nikt tego nie negował jeszcze w czasach Newtona, dla którego Biblia była taką samą przesłanką logiczną, jak obserwacja i doświadczenie. Ba, przed Einstainem wielu w to wierzyło!
Nauka - ta prawdziwa - wyłamała się z okowów, teologia tam pozostała, rozpaczliwie starając się dostosować do oczywistych zdobyczy nauki w sztywnych ramach dogmatu - czyli definicji co jest a cio nie jest PRAWDĄ. Nawet czary w postaci 'nieomylności papieża' w interpretacji dogmatu czynią te starania groteskowo karkołomnymi.
Jesli chcesz wiedzieć co dla nauki oznacza staranne (choć nie zawsze udane) unikanie przekraczania wyznaczonych barier ludzkiego kreatywnego poznania - prześledź historię doktryn teologicznych w kontekście ich stosunku do nauki. Wstrząsając, mówiąc szczerze.
No dobrze, ale ja tu o nauce a temat jest o SZTUCE. No wlaśnie - dla mnie skoro wolność nauki jest condicio sine qua non trwania naszej cywilizacji, ten sam przywilej muszę przyznac sztuce - bo z tego samego korzenia wyrastają. Zabawne, ze religia była niegdyś trzecią siostrą, ale ona wolała okopac się w granicach...

A za VooVoo i jazz masz u mnie :-B
:mrgreen:

/mod edit: higiena/
 

jorge.martinez  Dołączył: 16.05.2007
Penteusz, komisarz, Apas, nakarmcie kotka albo rybki.
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
jorge.martinez,

Dlaczego? :evilsmile:

[ Dodano: 2013-02-16, 22:38 ]
Apas, powiem/napiszę tylko to, że uwielbiam dyskusje, bo po pierwsze pozwalają mi usystematyzować własne myśli, po drugie jestem z tych, których w trakcie dyskusji można przekonać.
 

tatsuo_ki  Dołączył: 01.03.2009
Penteusz, sorry, że dopiero na nastepnej stronie, ale nie nadążam...
w moim cytowaniu nie ma żadnego błędu. naprawdę... zrezygnuj z erystycznych zagrywek, a skup się na merytorycznych argumentach...
między tym:
Penteusz napisał/a:
Wyrzućmy olbrzymi dorobek wieków minionych, bo tworzony był w warunkach, które urągały swobodzie artystycznej twórców.

a tym:
Penteusz napisał/a:
olbrzymi dorobek wieków minionych (...) tworzony (...) w warunkach, które urągały swobodzie artystycznej twórców

nie ma istotnej różnicy merytorycznej. nie ma żadnej różnicy merytorycznej.
a to z tego prostego powodu, iż w pierwotnej swojej wypowiedzi twierdzisz, iż istnieje olbrzymi dorobek wieków minionych, który tworzony był w warunkach urągających swobodzie artystycznej i ja się właśnie pytam o przykłady tego dorobku, tezę o istnieniu takiego ekstrah.uję z Twojego postu ...
a czy użyłeś ironii, czy czegokolwiek innego, to nie ma najmniejszego znaczenia.
 

technik219  Dołączył: 25.01.2009
komisarz napisał/a:
2. istnieje grupa ludzi pasjonujących się sztuką, którzy rozwijają się i to co ich stymulowało na początku już nie wystarcza, dlatego poszukują nowych bodźców (przekraczania granic)
Napisałeś to tak, jakby to było jakieś wynaturzenie, jak związki partnerskie ;-) A powinieneś napisać, że istnieje grupa ludzi, którzy zastygli w pojmowaniu sztuki na przełomie XIX i XXw.
komisarz napisał/a:
czy oburzenie na jakąś "sztukę" to reakcja "ortodoksów", czy ci, którzy się rozwijają po drodze zgubili normalne ludzkie odczucia i nie zauważają już, że coś jest "nie na miejscu"? Czy to babcia moherowa nie potrafi dostrzec "głębi" w Kozyrze na krzyżu, czy to ci "wyrobieni" stracili dystans i dotykają rzeczy, które są co najmniej niesmaczne, jako rezultat pogoni za przekroczeniem kolejnej granicy? Tylko po co?"

Co do jednego wszyscy są zgodni: są różni ludzie, o różnym stopniu sprawności fizycznej i intelektualnej. Są jednostki wybitne, przeciętni, których jest najwięcej i są kretyni. Dla jednych problemem jest zrozumienie instrukcji obsługi kuchenki mikrofalowej, inni zaczytują się Joyce'm, jeszcze inni Harlequinami. Tak jest z muzyką, filmem, fotografią i malarstwem. Dla każdego coś miłego. Dlaczego więc upieramy się (niektórzy), żeby zmusić czytelników Harlequinów do czytania Kafki? Przecież nawet nie każdy pies da się wytresować, a co dopiero człowiek? Czy znacie taki głupi wierszyk: kropka-kreska, kropka-kreska, fotografia twego pyska. Otóż okazuje się, że np. Eskimosi takiego układu kropek i kresek nie kojarzą z ludzką twarzą. Chociaż na określenie śniegu mają w swoim języku kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt określeń. To co dla jednych jest oczywiste, dla innych jest niepojęte. Co o tym decyduje? Nie wiem. Może trzeba by było sięgnąć do innego przysłowia: czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Czyli do okresu, w którym kształtuje się w dziecku wizję świata, jego ciekawość. Wiadomo już, że jeśli dziecko we wczesnym okresie nie będzie miało kontaktu z ludzką mową, to później już nie nauczy się mówić (dlatego historia Tarzana to wierutna bzdura z naukowego punktu widzenia). Może więc sprawa postrzegania m.in. sztuki to kwestia określonego modelu wychowania, oprócz indywidualnych predyspozycji oczywiście? Taki inprinting psychologiczny.
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
technik219 napisał/a:
Napisałeś to tak, jakby to było jakieś wynaturzenie, jak związki partnerskie


Bynajmniej.

Jeszcze raz - chodzi mnie o to, czy w trakcie rozwoju, nie traci się kontaktu z rzeczywistością. Dla mnie krzyż w moczu, jako opisanie współczesności ma sens, ale czy wchodząc na kolejne stopnie drabiny "wtajemniczenia" człowiek nie traci kontaktu z rzeczywistością? Od razu powiem, że nie znam odpowiedzi na to pytanie.

A co jeśli Twój "inpritning" jest błędny i nie dostrzegasz rzeczy naturalnych dla przeciętnego człowieka. Czy wtedy jesteś światłą elitą czy zepsutym marginesem? JA nie wiem, ale bardzo chciałbym poznać odpowiedź.
 

technik219  Dołączył: 25.01.2009
komisarz napisał/a:
A co jeśli Twój "inpritning" jest błędny
Nie jest błędny. Zapewniam. Zaznaczam jednak, że to tylko jeden z elementów całej układanki.
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
technik219 napisał/a:
Nie jest błędny. Zapewniam


Zazdroszczę pewności. I przypominam: "wiem, że nic nie wiem"
 

tatsuo_ki  Dołączył: 01.03.2009
komisarz napisał/a:
I przypominam: "wiem, że nic nie wiem"

Sokratesowi nie chodziło o to, że wszystko, co wiem, może być nieprawdą, tylko raczej o to, że każda kolejna wiedza przynosi jeszcze więcej pytań...
 

komisarz  Dołączył: 09.05.2011
tatsuo_ki, W zasadzie tak, ale Boże broń mnie przed stanem gdy "będę pewien", jak i przed ludźmi, którzy nie mają wątpliwości.

[ Dodano: 2013-02-16, 23:50 ]
A tak w ogóle, to dzięki za rozmowę, wiele się dowiedziałem, wiele przemyślałem, no i o to chodzi.
 

tatsuo_ki  Dołączył: 01.03.2009
komisarz napisał/a:
przed ludźmi, którzy nie mają wątpliwości

o to to jak najbardziej!!! nawet jestem zdania, że prawdziwie wierzyć mogą tylko wątpiący.
ale
komisarz napisał/a:
Boże broń mnie przed stanem gdy "będę pewien"

to już nie do końca... bo paru rzeczy w życiu trzeba być pewnym. mówię poważnie. bez głupich dowcipów o śmierci i podatkach.
 

Michu  Dołączył: 18.04.2006
Nie zamierzam wdawać się tutaj w jakąkolwiek dysputę - bowiem spory netowe przeważnie do niczego nie prowadzą - ale mam nadzieję, że na PPD przyjedzie chociaż jedna osoba, która uważa, że zdjęcie słoika z moczem to sztuka. Z chęcią sobie porozmawiam...
 

romeoad  Dołączył: 02.11.2009
Michu, czy głowa z krwi = sztuka też się kwalifikuje do porozmawiania?

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach