M.W  Dołączył: 20.08.2008
[fotografowie] Josef Koudelka Cytuj
Cytat

http://www.magnumphotos.c...osef%20Koudelka

JOSEF KOUDELKA (UR. 1938 W BOSKOVICACH NA MORAWACH, CZECHY)

Poczucie egzystencjalnej samotności dominuje na większości fotografii Koudelki a ponury, przygnębiający nastrój nasilił się w ostatnich dwudziestu latach.


http://www.photoeye.com/B...m?catalog=AP558

Patrząc wstecz, zdjęcia które zapoczątkowały jego międzynarodową karierę, i które pokazywały z góry skazane na klęskę czeskie powstanie przeciwko inwazji Rosjan w 1968 roku, charakteryzuje rzadka u niego pozytywna nuta, gdyż te porywające dokumentalne fotografie pokazują ludzi, których łączy sprawa i gotowość poświęcenia życia dla wolności i kraju, co odnosiło się również do samego Koudelki. W jego wyrazistej fotografii reportażowej ton osobisty przesądza o wszystkim, doprowadzając do skrajnej postaci tendencję powszechną w tym gatunku fotografii od lat sześćdziesiątych.
Jako nastolatek Koudelka fotografował rodzinę i swoje małe miasteczko, a pracując jako inżynier aeronautyk w Pradze i Bratysławie w latach 1961-67 był również fotografem teatralnym. W 1961 roku, kiedy miała miejsce jego pierwsza wystawa fotograficzna, zaczął dokumentować słowackich Cyganów, na których asymilację państwo kładło duży nacisk. W 1968 roku rozszerzył swój projekt o społeczności koczownicze w Rumunii. W tym samym roku ZSRR brutalnie zdławiło Praską Wiosnę u swego komunistycznego satelity, kładąc kres względnej tolerancji politycznej i kulturowej za pomocą sowieckich czołgów, które wjechały do stolicy Czech. Fotografie Koudelki ukazujące chłopaka odkrywającego koszulę przed radzieckim karabinem oraz inne akty daremnego buntu ludności były przemycane za granicę z pomocą opiekuna czeskiej fotografii Anny Farovej i publikowane pod pseudonimem, aby chronić rodzinę Koudelki. W 1970 roku otrzymał za odwagę złoty medal imienia Roberta Capy.
Tego samego roku opuszcza Czechosłowację i otrzymuje azyl w Anglii. W 1971 roku zostaje wprowadzony przez Elliotta Erwitta do agencji fotograficznej Magnum i staje się jej współpracownikiem, a w 1974 roku jej pełnoprawnym członkiem.


http://www.photoeye.com/B...g=DQ775&image=1

Jego piąty album Gypsies z 1975 roku ukazuje surowe życie i rytuały cygańskich klanów w całej Europie z intymnością i sporadycznym szorstkim humorem osoby wtajemniczonej. Jego własna, wyzuta z korzeni egzystencja oraz odmawianie wielu zleceń, miały w sobie dla wielu obserwatorów coś cygańskiego.



W Exiles z 1988 roku jego fotografie ludzi z marginesu spoteczno-ekonomicznego w Irlandii, Hiszpanii, Portugalii i Grecji ukazują jak temat alienacji w jego świadomości poszerza się, obejmując ludzi ubogich i zdegradowanych przez niewidzialne siły społeczne. Napięte, graficzne, czarno-białe kompozycje zdjęć zamrażają teatralne gesty i odkrywają związki pomiędzy postaciami wyrwanymi z kontinuum ich ciężkiego życia.

W 1986 roku, do projektu zleconego przez francuski rząd Koudelka zastosował aparat panoramiczny o proporcjach kadru 1 do 3 i zaczął powiększać odbitki z negatywów 6x17 cm, aby zrobić na wystawę fotografie o formacie billboardów. Zlecenie obejmowało wykonanie fotografii krajobrazów, co, wziąwszy pod uwagę format, pozwoliło mu zobrazować wszerz całą Europę: charakterystycznie, wybierał wyludnione miejsca na krawędzi zagłady, porzucone i splądrowane przez industrialną eksploatację. „Zawsze pociągało mnie to, co się kończy, co wkróce już nie będzie istnieć", powiedział w 2002 roku. W poszukiwaniu cmentarzy epoki żelaza i stali wyjechał fotografować do Grecji, Polski, Rumunii, Walii i na Ukrainę. „Dewastacja jest fotogeniczna" przyznał. „Tragiczna lecz piękna.....W tych okaleczonych krajobrazach znajduję nieokiełznane piękno. Siłę. Walkę o przeżycie. Po dewastacji ziemia powoli zaczyna się odradzać, odnawia się, i życie zaczyna się od nowa....W tych krajobrazach można zobaczyć, jak silna jest natura. Że jest silniejsza od człowieka".


http://www.photoeye.com/B...m?catalog=ZB412

W Chaos z 1999 r., wybitny wydawca fotografii Robert Delpire, długoletni przyjaciel Koudelki, zgromadził wybrane serie ze spustoszonych krajobrazów, które objęły również strefy wojenne i zreprodukował je w tryptykach i sekwencjach opartych na ich oryginalnym projekcie i miejscu powstania. Prezentacja podkreśliła ich formalną jakość i socjologiczne rozważania fotografa, nawiązującego do abstrakcjonizmu i ekspresjonizmu Minora White'a i Carla Chiarenza.

Wielka Księga Fotografii/Anne H. Hoy


Cytat
Josef Koudelka: Nie lubię fotografować tego świata...

Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że jeśli ktoś jest wrażliwy na przekaz wizualny, to będzie pracował nad wszystkim, co można opowiedzieć za pomocą obrazów. Mogą to być ludzie, krajobraz czy martwa natura. Rozglądasz się dokoła i fotografujesz. Pisarzowi nie zadałbym pytania, czy po napisaniu komedii jest w stanie napisać tragedię.

Kinga Kenig: W przedmowie do Chaosu, napisanej przez Roberta Delpire'a wyznał Pan, że interesuje Pana przede wszystkim samo istnienie zdjęcia. Mniejsze znaczenie ma jego publikacja.

Josef Koudelka: To prawda. W zasadzie robię zdjęcia dla samego siebie. Od chwili, gdy zacząłem interesować się fotografią, chciałem robić zdjęcia dla samego siebie. Gdy dorastałem, a sytuacja (w ówczesnej Czechosłowacji) była prawdopodobnie zbliżona do sytuacji panującej w Polsce, mało kogo interesowała fotografia. W istocie nikt jej nie potrzebował. Jeżeli zatem fotografowałeś, robiłeś to dla siebie.


Studiował Pan na politechnice budowę samolotów. Skąd taki wybór przedmiotu studiów? Nie jest to odrobinę odległe od pańskich zainteresowań?

Nie. To było głównym przedmiotem moich zainteresowań, właściwie od dziecka. Żyłem w małym miasteczku, w którym nie było samolotów, ja jednak zacząłem budować modele i zacząłem się tym pasjonować. Chciałem również latać, lecz moja rodzina nie była zamożna, poza tym mój ojciec występował przeciwko systemowi (politycznemu panującemu wówczas w Czechosłowacji). Nie miałem więc szans na uzyskanie licencji. Udało mi się jednak latać, gdyż wiązało się to z moim zawodem. Pracowałem przy samolotach. zbudowałem 60 małych samolotów rolniczych... Byłem odpowiedzialny za silniki.

Co daje Panu techniczne wykształcenie?

Kompozycja nie jest niczym innym niż równowagą. Statyka, dynamika - to kwestia równowagi, o której uczysz się na politechnice. Równowadze samoloty zawdzięczają latanie. Jeśli masz do czynienia z jakimś ułożonym układem, dowiadujesz się czym jest równowaga. Oczywiście studiując inżynierię uczysz się również, jak należy myśleć. Nie interesuje mnie szczególnie filozofia.

Teatr?

Gdy zostałem inżynierem, pracowałem jako fotograf dla miesięcznika teatralnego "Divadlo". Traktowałem to poważnie a praca w teatrze bardzo wiele mi dała i dzięki niej opanowałem technikę, zwłaszcza że nie miałem żadnego przygotowania fotograficznego. Nauczyłem się wówczas osiągnać zamierzone rezultaty w trudnych warunkach oświetleniowych, co wykorzystałem później podczas pracy z Cyganami.

Czy bywa Pan kiedykolwiek rozczarowany fotografią?

Oczywiście. Sądzę, że wynika to z ograniczeń właściwych temu środkowi przekazu. Nie mam żadnych aspiracji literackich i nie jestem pisarzem, staram się być fotografem... Ograniczenie stanowi zarazem o sile fotografii. Nie musisz niczego tłumaczyć. Nie werbalizujesz tego, co chcesz powiedzieć. Po prostu pokazujesz obraz, który w rzeczywistości dociera do umysłu szybciej niż słowa. W tym właśnie tkwi siła.

Chaos. Wiele osób jest zaskoczonych tym, że na Pańskich zdjęciach nie ma ludzi. Dlaczego, Pańskim zdaniem, ludzie są zaskoczeni sposobem, w jaki skonstruowany jest "Czarny trójkąt" i "Chaos"?

Gdy wydałem swoją książkę o Cyganach, ludzie, którzy nie znali moich wcześniejszych prac, utożsamiali mnie z fotografem Cyganów. Wcześniej fotografowałem jednak Pragę 68 roku, lecz przez 14 albo 16 lat nie mogłem umieścić swojego nazwiska przy tych zdjęciach ze względu na ewentualne problemy, jakie mogłoby to sprawić mojej rodzinie w Czechosłowiacji. Ludzie nie wiedzieli, że zrobiłem te zdjęcia. gdybym umieścił swoje nazwisko przy fotografiach z 1968 roku (podpisałem je po raz pierwszy chyba w 1984 roku, po śmierci mojego ojca), ludzie pomyśleliby, że jestem dobrym fotografem wojennym, że jestem fotoreporterem specjalizującym się w konfliktach i wydarzeniach. Po książce o cyganach opublikowałem "Exiles", co było oczywiście zupełnie czymś innym. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że jeśli ktoś jest wrażliwy na przekaz wizualny, to będzie pracował nad wszystkim, co można opowiedzieć za pomocą obrazów. Mogą to być ludzie, krajobraz czy martwa natura. Rozglądasz się dokoła i fotografujesz. Pisarzowi nie zadałbym pytania, czy po napisaniu komedii jest w stanie napisać tragedię.
Gdy byłem przez jakiś czas w Rumunii, nie wziąłem ze sobą aparatu panoramicznego. Robiłem zdjęcia ludziom. Każde narzędzie należy wykorzystywać w najwłaściwszy sposób, a aparat panoramiczny nie wydaje mi się najlepszy do fotografowania ludzi. Nie ma ponadto ludzi w tego rodzaju krajobrazie, jaki fotografuję. Zdjęcia "Czarnego trójkąta" zacząłem realizować w niedzielę rano, a skończyłem w następną niedzielę wieczorem. Codziennie przechodziłem czterdzieści kilometrów nie spotykając nikogo. Mało kto tam chodzi.
Zdjęcia panoramiczne robiłem już czterdzieści lat temu. Miały one dokładnie te same proporcje. Stosowałem wówczas inny aparat. To był Rolleiflex. Po wykonaniu zdjęcia ciąłem po prostu odbitkę. Nie sądzę, żeby ktoś się zmieniał dlatego, że wybiera inny środek wyrazu.
Ludzie oceniają cię na podstawie tego, co ostatnio widzieli. Niektórzy ludzie widząc "Chaos" myślą, że nagle zacząłem robić zdjęcia panoramiczne. Ułożyłem "Chaos", nie znalazły się w nim jednak wszystkie prace, jakie wykonałem w ciągu ostatnich dwunastu lat. Pragnę zaskakiwać ludzi. Chcę ich przestraszyć. za parę lat znów mogą się czuć zaskoczeni. Pojawią się nowe rzeczy. Nie interesuje mnie, co o mnie myślą ludzie. Oczywiście słucham tego, lecz nie chcę stać się niewolnikiem ich słów. Daję im od czasu do czasu cząstkę siebie, ale to ja decyduję kiedy to robię.

Odkryłam wiele wspólnych cech między "Exiles" i "Chaosem". Sądzę, że "Chaos" stanowi kontynuację "Exiles".

Cieszę się, że widzisz związek między tymi pracami. Miałem w Czechosłowiacji bliską przyjaciółkę. Bardzo bliską przyjaciółkę. Jedną z takich osób, których opinii naprawdę słucham. Nazywa się Anna Farova i pamiętam, że zawsze była przy mnie, gdy pracowłem nad Cyganami. Gdy pojawił się album "Exiles", książka jej się nie spodobała. Ostatnim razem gdy ją widziałem, powiedziała mi jednak, że każda moja nowa książka wyjaśnia tę poprzednią. I takie rzeczywiście było moje założenie. Gdy pracowałem nad "Exiles", umyślnie chciałem czegoś, czego nikt się po mnie nie spodziewał. Chciałem zaskoczyć ludzi. Pytali mnie, dlaczego znalazł się tu ten kawałek drewna, itd. Ludzie mają skłonność do postrzegania cię przez pryzmat tego, co zrobiłeś w przeszłości.

Prosi Pan o zdanie innych przy wyborze zdjęć?

Lubię pokazywać zdjęcia swoim przyjaciołom, ponieważ lubię patrzeć jaka jest ich reakcja. Jakiś czas temu w Czechosłowacji były trzy kobiety, którym pokazywałem zdjęcia. Jedną z nich była Anna Farova - wykształcona, krytyk sztuki, fotografii... Oczekiwałem po niej, że zna się na kompozycji. Znałem też pewną młodą dziewczynę. Ona z kolei nie znała się na kompozycji. Wykorzystywałem jej świeże spojrzenie na świat. Trzecia kobieta była starsza ode mnie, miałem więc nadzieję, że zna się na kompozycji i wie o życiu więcej niż ja. Pokazywałem im zwykle dwieście fotografii i pytałem, które z nich im się podobają. Gdy każda z nich wybrała to samo zdjęcie, miałem podstawy by sądzić, że osiągnąłem zamierzony skutek. Jeśli nie wybrały tego samego zdjęcia, pytałem czy jest zbyt sentymentalne, czy jest coś, czego nie rozumieją. Te trzy kobiety dokonywały jednak nieco przypadkowych wyborów. Fotografię ogląda się łatwo, mimo to niezwykle mało jest ludzi, którzy naprawdę widzą i potrafią coś o niej powiedzieć.

Jaki będzie następny Pański album?

Jeśli wszystko się powiedzie, wydam kolejny album o Cyganach, bardzo różny od poprzedniego. Będzie pokazywał Cyganów z różnych krajów, nie tylko z Czechosłowacji. jakieś 120 zdjęć... Mogłem go opublikować jeszcze przed "Chaosem", ale zależało mi na tym, by odbiorca czuł trochę niepokoju przed następną publikacją. Nowy album będzie bardziej albumem życia ludzkiego niż tylko fotografii. Wydanie jest już zamknięte, ale jeszcze nie chcę go publikować. Niech się ludzie przyzwyczaj do "Chaosu", a potem ich zaskoczymy.

Czy sądzi Pan, że ma dużo do powiedzenia w fotografii?

Jeśli o mnie chodzi, to fotografowanie ludzi jest w pewnym stopniu ograniczone. Nie w tym sensie, że nie mam nic do przekazania, ale że świat, który mnie interesuje, powoli się kończy. Sądzę, że nie pozostaje mi więcej niż pięć lat... Co roku odwiedzam te same miejsca. Ulegają bardzo znaczącym zmianom; każdy nosi T-shirta, czapkę z napisem "Chicago Bulls" czy "Coca Cola". Poznałem świat w innej formie, dzisiejszy jego obraz nie jest dla mnie ciekawy. Nawet jeśli taka jest właśnie teraźniejszość.

Czy nie podoba się Panu dzisiejszy świat?

Tego nie powiedziałem. Po prostu nie lubię fotografować tego świata. Martin Parr fotografuje teraźniejszość i jest naprawdę ważnym fotografem, Fotografuje tych zabawnych turystów i tak właśnie wygląda obecny świat. Ja jednak nie jestem zainteresowany fotografowaniem turystów. Wszyscy mamy prawo wyboru i nie można powiedzieć, że jedno jest lepsze od drugiego. Wprost przeciwnie, wprowadziłem Parra do Magnum ponieważ sądziłem, że jest tym człowiekiem, który fotografuje teraźniejszość.

Czy ma Pan wrażenie, że coś w życiu osiągnął, poczucie samospełnienia?

Tak, z całą pewnością. Każdy album jest swego rodzaju spełnieniem. Kinga Kenig

Contacts
http://vimeo.com/22188400
Josef Koudelka - Gypsies
http://vimeo.com/46352665
 

sołtys  Dołączył: 19.04.2006
Cytuj
Jeśli miałbym wymienić ulubionych fotografów (co przyszło by mi trudno, bo mam kompletną sklerozę jeśli chodzi o nazwiska) to Koudelka byłby wśród nich.
 

MacRayers  Dołączył: 07.09.2008
Cytuj
sołtys napisał/a:
Jeśli miałbym wymienić ulubionych fotografów (co przyszło by mi trudno, bo mam kompletną sklerozę jeśli chodzi o nazwiska) to Koudelka byłby wśród nich.

Dla mnie zdecydowanie jeden z trzech najważniejszych. Jego Cyganie pochłonęli mnie na tyle, że biegałem po ebayu w poszukiwaniu albumu. Dla mnie jego zdjęcia są wszystkim. Uwielbiam styl, przekaz, całość.
 

sołtys  Dołączył: 19.04.2006
Cytuj
MacRayers napisał/a:
Dla mnie zdecydowanie jeden z trzech najważniejszych.

A pozostała dwójka? ;)
 

MacRayers  Dołączył: 07.09.2008
Cytuj
To jest zmienne. Nie wiem, może w tej aktualnej trójce znalazbym się ostatnio Robert Doisneau... Ciężko mi doprecyzować, bo to się zmienia, ale Koudelka zawsze jest na topie.
 
M.W  Dołączył: 20.08.2008
Cytuj
Cytat


Josef Koudelka - fotograf wolności

40 lat temu zdjęcia Praskiej Wiosny obiegły świat. Ich autorem nie był zawodowy reporter, tylko młody fotograf z teatru

21 sierpnia 1969 roku, w rocznicę Praskiej Wiosny, w zachodniej prasie ukazują się niezwykłe zdjęcia: doskonały, robiony z samego centrum wydarzeń fotoreportaż sprzed roku pokazujący wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego do Pragi. Widać, że autor wykazał się odwagą nie mniejszą od protestujących prażan. Wygląda wręcz na to, że był jednym z nich. Zdjęcia przedstawiają rozwój wydarzeń w ciągu siedmiu dni – wjazd czołgów, stojących murem Czechów, zdezorientowanych żołnierzy, pierwsze strzały. Ostatnie fotografie to już płaczące na ulicach kobiety i bezsilni mężczyźni. Materiał podpisano: „Anonimowy czeski fotograf”. Tożsamość autora chroni agencja fotograficzna Magnum, która rozpowszechnia zdjęcia.
W tym czasie do Londynu trafia pewien spokojny, 31-letni fotograf teatralny o nazwisku Josef Koudelka. Przyjechał z zespołem praskiego Teatru za Bramą. Rok wcześniej porzucił zawód inżyniera lotnictwa i został członkiem czeskiego Związku Artystów Plastyków. W foyer Teatru Aldwych pokazuje wystawę swych teatralnych fotosów. W niedzielę rano członkowie zespołu po kryjomu wyrywają sobie z ręki egzemplarz „Sunday Timesa”. Na pierwszej stronie widnieją zakazane praskie zdjęcia. Koudelka po latach wspomina: – To było dziwne uczucie. Zobaczyć własne zdjęcia w druku i nie móc nikomu powiedzieć, że to ja je zrobiłem.

Inżynier i jego hobby

Początek życia Koudelki pasuje do socjalistycznego modelu awansu społecznego. Urodzony w biednej morawskiej wsi syn wiejskiego krawca kończy politechnikę i zostaje inżynierem lotnictwa. Osiada w Pradze. Pracuje przy budowie samolotów rolniczych – odpowiada za montaż silników. Już na studiach zajmuje się fotografią teatralną. Mocno kontrastowe, niemal graficzne zdjęcia wykraczają poza ówczesne standardy. W 1961 roku w słynnym Teatrze Semafor otwiera pierwszą wystawę. Ludzie teatru są zachwyceni. Proponują mu współpracę, dając całkowitą niezależność artystyczną. Inżynier Koudelka zostaje przyjęty do oficjalnego związku artystycznego. Zaczyna robić zdjęcia czeskich i słowackich Cyganów. Nie próbuje zgłębiać prawdy o nich, bardziej niż życie grupy społecznej wyrzuconej na margines interesuje go ponadczasowa estetyka.
Przychodzi rok ’68 – dobry czas dla czeskiej kultury. Następuje pierwsza powojenna odwilż. Czesi umęczeni dyktaturą partii i wieloletnimi represjami likwidują cenzurę i ogłaszają program reform gospodarczych. W życiu Koudelki sukces goni sukces. „Cygańskie” zdjęcia ukazują się na Zachodzie, kilka odbitek kupuje nawet nowojorskie Museum of Modern Art. Trwają prace nad jego pierwszym albumem. Hobby robi się absorbujące, praca na lotnisku zaczyna ciążyć. Koudelka postanawia poświęcić się fotografii. Latem jedzie do Rumunii, gdzie fotografuje tamtejszych Cyganów. Do Pragi wraca 20 sierpnia.

Siedem dni

W nocy z 20 na 21 sierpnia wojska Układu Warszawskiego przekraczają granicę z Czechosłowacją. Rozpoczyna się operacja „Dunaj”. Czesi nie chcą rozlewu krwi. Przestawiają znaki drogowe, by zmylić kolumny pancerne, jednak koło południa okupanci są już w Pradze. Do miasta dociera około 200 tysięcy żołnierzy. Gniew prażan budzi respekt żołnierzy. Koudelka jest w tłumie. Zaskakuje go postawa rodaków: – Nigdy nie wyobrażałem sobie, że ludzie mogą się tak zmienić i zjednoczyć dla wspólnej sprawy. Na co dzień wrodzy sobie, wtedy poczuli się solidarni. Gdy przyszli Rosjanie, zapomnieli, kto jest kim. Ważne było, że nocą obca armia najechała kraj. Wszyscy byli przeciw.
Zwarta masa ludzka blokuje wojsku dostęp do radia, które nadaje komunikaty o sytuacji w kraju. Żołnierze bez wyraźnych rozkazów biernie odbierają obelgi- od Czechów. Wszędzie napisy: „Do domu!”. Koudelka wspomina: – Było mi żal tych chłopców na czołgach. Zdałem sobie sprawę, że żyję w tym systemie. Że sam mogłem się znaleźć na czołgu w Warszawie albo w Budapeszcie.

Pod siedzibą radia padają strzały. Są pierwsi zabici. Dezorientacja żołnierzy mija – na zdjęciach Koudelki widać tę przemianę. 21 sierpnia żołnierze siedzą bezradnie na czołgach – dwa dni później kierują lufy kałasznikowów w stronę prażan. Fotografowanie staje się niebezpieczne: – Nie zastanawiałem się nad tym, co robię. Wiedziałem, że muszę. To, co zdarzyło się w Pradze w ’68, zdarza się raz w życiu.
Po siedmiu dniach oporu miasto zostaje spacyfikowane. Liczba obcych wojsk w kraju szybko wzrasta do pół miliona. Czesi zachowują spokój – ofiar jest relatywnie niewiele, statystyki podają od 50 do 200 zabitych. Bunt niknie, pozostaje wściekłość. Zdjęcia kończące cykl Koudelki pokazują wypalone domy, pogrzeby ofiar i płacz przechodniów.
W Czechosłowacji zaczyna się proces wymazywania buntu z pamięci społeczeństwa: cenzura, procesy polityczne, wyrzucanie z pracy, wymuszona emigracja. W mediach mówi się o „normalizacji”. Zaczynają rządzić – jak ujął to Milan Kundera – „prezydent zapomnienia i kretyn muzyki”. Pierwszy to lojalny Moskwie Gustav Husák, drugi to piosenkarz Karel Gott.

Wygnanie

Jak większość Koudelka wrócił do normalnego życia. W tajemnicy wywołał negatywy i zrobił kilka odbitek. Pokazał je przyjaciółce. Zrodził się pomysł przemycenia ich na Zachód. Młody dramaturg Václav Havel na zaproszenie Arthura Millera miał właśnie jechać do Ameryki. Niestety, tuż przed wyjazdem stracił paszport. W końcu odbitki wywiózł kustosz waszyngtońskiego Smithsonian Institute. Przekazał je Elliotowi Erwittowi z agencji Magnum. W sierpniu 1969 w Londynie Koudelka- w tajemnicy spotkał się z Erwittem. Ustalili, że agencja oficjalnie zaprosi go do fotografowania Cyganów w zachodniej Europie. Dzięki temu dostał paszport i trzymiesięczną wizę. Gdy kończył się pobyt, Koudelka poprosił ambasadę w Londynie o przedłużenie wizy. Odmówili, więc wystąpił o azyl. W jego życiu zaczęła się emigracja.
Do 1987 roku nie miał adresu, sypiał u przyjaciół lub w ciemniach Magnum. Nie miał paszportu, był bezpaństwowcem. Żył bardzo skromnie, utrzymując się z honorariów za „praskie” zdjęcia i trafiających się stypendiów. To był świadomy wybór, Koudelka tułał się po Europie i robił zdjęcia. W ciągu kilkunastu lat powstało jego najważniejsze dzieło, cykl „Exile”, czyli wygnanie. Migawki ze zwykłego życia w różnych krajach, lokalne święta i scenki uliczne to wizualna poezja. Tematem nie są obyczaje, lecz sam fotograf i stan jego ducha. Obcość, niemożność kontaktu i tęsknota – uczucia znane wszystkim uchodźcom. Wstęp do albumu napisał inny emigrant – Czesław Miłosz.
Zdjęcia z Praskiej Wiosny nie są najlepszymi w karierze Koudelki. Ale właśnie fotografie chwili, gdy napotkał Historię, zostały zapamiętane przez większość. A może jest odwrotnie? Może to Praska Wiosna miała szczęście, że znalazła swego fotografa... To właśnie zdjęcia Koudelki w dużej mierze zbudowały mit wielkiego narodowego zrywu. Budapeszt i Poznań ’56, stan wojenny w Polsce, Bukareszt ’89 – wszystkie te daty były równie ważne, ale w masowej wyobraźni, zwłaszcza na Zachodzie, to właśnie Praska Wiosna urosła do rangi symbolu. – Moje zdjęcia z tych dni mają wymiar przede wszystkim dokumentalny, ale w kilku najlepszych ten dokumentalizm znika.
Koudelka pozostał „anonimowym czeskim fotografem” do 1984 roku. Do zdjęć przyznał się dopiero po śmierci ojca, ostatniego żyjącego w Czechosłowacji członka rodziny.
tekst Kuba Dąbrowski, Wojtek Kocołowski

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach