RPM  Dołączył: 28.07.2010
Cytuj
Apas napisał/a:
Mam depresję


Wytrzymaj do PPD. Wrócisz odmieniony.
 

TM_Mich  Dołączył: 08.09.2009
Cytuj
Apas napisał/a:
... Przeczytałem fragmenty ...


Zrób szybko Ctrl+Z, idź do lodówki, sprawdź czy jest światło. Znajdź ogórki, dużą Literę, a jak nie będzie to 007 zgłoś się, też będzie.
Strachy i popęd do skoków z dużej wysokości miną.
:-P
 
KasiaMagda  Dołączyła: 08.05.2016
Cytuj
Apas napisał/a:
Bardzo chciałem, wierzyłem... ba, byłem niemal pewien - że potrafię pisać głupio, idiotycznie i bez sensu na minimum srodkowoeuropejskim poziomie...
Nie, nie umiem. Teraz to wiem...


Nie chcę udawać mądrego ale muszę :-)
Teraz dopiero masz szansę odbić się od dna i napisać arcydzieło. Wcześniej nie było, to możliwe.
Wielcy najczęściej nie wiedzą o tym, że nimi są.
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Cytuj
RPM napisał/a:
Apas napisał/a:
Mam depresję


Wytrzymaj do PPD. Wrócisz odmieniony.


Trochę się tego obawiam :-D

[ Dodano: 2018-01-16, 22:45 ]
TM_Mich napisał/a:
Znajdź ogórki,
:-P

Musiałeś?! :evil:

[ Dodano: 2018-01-16, 22:49 ]
KasiaMagda napisał/a:

Nie chcę udawać mądrego ale muszę :-)

Mądrej? :roll:

KasiaMagda napisał/a:

Teraz dopiero masz szansę odbić się od dna i napisać arcydzieło.

Ja już mam tak w życiu, że ilekroć próbuję odbić się od dna to sie pode mną podłoga zapada... :mrgreen:

KasiaMagda napisał/a:

Wielcy najczęściej nie wiedzą o tym, że nimi są.

Sława po śmierci. Miodzio!
Tyle, że ja wiem, że jestem wielki. Mam w domu lustro i wagę... :mrgreen:
 
KasiaMagda  Dołączyła: 08.05.2016
Cytuj
Apas napisał/a:
Ja już mam tak w życiu, że ilekroć próbuję odbić się od dna to sie pode mną podłoga zapada... :mrgreen:


Nie, nie, nie :mrgreen:
Tam nie ma zapadni, tam są wyrzutnie, jak dobrze trafisz, to dolecisz do gwiazd :mrgreen:

PS
Miało być "mądrym człowiekiem" albo "mędrcem" :mrgreen:
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Cytuj
KasiaMagda napisał/a:

Tam nie ma zapadni, tam są wyrzutnie, jak dobrze trafisz, to dolecisz do gwiazd :mrgreen:

No kurde tam mnie jeszcze nie było... :-D
 
KasiaMagda  Dołączyła: 08.05.2016
Cytuj
:-B :-D
 

Kerebron  Dołączył: 10.03.2016
Cytuj
Apas napisał/a:
KasiaMagda napisał/a:

Tam nie ma zapadni, tam są wyrzutnie, jak dobrze trafisz, to dolecisz do gwiazd :mrgreen:

No kurde tam mnie jeszcze nie było... :-D

Nie?!

https://www.aavso.org/apass

:-P
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Cytuj
Kerebron napisał/a:


https://www.aavso.org/apass

:-P

Jasna cholera... Niby człowiek niepijący a potem się takich rzeczy o sobie dowiaduje...
:mrgreen:
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Cytuj
In Focus

- Tak? - mocno ponadgabarytowa pięćdziesięciolatka w zjadliwie zielonym kostiumie spojrzała groźnie znad szklanki z herbatą. Stercząca z naczynia rączka łyżeczki z nieprzyjemnym piśnięciem przesunęła się po soczewce okularów.
- Inspektor Stefan Kadyszek. Miałem się zameldować u pana komendanta…
- Był umówiony, znaczy?
- Tak. Pan komendant wyznaczył spotkanie na dzisiaj…
- Jak nazwisko, jeszcze raz? - kobieta odchyliła się na krześle za biurkiem, sięgając do szafki stojącej za nią. Fotel zaprotestował gwałtownym skrzypnięciem. Opięta na wielkim biuście biała, wykrochmalona bluzka wyglądała, jakby miała zaraz eksplodować, utrzymywana w jednym kawałku jedynie za sprawą heroicznego wysiłku kilku guzików. Właścicielka bluzki chwyciła w końcu leżący na szafce zeszyt i powróciła do pozycji siedzącej. Guziki niemal słyszalnie odetchnęły.
- Inspektor Stefan Kadyszek…
Kobieta pośliniła palec i zaczęła wertować kartki zeszytu, mamrocząc coś pod nosem. W końcu westchnęła, posłała przybyszowi piorunujące spojrzenie i z kwaśną miną podniosła słuchawkę interkomu.
- Szefie, jakiś pan Kamyszek do pana. Mówi, że umówiony, ale na liście audiencyjnej nie ma…
Stojący przy drzwiach mężczyzna mimowolnie uniósł prawą brew, słysząc o liście audiencyjnej, ale nie odezwał się. Tymczasem ubrana na zielono kobieta słuchała przez kilka chwil kogoś po drugiej stronie linii, kiwając powoli głową.
- Proszę… Niech pan wejdzie, panie Kamyszek. Szef czeka – odezwała się w końcu, pokazując słuchawką trzymaną w dłoni na znajdujące się po prawej stronie jej biurka, obite skóropodobnym tworzywem drzwi.
Inspektor Stefan Kadyszek podziękował delikatnym skinieniem głowy, przeszedł kilka kroków po wytartej wykładzinie i nacisnął klamkę. Za drzwiami znajdował się obszerny gabinet umeblowany meblościanką z lat siedemdziesiątych, stolikiem kawowym z lat osiemdziesiątych, otoczonym sofą i dwoma fotelami z lat dziewięćdziesiątych, za którymi stało biurko w stylu bezpretensjonalnej Ikei początku XXI wieku. Za biurkiem, pod ścianą, w wielgachnej donicy rosła palma, którą zapewne ustawiono tam w okolicach wczesnego Gierka. Przestrzeń między biurkiem a palmą wypełniał facet o nalanej, czerwonej twarzy, ubrany w galowy mundur komendanta głównego policji, z rzędami beretek orderowych skrzących się wszystkim kolorami tęczy na jego lewej piersi, niczym u sowieckiego marszałka. Na dźwięk otwieranych drzwi facet nie uniósł wzroku. Wpatrywał się w skupieniu w stertę dokumentów w otwartej przed nim na biurku teczce, pozwalając przybyszowi podejść bliżej i stanąć w pozycji zasadniczej.
- Inspektor Stefan…. - Kadyszek spróbował się regulaminowo zameldować.
- Macie byka – przerwał mu facet w mundurze, nadal wpatrując się w papiery.
- Słucham?!
- Byka macie w papierach. W nazwisku. Przez D was piszą, Kamyszek…
- Ale ja się nazywam Kadyszek. Z D w środku, panie komendancie… Inspektor Stefan Kadyszek….
- A, no to i chwała niech będzie Bogu… Bo wiecie, Kam… Kadyszek, w policyjnej robocie nie ma nic gorszego, niż burdel w dokumentacji…
- Tak jest! - służbiście zgodził się Stefan, któremu nic mądrzejszego nie przyszło do głowy.
W gabinecie na irytująco długą chwilę zapanowała cisza. Facet wpatrywał się bez ruchu w teczkę z dokumentami na biurku, natomiast Kadyszek wpatrywał się w zaschniętą końcówkę liścia palmy. W końcu komendant westchnął, złożył i starannie zawiązał tekturową teczkę i odchyliwszy się wygodnie w fotelu, spojrzał na inspektora.
- W waszych papierach stoi, żeście służyli w jednostkach specjalnych, zanim wstąpiliście do policji? Możecie coś bliżej na ten temat powiedzieć?
- Tak jest, panie komendancie, służyłem. Wszystko jest opisane w moich aktach personalnych…
- No ale ja bym wolał tak od was, wiecie, szerzej nieco się dowiedzieć…
- Przykro mi, panie komendancie, ale wciąż obowiązuje mnie tajemnica wojskowa i państwowa. Wszystkie niezbędne informacje są w moich aktach – Kadyszek spojrzał w oczy komendanta i postarał się, aby nie było to miłe spojrzenie.
- Tak, tajemnica… - grubas westchnął, spuszczając pośpiesznie wzrok. Wstał ciężko zza biurka i podszedł do Stefana. Nieco niższy od inspektora i o kilka lat młodszy, wyglądał jednak dużo gorzej ze swoim opuchniętym ciałem, niezdrową, przetłuszczoną skórą na owalnej twarzy i w kompletnie niedopasowanym mundurze galowym. - Wiecie, Kadyszek, ja nie ufam ludziom, którzy mają tajemnice. Nie ufam też nikomu, kto służył w policji za mojego skorumpowanego poprzednika. A wy służyliście i macie tajemnice, Kadyszek, więc wam nie ufam podwójnie… - komendant uniósł głowę, ale patrzył w twarz Stefana, gdzieś między nosem a czołem, jednak starannie unikając jego wzroku.
- Pan też służył w policji za poprzedniego komendanta. W logistyce… - inspektor był już pewien, że bardzo, ale to naprawdę bardzo nie lubi nowego komendanta.
- Tak, służyłem. Ale sobie ufam i przed sobą nie mam tajemnic, Kadyszek! A to zasadnicza różnica… - komendant podreptał z powrotem do biurka i opadł dzieżko na fotel. - Siadajcie, inspektorze – wskazał gestem ręki na skórzaną sofę.
Stefan podziękował skinieniem i usiadł. Komendant podniósł ponownie zawiązana teczkę z aktami inspektora.
- Podobno radzicie sobie nieźle w wydziale zabójstw, choć osobiście uważam, że zbyt dobre statystyki są zawsze naciągane… Chwalił was Interpol i Europol, jest list gratulacyjny z ambasady USA, od policji z Filipin… Tyle że mnie nie zamydlicie oczu, Kadyszek… Jest tajemnicą poliszynszyla, że tajny agent…
- Poliszynela… - przerwał mu Kadyszek.
- Kogo?
- Mówi się: tajemnica poliszynela…
- No a jak ja powiedziałem?! - twarz komendanta zaczerwieniła się jeszcze bardziej, sygnalizując możliwość bliskiego wylewu.
- Inaczej…
- Nie przerywajcie! No więc jest tajemnicą pol… nie jest tajemnicą, że tajniak będzie lojalny tylko w stosunku do tego, kto go wyszkolił. A wy jesteście tajniak i nie myśmy was szkolili!
‘Wywali mnie idiota...’ - pomyślał Stefan i zdziwił się, jak bardzo jest mu wszystko jedno w związku z tym. Postanowił przywołać na twarz znudzony uśmiech i wysłuchać przedstawienia do końca.
- Jednak ze względu na tę listę prawdziwych czy wydumanych waszych zasług, postanowiłem dać wam jeszcze jedną, ostatnią szansę. Zostaniecie oddelegowani do specjalnego zadania i będziecie pracować inkoguto…
- Jak?! - nieznane słowo walnęło intelekt inspektora jak obuch siekiery, burząc jego wystudiowany spokój.
- No… pod przykrywką, na fałszywce, na lewych papierach… - wyjaśnił komendant.
- Incognito… - domyślił się Kadyszek.
- Kto? Nie wiem, nie oglądałem… Bardziej, wiecie, jak Borewicz w tym odcinku z Fronczewskim i Stalińską, co to niby na kempingu… - komendant wyglądał na lekko wzmożonego intelektualnie.
- Dziękuje, komendancie… Chyba złapałem ogólną ideę – Stefan postanowił ostudzić edukacyjny zapał przełożonego.
- No… To przejdźmy do szczegółów. Wszystko, co wam powiem od tej chwili, jest ściśle tajne – komendant główny policji starał się przybrać bardzo profesjonalny a przy tym groźny wyraz twarzy. Nie wyszło mu. Kadyszek zachęcił go uprzejmym uśmiechem, by kontynuował.
- Wiecie, Kadyszek… Zaginęła młoda kobieta. Dziewczyna w zasadzie… Córka… kogoś bardzo ważnego z kręgów rządowych. Dziewczyna zadała się z szemranym towarzystwem… Chciała być fotomodelką czy tam fotografką… No, bardzo, bardzo nieciekawi ludzie w każdym razie, geje, artyści i inni homoseksualiści… Rozumiecie, Kadyszek? No i trzeba ją odnaleźć bardzo, ale to bardzo dyskretnie…
- Panie komendancie! - przerwał mu inspektor. - Ale ja pracuję w wydziale zabójstw i na tym się znam. Jeśli nie ma ciała, jeśli nie ma podejrzenia, że mogła zostać zamordowana, a tylko zerwała kontakt z najbliższymi, to mamy speców od tego, lepszych ode mnie. Nie wiem, jeśli są przesłanki, że zaczęła brać, to nawet antynarkotykowi lepiej się tym zajmą… Już pomijam fakt, że u mnie w wydziel i tak ludzi brakuje i mam się czym zajmować bez szukania jakichś podlotków!
- Widzicie… Idzie o to, że trzeba ją, oczywiście, odnaleźć całą i zdrową, ale jakby się udało, rozumiecie… udowodnić, że ci jej koledzy mogli, czy, wiecie, chcieli… ją zabić, to by się ich usunęło… - komendant wykładał swój plan, gestykulując gęsto.
- Nie! - przerwał mu gwałtownie inspektor. - Panie komendancie, szukać dziewczyny jak jakiś prywatny detektyw, zamiast łapać prawdziwych morderców, to jedno. Wrabiać, być może całkiem niewinnych ludzi w usiłowanie zabójstwa na polityczne polecenie pańskiego mocodawcy, kimkolwiek jest, to całkiem inne wskazanie na moim osobistym gównomierzu i ja w to nie wchodzę. Czy to jest dla pana jasne?!
- Nie zrozumieliśmy się, inspektorze – głos komendanta przeszedł w nerwowy dyszkant. - Realia są takie, że albo bierzecie tę sprawę, robicie, jak nakazałem i raportujecie bezpośrednio do mnie, albo możecie pisać raport o zwolnienie ze służby, który i tak nic nie da, bo wywalę was dyscyplinarnie i jeszcze sprawę o łapówki zrobię, argumentując przed sądem, że niezbędny jest areszt na parę miesięcy! Pani Brygida w sekretariacie da wam papier, jak chcecie spróbować w ten sposób – komendant trząsł się, wygłaszając tę kwestię. Było widać, że działa pod olbrzymią presją.
Stefan zamilkł. Bardzo chciał uderzyć faceta siedzącego o drugiej stronie biurka. Tak, żeby naprawdę zabolało. Bardzo chciał zaraz potem poprosić panią Brygidę o kartkę papieru i napisać raport o zwolnienie, dodając od siebie prośbę o unikanie zjadliwie zielonych kostiumów, adresowaną już bezpośrednio do sekretarki komendanta. Jednak pomyślał o pierwszych RODZINNYCH wakacjach, jakie obiecał Marioli i Małej, o racie za nowe auto i o polisie edukacyjnej córki. Potem przypomniał sobie, czego uczyła go Spacja, jeszcze jako instruktorka sztuk walki w grupie RICOH, gdy tłumaczyła obolałemu Kadyszkowi, skąd bierze się śmiertelna skuteczność jej techniki: nie należy odpowiadać na początkową fazę ataku tylko dać mu się rozwinąć, pozwolić, by napastnik włożył w swoją akcję jak najwięcej energii, którą można wykorzystać przeciwko niemu. Wtedy wystarczy małe, szybkie i eleganckie aiki-nage, by rozwiązać konflikt na swoją korzyść, pozostawiając przeciwnika w stanie ogłupienia i bez świadomości, co rzuciło nim o podłogę z taką energią… Stefan zrozumiał także, że jego przeciwnik odsłonił się, w dzikiej szarży zapominając o obronie: pomimo całego wystudiowanego przedstawienia i gróźb, nowy komendant zwyczajnie dostał gdzieś z góry polecenie znalezienia najlepszego psa do delikatnej, potencjalnie politycznie wybuchowej sprawy i pomimo całej osobistej niechęci nie znalazł nikogo lepszego, niż Kadyszek. A być może dostał nawet polecenie, ze MUSI wybrać Kadyszka do tej roboty?
- Dobrze, komendancie. Zgadzam się – odezwał się w końcu inspektor. - Ale mam kilka warunków: po pierwsze, muszę dostać wszystkie informacje, bez względu na to, jak delikatne są... Po drugie, do akcji zabieram jednego z moich ludzi, a pan zorganizuje zastępstwo za mnie i tego człowieka w naszym wydziale. Sam wskażę, kto ma nas zastąpić, żeby nam nikt roboty nie popsuł…
Komendant nagle wydał się bardziej sympatyczny. Wciąż głupi, ale mniej wredny.
- Dobrze, inspektorze, zgoda - szef policji sięgnął do szafki pod biurkiem i wyciągnął teczkę: nową, białą i znacznie cieńszą od tej, w której były akta personalne Kadyszka. - Dziewczyna nazywa się Olga Panas… To nazwisko matki. Jej ojciec jest… kimś ważnym i w tej chwili nie mogę panu podać, o kogo chodzi…
- Umawialiśmy się na WSZYSTKIE szczegóły, panie komendancie… - przerwał mu Kadyszek.
- Nie… Nie mogę, proszę mnie zrozumieć – ton głosu komendanta stał się wręcz błagalny. - Spróbuję uzyskać zgodę, ale w tej chwili nie mogę… Ale w teczce ma pan wszystkie pozostałe szczegóły. Dziewczyna miała konflikt z rodzicami, głównie z ojcem. Ona uważa się za artystkę, robi zdjęcia, pozuje… Podobno ma talent, obraca się w międzynarodowym towarzystwie, tacy sami artyści, lewactwo, jak mówiłem pedals… no, geje. W każdym razie modę fotografuję, to geje, nie? Tak słyszałem… No i zniknęła kilka tygodni temu, a ojciec dostał dziwne listy… Wszystko ma pan w teczce, ja teraz wyjdę na godzinę na drugie śniadanie, a pan może sobie przejrzeć wszystko u mnie w gabinecie. Może pan robić notatki, ale teczki nie wolno panu wynieść z tego pokoju… - komendant zawahał się przez chwilę. - Widziecie, inspektorze… Ja to bym tam zrobił nalot, przycisnął kolesi, na wydobywczy posłał i wszystko wyjaśnił, jak za starych dobrych czasów… Ale to ludzie ustosunkowani w świecie, w mediach i narobią gnoju… Dlatego był pomysł, żebyście tam wniknęli inko… no, pod przykrywką. Wy nawet podobno zdjęcia umiecie robić?
- Mam takie hobby…
- No, widzicie, jak się dobrze składa! – rozradowany komendant wyciągnął dłoń. Kadyszek udał, że nie zauważył tego gestu i pochylił się nad teczką.
Gdy szef policji wyszedł, Stefan przeczytał dwukrotne wszystkie dokumenty z białej teczki. Za pierwszym razem tylko zaznaczał sobie fragmenty na poszczególnych kartkach, czytając drugi raz – robił notatki w notesie. Gdy skończył, schował notes, uporządkował karty w teczce, którą zamknął i zawiązał, odkładając na biurko. Gdy chwilę później wrócił komendant, inspektor pożegnał się szybko, informując, że od jutra przystępuje do akcji. Gdy tylko wyszedł z budynku Komendy Głównej, skierował się do najbliższej kawiarni. Zamówił filiżankę mocnego naparu i sięgnął po komórkę. Wybrał numer i poczekał chwilę na zgłoszenie się rozmówcy.
- Keller, słucham...
- Halo, Robert? Tu Stefan. Mam dla ciebie dwie wiadomości, obie złe, jedną radę – dobrą, oraz prośbę, osobistą…
- Jezu, Stefan, mów jak człowiek. Co tam chciał od ciebie nasz wspólny nowy szef?
- No to jest ta pierwsza zła wiadomość. Nie mogę ci powiedzieć, oficjalnie…
- A nieoficjalnie?
- Nieoficjalnie to rozmawiamy przez telefon…
- Oj, aż tak? Rozumiem… A nie masz ochoty na piwo wieczorkiem po pracy? Byśmy sobie pogadali, zostawiwszy telefony w aucie...
- No właśnie, mam…
- Załatwione. A jaka jest ta druga zła wiadomość?
- Znikam z wydziału na parę dni, może dłużej…
- Chyba ocipiałeś, Stefan… Wiesz ile mamy roboty?!
- Wiem, dostaniesz zastępstwo. Wyszukam zdolnych chłopaków w innych komendach i ich oddeleguję do nas. Zawsze coś zrobią…
- Aż tyle możesz?! No koledzy nie polubią mnie za to, że im ludzi zabieram… Może jednak nie będzie tak źle…
- Będzie źle, bo zabieram ze sobą Spację…
- k***… de…
- Sorry, Robert, muszę.
- No dobra – komisarz Keller nie był szczęśliwy, ale ufał przyjacielowi, że ten wie, co robi. - A o co chcesz prosić?
- Skontaktuj się z panną O’Bleblak jakimś bezpiecznym, prywatnym kanałem…
- A jak się skontaktuję?
- To zapytaj, czy jej oferta pracy jest nadal aktualna…
W słuchawce zapadła na kilka sekund cisza.
- Jest aż tak źle? - zapytał w końcu Keller.
- Opowiem przy piwie… - odparł Kadyszek.
- No dobra. Została nam jeszcze rada dla mnie… Jak brzmi?
Teraz Kadyszek milczał przez chwilę.
- Zapytaj pannę O’Bleblak, czy nie potrzebują dwóch do roboty…

CDN
 

Zbynio  Dołączył: 07.05.2007
Cytuj
 

plwk  Dołączył: 21.04.2006
Cytuj
:-B :mrgreen:
 

powalos  Dołączył: 20.04.2006
Cytuj
Ooo ! Wróciło. Super ! :-B :-D
 

DiMarco  Dołączył: 24.01.2012
Cytuj
Nareszcie :mrgreen: Apas :-B :-B :-B
 

Jakaranda  Dołączyła: 28.05.2013
Cytuj
Świetnie :mrgreen: , to czekam na CDN.
 

spacja  Dołączyła: 15.03.2011
Cytuj
Cytat
Będzie źle, bo zabieram ze sobą Spację

Hurrraa!! :evilsmile: :evilsmile: :evilsmile:
 

TM_Mich  Dołączył: 08.09.2009
Cytuj
Apas, tego to mi właśnie brakowało. Dzięki!!!
 

spacja  Dołączyła: 15.03.2011
Cytuj
Cytat
wyglądał na lekko wzmożonego intelektualnie

:-B :-B :-B
 

Gwiazdor  Dołączył: 05.03.2007
Cytuj
Świetnie, tak jak poprzednie części przyjemnie się czyta. :-D :-B

Pozwolę sobie tylko lekko po marudzić:
Apas napisał/a:
i opadł dzieżko na fotel
Apas napisał/a:
- Widziecie, inspektorze… Ja to bym tam zrobił nalot,

To oczywiste literówki
Apas napisał/a:
- Skontaktuj się z panną O’Bleblak jakimś bezpiecznym, prywatnym kanałem…
- A jak się skontaktuję?
- To zapytaj, czy jej oferta pracy jest nadal aktualna…
Powinno być chyba "kiedy", bo zmienia sens wypowiedzi.
 
radek_m  Dołączył: 21.11.2007
Cytuj
Miodnie się zapowiada. Kiedy następny odcinek

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach