arekzg  Dołączył: 30.09.2015
Cytuj
Cudów nie ma. Trzeba mniej spożywać, niż zużywać.
Aktywność fizyczna pomaga, ale ile km trzeba przebiec, żeby spalić np. 4 kromki chleba, 2 pączki, czy 5 ziemniaków i kotleta? Dla większości łatwiejsze, a więc i skuteczniejsze jest ograniczanie pochłoniętych kalorii. Ruch pomaga, bo pozwala zachować szybszą przemianę materii, a to w przyszłości ułatwia utrzymanie już zrzuconej wagi.
To walka z instynktem. Jesteśmy zaprogramowani na obżeranie się i tuczenie. Tak po prostu wyewoluowaliśmy (trudne słowo).

Ja jak się odchudzałem, to z głodem walczyłem częstym jedzeniem. Czyli rano po 6, potem po 7 i dalej co jakieś 2 godziny. Ostatni posiłek o 17, może 18.
O 6 ryby, potem warzywa, na obiad zupka z warzywami i odrobinka rybki, czy kurczaczka, jajko, ale naprawdę malutko.
Co jadłem. Głównie kapustę i to, co z kapusty powstało, czyli kapusta biała, kiszona, czerwona, brokuły, kalafior, brukselka, kalarepa, oraz sałata, pora, seler, rzodkiewka, rzodkiew biała i czarna, pomidory, papryka, ogórki, pieczarki.
Całkowicie odstawiłem węglowodany, czyli pieczywo, zboża, ziemniaki, słodycze itp. owoce i alkohol też.
Tłuszcze też.
Dużo wody i częste saunowanie, to pomaga organizmowi pozbywać się tego syfu, co mamy w tłuszczu, który spalamy. Z sauną lepiej nie przesadzać i nie chodzić częściej, jak co 2 dni.

 

pszczołowaty  Dołączył: 07.12.2009
Cytuj
I trzeba dużo po górach chodzić ;-)
 

plwk  Dołączył: 21.04.2006
Cytuj
Tak, tak, tak :-B :-B :-B
 

komtur  Dołączył: 04.06.2008
Cytuj
arekzg napisał/a:
Aktywność fizyczna pomaga, ale ile km trzeba przebiec, żeby spalić np. 4 kromki chleba, 2 pączki, czy 5 ziemniaków i kotleta?

Tak nie ma sensu tego przeliczać. Czasem widuję teksty w rodzaju "ile trzeba przejechać, żeby 'spalił się' zjedzony pączek". To nie taka prosta zależność. To raczej, tak jak piszesz dalej - wysiłek fizyczny bardzo dobrze reguluje i "uczy" organizm w ogóle sensownego zużycia energii. Dlatego, oprócz (również) sensownego odżywiana, trzeba się ruszać. Jak to miał napisane na kurtce pewien widziany przeze mnie zawodnik - "Trzeba napier...lać!" :mrgreen:

 
arekzg  Dołączył: 30.09.2015
Cytuj
komtur napisał/a:

Tak nie ma sensu tego przeliczać. Czasem widuję teksty w rodzaju "ile trzeba przejechać, żeby 'spalił się' zjedzony pączek". To nie taka prosta zależność.


W rzeczywistości spala się więcej, niż tylko podczas wysiłku. Przyspieszona przemiana materii potrafi utrzymywać się przez wiele godzin po wysiłku, nawet do następnego dnia.
Inna sprawa, jaki rodzaj wysiłku jest najkorzystniejszy. Kiedyś uważało się, że tzw. ciągły. Kilka lat temu okazało się, że dobrze działa krótki, intensywny, gdyż sama regeneracja pochłania energię. Nie wiem, na czym to aktualnie stanęło, ale chyba na interwałowych, intensywnych wysiłkach.

Łatwiej jednak zmniejszyć spożycie o np. 1500 niż zwiększyć zużycie o 1500 kcal.
 

komtur  Dołączył: 04.06.2008
Cytuj
arekzg napisał/a:
Nie wiem, na czym to aktualnie stanęło, ale chyba na interwałowych, intensywnych wysiłkach.

Dokładnie tak. Ale można też łagodniej. Bo interwały, szczególnie intensywne, nie są dla każdego. ;-)
 
KasiaMagda  Dołączyła: 08.05.2016
Cytuj
Hermes, naszła mnie faza na odchudzanie, bo to zaczął być już problem. Kiedyś nie ograniczałam się w jedzeniu zwłaszcza w kaloriach i jak trzeba było to trochę stresu, trochę wysiłku i wszystko było w normie. Teraz ograniczam się, mam wysiłek, a brzuszki rosną coraz większe. Do tej pory się akceptowałam, ale nie dobrze mi z tym.

Kazio, Twój przykład działa. Co rozumiesz pisząc „cukry” czy tylko słodkości czy węglowodany czyli makarony, kasza, jasne pieczywo itd. Prawdopodobnie będę musiała zrobić takie cięcie cukrów, tym bardziej że sporo tego jem, jak teraz o tym myślę.

Szpachel, badałam hormony: tarczycę i estrogeny są w normie. Ale czuję, że coś jest nie tak i jeśli eliminacja cukrów nie pomoże, to idę do dietetyka. Ja jak jestem głodna, to żadne uniki mi nie pomogą, muszę zjeść i to nie korzonki tylko, to co lubię i to co mi się chce aktualnie.

Jarkar, tak jak piszesz: nie kontroluję żarcia + hormony.

Obleblak, sama nie jestem w stanie tak zbilansować jedzenia i kalorii i tego się trzymać. Muszę iść do dietetyka po taką rozpiskę. Wiesz u mnie jest tak, że po jedzeniu na parze, ryżu, twarożku jestem głodna i muszę zjeść coś porządnego, coś co mnie nasyci. Używam dużo ziół i przypraw ale chyba za mało w stosunku do ilości smażonego i słodkiego.

Plwk, wiem, wiem, tu o dziwo nie mam problemu, nie jestem podjadaczem;)

Komtur, Potraff, dzięki. Po przeczytaniu stwierdzam: jem niewłaściwie. Same tłuszcze i węglowodany, bo po jarzynkach jestem głodna, rozdrażniona, zła aż dopadnę schabowego albo jakieś ciacho i świat widzę od razu przez różowe okulary. No i tu dochodzi problem zajadania jakiś potrzeb.

Co do wysiłku, to mam go w nadmiarze. Rano codziennie spacer z psem ok. 3-4 km ale pot ze mnie się nie leje, bez wysiłku. Potem praca fizyczna w dość dużym tempie, kiedyś dawała odchudzanie teraz już nie.
Tak czytając i odpowiadając na posty dochodzę do jednego wniosku, że idę do lekarza-dietetyka, sama tu nie dam rady.

pszczołowaty, jak najbardziej się z Tobą zgadzam, tym razem :mrgreen:

 

krzychu1979  Dołączył: 17.09.2011
Cytuj
Ja na dietę wskakuje raz na parę lat. Niestety ja jestem leniwy i brak mi wytrwałości w tym co robię, więc uderzam mocno i skutecznie.
Dieta ketogeniczna jest moim asem w rękawie. Zaje.....e skuteczna, nie trzeba się głodzić bo brak węglowodanów w diecie sprawia, że nie odczuwamy ataków głodu.
Ma tylko jeden minus - łatwo przesadzić. Mój rekord to 12kg w 6 tyg (90->78), oczywiście w połączeniu z hardcorowym planem treningowym.
 

potraff  Dołączył: 22.05.2016
Cytuj
KasiaMagda jest jeszcze jedna sprawa. Z wiekiem coraz więcej odkłada nasz organizm, dlatego pewnie kiedyś nie było problemem spalić Ci te kalorie, a teraz już się nie da. Niestety...
Co do uczucia głodu. W pierwszym miesiącu diety byłem cholernie głodny. Po każdym posiłku. Ja np jadłem 4 kromki białego pieczywa, to te trzy, ba w pierwszym miesiącu miałem na śniadanie czasem 2 kromki razowego pieczywa, to dla mnie była masakra. Ale organizm się przyzwyczaja. Teraz jak bym zjadł 4 kromki, to bym się czuł przejedzony.
Ja zrezygnowałem z dietetyka, bo przy mojej pracy (fizyczna) nie za bardzo później mi już to dawało efekty. No i ja strasznie wybredny jestem. Coraz mniej rzeczy mi pasowało :mrgreen: .
Co ciekawe, ta pani dietetyk miała wagę, która mierzyła złe tłuszcze i wiek metaboliczny mojego organizmu. Wtedy przy pierwszej wizycie miałem 35 lat, a ten wiek met. 38. Po pierwszym miesiącu już wiek metaboliczny miałem 29. A na serio czułem się dużo lepiej.
 

kazio  Dołączył: 31.10.2011
Cytuj
KasiaMagda napisał/a:
Co rozumiesz pisząc „cukry” czy tylko słodkości czy węglowodany


Mam na myśli przede wszystkim cukry a węglowodany również, ale nie przesadzam. Moja rzecz zaczęła się od naderwania ścięgna w kolanie. Lekarze serwowali mi silne leki przeciwbólowe, które tylko uśmierzały ból, lecz problem pozostawał. Przypadkiem trafiłem do chińskiego lekarza, który gdy tylko na mnie spojrzał, powiedział chińską polszczyzną: "wyrzucić leki na ból, nie jeść cukier, nie żreć dużo, schudnąć, jeść dużo tłuste, dużo wieprzowina, dużo warzywa, ja dać ci zioła, przyjść za 3 miesiące i powiedzieć co jest". Ja posłuchać i zastosować się. Po 3 miesiącach ja być chudy i nie wiedzieć co to ból kolana aż do teraz. :lol:
Odkąd zaprzestałem spożywać cukier (chociaż urodzinowego tortu sobie nie odmówię - w małych ilościach nic nie jest szkodliwe), ograniczać do minimum pieczywo, jeść wielkie ilości warzyw, ziół, owoców, ryb (coś na wzór kuchni śródziemnomorskiej) nic mnie nie boli, czuję się bardzo dobrze, badania okresowe w pracy przechodzę śpiewająco, bez żadnych cholesterolów i innych wynalazków.
Od tego czasu wierzę medycynie chińskiej, która od tysięcy lat oparta jest na ziołach, niż naszej "chemicznej" w której raz po raz wybuchają jakieś afery lekowe. Ponadto wydaje mi się, iż nasz organizm ewolucyjnie przystosowany jest do ziół, warzyw, itp. niż do chemicznej tabletki.
 
jarkar  Dołączył: 23.01.2013
Cytuj
Wiele tu osób z różnymi lub podobnymi doświadczeniami. Mam nadzieję, że każdy zdaje sobie sprawę z faktu o indywidualnym podejściu do organizmu, trybu życia, kondycji fizycznej, stanu zdrowia, wieku, psychiki, etc.

Nie ma więc jednego złotego przepisu i trzeba się nauczyć swojego organizmu, sprawdzić na co i w jaki sposób reaguje. Nigdy nie byłem u dietetyka, dużo czasu poświęciłem na zdobycie wiedzy co się dzieje w organiźmie po zjedzeniu określonego makroskładnika (polecam poczytać, słowa klucze: węglowodany, insulina), wymuszeniu aktywności fizycznej itd.
Potem przeprosiłem się z matematyką i wagą kuchenną, zacząłem ważyć, notować, liczyć, wyciągać wnioski. Aby zaoszczędzić czas napisałem sobie kawałek kodu, który sam mi to wszystko zaczął liczyć (wystarczyło podać ile czego zjadłem oraz ile i jaki trening zorobiłem danego dnia).

Do tego trzeba dorzucić motywację i wtedy zaczyna działać...

Redukcja masy bez kontrolowania makroskładników i wysiłku fizycznego nie ma najmniejszego sensu - nie warto orać sobie psychiki.

1. Kup 2 wagi (łazienkową i kuchenną)
2. Zaopatrz się w tabele kcal produktów spożywczych
3. Uwzględniając swój wiek, płeć, masę ciała i dobową aktywność fiyczną, oblicz dzienne zapotrzebowanie KCAL, następnie obetnij sobie ~300-400kcal i staraj się nie zjadać więcej w ciągu doby (ddobrze też ustalić sobie stałe pory na posiłek - organizm się uczy i jest głodny tylko w określonych godzinach)
4. Zacznij unikać gotowych dań i wysoko przetworzonej żywności, zacznij przygotowywać posiłki (waż i notuj składniki, z kótrych gotujesz)
5. Włącz dodatkową aktywność fizyczną (godzinny spacer z psem to tylko! ~172 spalone kcal)
6. Raz, max 2 razy w tygodniu wejdź na wagę - spadki będą Cię skutecznie motywować do dalszej walki.
7. PRO TIP :) - "cheat meal" - nagradzaj się za osiągnięte małe sukcesy - raz w tygodniu pozwól sobie na coś słodkiego w jednym z posiłków. Najfajniejsze jest nie liczenie kcal w wybranym dniu (ale bez przeginania!) - bez wyrzutów sumienia. Dodatkowa wartość dodana takiego zabiegu to zresetowanie organizmu, który przyzwyczaił się do pewnych restrykcji. Mózg dostaje sygnał, że żarcia jest FULL i nie musi oszczędzać, ale zanim się połapie Ty już następnego dnia jesteś na ujemnym bilansie.
8. Pij wodę, odrzuć zupełnie słodzone napoje, zminimalizuj ilość cukru - tak, tego używanego do słodzenia oraz tego co nazywamy pieczywem.

Tyle ode mnie na początek.

Jeśli przez miesiąc, dwa wytrwasz w postanowieniach i nowych nawykach, zauważysz różnicę - dalej można pobawić się w żonglerkę ilością makroskładników, rotację węglowodanową, trochę utrudnić sobie dietę indeksem glikemicznym, itd.

[ Dodano: 2018-01-26, 10:09 ]
Cytat
Szpachel, badałam hormony: tarczycę i estrogeny są w normie. Ale czuję, że coś jest nie tak i jeśli eliminacja cukrów nie pomoże, to idę do dietetyka. Ja jak jestem głodna, to żadne uniki mi nie pomogą, muszę zjeść i to nie korzonki tylko, to co lubię i to co mi się chce aktualnie.


Pominęliśmy jeszcze 1 aspekt... może dziewczyna jest po prostu w ciąży?
 

szpajchel  Dołączył: 20.04.2006
Cytuj
jarkar napisał/a:
Pominęliśmy jeszcze 1 aspekt... może dziewczyna jest po prostu w ciąży?

Właśnie do tych uwag dotyczących seksu chciałem dodać, iż karmienie piersią ponoć skutecznie wyszczupla kobiety. No cóż, mnie po ciąży sporo przybyło. Pewnie dlatego, że nie karmiłem piersią. Teraz mały mi mówi: zostawiłem resztę dla ciebie. Albo: coś ci powiem na ucho, schyl się. Duży brzuszek tatusia! - To ze świnki Peppy.
 

Iza  Dołączyła: 01.10.2007
Cytuj
efke napisał/a:
Posiłki należy spożywać w odstępach 3-4 godzinnych. Ani mniej , ani więcej.
Hmmm, to nie jest takie proste. Przy niektórych zaburzeniach hormonalnych lub metabolicznych nie są zalecane tak częste posiłki. Takimi prostymi regułami można niektórym osobom zaszkodzić.
 

efke  Dołączyła: 05.06.2014
Cytuj
Iza napisał/a:
efke napisał/a:
Posiłki należy spożywać w odstępach 3-4 godzinnych. Ani mniej , ani więcej.
Hmmm, to nie jest takie proste. Przy niektórych zaburzeniach hormonalnych lub metabolicznych nie są zalecane tak częste posiłki. Takimi prostymi regułami można niektórym osobom zaszkodzić.


Zgadza się, ale odpisałam do
KasiaMagda napisał/a:
badałam hormony: tarczycę i estrogeny są w normie.
 
KasiaMagda  Dołączyła: 08.05.2016
Cytuj
Potraff, to mnie pocieszyłeś, w sumie ja, to wszystko wiem, że źle się odżywiam, że wiek i spalanie już nie te, co kiedyś no i, że można przejść ten próg nawyków żywieniowych, w sumie wypracowanych przez wiele lat. Kwestia tylko motywacji i przetrzymania tego głodu. Wiem, że to możliwe, bo już kilka razy w życiu próbowałam, pamiętam jak wyeliminowałam cukier i zamieniałam go na miód, to po pewnym czasie na cukier nie mogłam patrzeć. Niestety po jakimś czasie wróciła „powtórka z rozrywki”. Dla mnie jedzenie tego, co mi smakuje, a nie koniecznie jest zdrowe wiąże się z poczuciem szczęścia, no i jak mam stres, to sięgam po to „szczęście”. Teraz sobie, to wszystko uświadamiam.
Znalazłam już dietetyka z badaniami i etapami i chcę spróbować, skonfrontować się, z tym na jakiś czas.

Kazio, świetna historia ;) Medycyna chińska – spotkałam się, jestem na: tak. Zioła jak najbardziej. No i nie chcę się powtarzać, ale, to mi tylko pokazuje, że zmiana w mojej kuchni powinna nastąpić. No i ten umiar, a nie koniecznie całkowita rezygnacja.

Jarkar, to jest oczywiste, że każdy jest inny i ja wielokrotnie już podchodziłam w życiu do tego tematu. Nie ma jednej recepty dla wszystkich, choć powtarzają się pewne zasady (węglowodany, tłuszcze, wysiłek, ilość posiłków itd.) Czytam posty i dostosowuje wskazówki do siebie, zaczynam oceniać swoje odżywianie np. w pracy muszę coś pić i zamiast wody, która mi nie smakuje, zaczęłam kupować codziennie cole. Zaczęło się niewinnie kilka razy, teraz stało się to nawykiem, mimo, że do tej pory nigdy nie sięgałam po napoje gazowane na szprycowane barwnikami i chemią. Takich „kwiatków” jest więcej i muszę to zweryfikować, to nie dzieje się z dnia na dzień.
To samo z liczeniem kalorii, tabelką, wagą, tego nie zrobię, to jest Twój wypracowany sposób dla Ciebie. Ja potrzebuję żeby ktoś mi to obliczył, na początek ułożył jadłospis. Co do samego rodzaju jedzenia o jakim piszesz, to tak, jak najbardziej się zgadzam.
Motywacja jest kluczowa dlatego założyłam ten wątek, nie żeby sobie popisać ale żeby znaleźć swój sposób na odżywianie dla siebie na dłużej. Z tą ciążą, to chyba żart. ;)

Iza dokładnie. Ilość posiłków jest ważna ale według mnie powinien być, to element całościowej diety dla danej osoby.

Dziękuję Wszystkim, sporo sobie uświadomiłam. Czas pokaże co będzie dalej. Jeśli będą osiągnięcia, to nie omieszkam się pochwalić :).

 

szpajchel  Dołączył: 20.04.2006
Cytuj
KasiaMagda, u mnie podjadanie wynika ze zwalczania senności - w nocy, gdy pracuję przy komputerze albo gdy prowadzę samochód. W sumie czasem udaje mi się to zastąpić warzywami, ale organizm nie jest głupi i domaga się szybko przyswajalnego cukru. U mnie z colą podobnie - parę razy już mówiłem znajomym, że odstawiam gnojówkę. Nieskutecznie, ale teraz staram się ograniczyć mocno, ale nie w stylu już nigdy, przenigdy. Teraz mam taki plan, eliminacji/ mocnego ograniczenia (bo czasem nie ma wyjścia, jakaś sytuacja awaryjna):
-cola;
-ser żółty w ilości powyżej jednego plastra na dzień;
-konserwy, kiełbasy, kabanoski i szynka ze sklepu (nawet te chude, bo mają zazwyczaj dużo soli i fosforanów);
-czipsy, żelki, przemysłowe ciastka, czekolada powyżej 1-2 kostek dziennie (gorzka).
Wystarczy, bo poza tym, to ja raczej zdrowo się odżywiam. Najbardziej muszę znowu przebudować źródło białka i tłuszczu. Wiem jak to zrobić, potrafię to zrobić, ale jakoś ostatnio tego nie robiłem. I pewnie w tym leży mój problem.
 

0bleblak  Dołączyła: 15.06.2011
Cytuj
KasiaMagda napisał/a:
Obleblak, sama nie jestem w stanie tak zbilansować jedzenia i kalorii i tego się trzymać. Muszę iść do dietetyka po taką rozpiskę. Wiesz u mnie jest tak, że po jedzeniu na parze, ryżu, twarożku jestem głodna i muszę zjeść coś porządnego, coś co mnie nasyci. Używam dużo ziół i przypraw ale chyba za mało w stosunku do ilości smażonego i słodkiego.

To się robi raczej orientacyjnie, nie sprawdzasz w kółko tabel i nie męczysz kalkulatora. Z ciekawości policz sobie ile kalorii mniej więcej ma twój całodzienny posiłek, zajmie ci to może ok. 5 min. Czy zmieścisz się w przedziale 1500-2000, czy go przekraczasz ? Jeśli przekraczasz, to trzeba coś z tym zrobić, chyba że każdego dnia masz duży wysiłek fizyczny. Wiadomo, że jak rano pojesz chleba ze smalcem, to zjesz lekki obiad i kolację, itp. Trzeba zejść z kopca ziemniaczków, nie robić dokładek, nie podjadać batoników i paluszków, w nadmiarze, itd. Jak jesz 3 posiłki dziennie, to podziel to samo na te 5 części, to powinno być proste, a od czegoś trzeba zacząć. Jeść powinno się często, ale w znacznie mniejszych ilościach. Poza tym regularność i brak pośpiechu. I silna wola. Na początku będzie ciągnęło i będziesz chodzić głodna, bo tak przyzwyczaiłaś organizm. Jeśli dostanie tylko to, czego mu racjonalnie potrzeba, to jeśli jesteś zdrowa, po jakimś czasie się to unormuje. Jak chcesz czuć sytość po posiłku, to dostarczaj sobie zawsze jakieś jedzonko, które zawiera błonnik, np.
Wszystkie metody cud są przede wszystkim krótkotrwałe. O ile jest efekt, to w momencie stosowania metody. Przerywasz, tyjesz, czasem bardziej niż przed.
Zakładam, że jesteś zdrowa. To co proponuję, to nie jest dieta, tylko normalne odżywianie, takie jak nam fizjologia nasza umożliwia. Jeśli coś ci jest, a będziesz sobie sama jakieś metody dostosowywać, to możesz sobie właśnie rozregulować przemianę materii, o ile nie wyskoczy jeszcze coś innego.

 
KasiaMagda  Dołączyła: 08.05.2016
Cytuj
0bleblak, dzięki. Spróbuję sobie przeliczyć te kalorie, tak jak piszesz. Niby jestem zdrowa ale jak pisałam tempo przemiany materii już nie te co kiedyś. Diety "cud" wiem, że żadnych cudów nie ma, także raczej, to jest oczywiste.

szpajchel, u mnie jest jeszcze tak, że czasem stoję w markecie przed półkami i zastanawiam się co kupić do jedzenia, od wszystkiego mnie odrzuca, bo jest przetworzone, strasznie słone, zakonserwowane. Zrobiłabym sobie jajecznicę ale jajka dla mnie mają dziwny smak i kolor, wędlin w ogóle nie kupuje, bo błyszczą kolorami tęczy, ewentualnie jakiś pasztet i w końcu na kolacje mam bułkę z masłem i żółtym serem i ten żółty ser na okrągło.
Ze słodyczy, to muszę wyeliminować batoniki, wydaje mi się, że taki batonik, to pikuś, a jak jest codziennie, to już nie pikuś, ciastka, lody..oj będę musiała trochę się przestawić ale od czasu do czasu nagródka będzie :)
 

szpajchel  Dołączył: 20.04.2006
Cytuj
Ja teraz wracam do domowego wytwarzania mięsa do kanapek: schab/szynka/karczek gotowane w ziołach; to samo, ale pieczone; pierś z kurczaka na parze; filet z indyka duszony lub pieczony albo jakieś chude mięso w słoiku. Niby jest z tym trochę zachodu, ale potem te ze sklepu, hm... smakują obrzydliwie. Ja i tak zakupy spożywcze robię teraz dwa razy dłużej niż dawniej, bo czytam wszystkie etykiety. Na szczęście niektórzy producenci też zwąchali koniunkturę i produkują część żywności o prostym składzie.
 
KasiaMagda  Dołączyła: 08.05.2016
Cytuj
szpajchel napisał/a:
Ja teraz wracam do domowego wytwarzania mięsa do kanapek


Dzięki za podpowiedź :).

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach