mr.ra66it  Dołączył: 03.09.2011
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
– Kolejny trop – pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
- Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
- Zielony, zielony, zielony...
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie
 

bakulik  Dołączył: 20.04.2013
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
– Kolejny trop – pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony...
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca.
 

mr.ra66it  Dołączył: 03.09.2011
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
– Kolejny trop – pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony...
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4
 

bakulik  Dołączył: 20.04.2013
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
– Kolejny trop – pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem,
 

mr.ra66it  Dołączył: 03.09.2011
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
– Kolejny trop – pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe.
 

bakulik  Dołączył: 20.04.2013
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu
 

plwk  Dołączył: 21.04.2006
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu a tymczasem w Supraślu
 

mr.ra66it  Dołączył: 03.09.2011
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu a tymczasem w Supraślu dzwony biją na
 

PiotrR  Dołączył: 03.05.2006
Cytuj
Nieczytany post Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce
 

bakulik  Dołączył: 20.04.2013
Cytuj
Nieczytany post Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity.
 

mr.ra66it  Dołączył: 03.09.2011
Cytuj
Nieczytany post Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.
 

bakulik  Dołączył: 20.04.2013
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu
 
RPM  Dołączył: 28.07.2010
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu Ziemi rój gumofilców
 

PiotrR  Dołączył: 03.05.2006
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu Ziemi rój gumofilców, strąciwszy jedenaście satelitów
 

mr.ra66it  Dołączył: 03.09.2011
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu Ziemi rój gumofilców, strąciwszy jedenaście satelitów celował w Oczko
 

zipzip  Dołączył: 06.01.2010
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu Ziemi rój gumofilców, strąciwszy jedenaście satelitów celował w Oczko wodne niejakiej żaby.
 

mr.ra66it  Dołączył: 03.09.2011
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu Ziemi rój gumofilców, strąciwszy jedenaście satelitów celował w Oczko wodne niejakiej żaby. Czy wstążki wystarczą
 
radek_m  Dołączył: 21.11.2007
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu Ziemi rój gumofilców, strąciwszy jedenaście satelitów celował w Oczko wodne niejakiej żaby. Czy wstążki wystarczą, zamiast siatki, do wyłapania
 

PiotrR  Dołączył: 03.05.2006
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu Ziemi rój gumofilców, strąciwszy jedenaście satelitów celował w Oczko wodne niejakiej żaby. Czy wstążki wystarczą, zamiast siatki, do wyłapania kauczukowych naruszycieli regulaminu
 

mr.ra66it  Dołączył: 03.09.2011
Cytuj
Dawno, dawno, temu… Za siedmioma górami, w mrocznej krainie, gdzie panowała wilgoć i bezustannie padał deszcz, rósł mroczny las, na skraju którego nagle coś drgnęło. No i trzasło. Strach sparaliżował małą mysz, która właśnie czyściła swoje wąsiki. Wstrzymała oddech, gdy z mroku wydobyło się coś wielkiego o intensywnym zapachu kilkukrotnie przetrawionego alkoholu. „Beknęło” dość głośno.
„Pentaksjanin” pomyślała mysz.
„Biała mysz” pomyślał i zataczając się, zaczął szukać gumofilca.
– A masz – wycedził przez pożółkłe zęby.

***

Nadinspektor obudził się z ciężkim bólem głowy.
– Wody!… Wody! – wyjęczał.
Po białej myszy nie było śladu, podobnie jak po piwie w butelkach, które gromadnie zalegały w całej izbie.
– Trzeba by je może wymienić na pełne. Jak mnie łeb boli. – Znowu zasnął.

***

Trajektoria lotu gumofilca spowodowała jego powrót; czyżby on australijski? Przecież „Stomil” napisane, pewnikiem jakaś licencyjna. Choć guma sparciała, uderzenie było na tyle silne i precyzyjne, że sztuczna szczęka myszy wyskoczyła i wgryzła się w zdalny wyzwalacz.
Zszokowana mysz zaczęła bredzić coś o krzywej kolorów matrycy, gdy biel błysku wyzwolonej znienacka lampy zmieszała się z wrzaskiem oślepionego pentaksjanina. „PTT-L” dumnie pomyślała, uciekając czym prędzej. „Chyba będzie burza” zadumał się głęboko, a Pentaxsjanka zniknęła. Trzeba znaleźć nową…
– Zapomniałam co – powiedziała zajęta ogryzaniem paluszka Filipinki, który wypadł z pełnej klatki.
Klatka (chwilowo niepełna) zaczęła nieznośnie szumieć. Myszką targnęły torsje, co przerwało posiłek i tak wątpliwej jakości – wywoływacz RO9 musiał być stuletni… Albo źle przechowywany… Wyglądał jak ciemne piwsko. Gdyby rozjaśnić nieco, mógłby posłużyć do uszlachetnienia destylatu gajowego. Tylko jak to zrobić. Gajowy mieszka przed siedmioma górami na terenach zamieszkiwanych przez nikoniarzy. Dlatego do wyprawy konieczne będzie zaangażowanie specjalnej grupy bojowej P.A.S.T. oraz Diehardów Analogowych.
Był jeszcze jeden szkopuł – diehardzi od czasu wprowadzenia pełnej klatki nie musieli iść spać po dobranocce. Gdy zabrakło dobranocki, przestali wychodzić z ciemni. Stało się jasne, że znowu będzie trzeba stworzyć nową przynętę na dieharda. Powinna zawierać szkło napełnione zielonym płynem o właściwościach utrwalających stan błogiej wesołości. Zielone szkło z winem porzeczkowym zachęcało do tańców i swawoli, skoków nad oponą, switfoci z kowadłem oraz kąpieli w beczce z deszczówką. Tak czy inaczej nie obejdzie się bez podwędzenia zielonego barwnika – znajdował się w kryjówce myszy. Naturalne podwędzanie zostało zastąpione nowoczesnym zamiennikiem.
O szóstej rano pentaksjanin odzyskał wzrok.
– Trzeba wymyślić plan – rzekł, opanowując drgawki. Ale głowa pracowała jak SAFOX VIII w ciemnej piwnicy. Sytuacji nie poprawiała dobiegająca zza okna melodia marsza żałobnego zbuntowanych pentaxian. Tymczasem nasz bohater wyjął żółty ser, ulubiony przysmak białej myszy i nie tylko. Naraz stado wygłodniałych i bezlitosnych karakanów wyczuło smakowity kąsek. Na szczęście prusakolep z gumofilca „Stomil” okazał się skuteczny.
Mysz czuła, że pętla wokół niej coraz bardziej zaczyna wonieć. To żółty ser pokrył się fioletowym kolorem od stempla i zielonym kobiercem pleśni przeniesionej wprost z soczewki obiektywu z gwiazdką. Odłożywszy pleśniaka, sięgnęła po zestaw dekontaminacyjny kupiony od radzieckiego dezertera za bimber.
– Nabor dlya… – próbowała odczytać pisaną cyrylicą, jak zwykle niezrozumiałą dla młodego pokolenia, instrukcję. – K.... Kto czyta? – I rzuciła hasztag #нихуя не понимаю.
Zaćwierkało: „на бесптичье”; zajrzała do Wikipedii. Wyświetliły się chińskie znaczki i komputer zaczął wydawać dziwne dźwięki, wydzielać siwy dym. „No tak, Huawei” – pomyślała, wyciągając wtyczkę.

***

Kierownik zmiany elektrowni z nieukrywanym przerażeniem odebrał alert głównego inżyniera zmiany. Normy zmieniały ISO od soboty, ale teraz napięcie w sieci nie wystarczało, by zasilić ogrodzenie poligonu doświadczalnego wojsk genetycznych, gdzie testowano właśnie metody rozmnażania tulipanów. Tulipany były przykrywką pracy nad biodegradowalnym korpusem nowej lustrzanki mającej postawić na głowie świat. Niestety jak zwykle efekty były inne niż w Excelu, a na dodatek ból stopy Prezia przekreślił innowacyjność projektu. Projekt samopowracającego gumofilca, zrecenzowany przez optyczne.pl po czym zmiażdżony transgenicznym geniuszem redaktora oraz szyderczymi komentarzami, począł nieubłaganie dryfować na mielizny niebytu. Guma nie uchroni delikatnej tkanki przed postrzałem w stopę. Stop gumy i filcu, dzięki wiedzy pokoleń, zadziała jak kamizelka nikonoodporna full-frame size zdolna wytrzymać canonadę oraz pchnięcie bagnetem. Uszczelka od weka zaciśnięta wokół kostki – tajna broń Richocha. Nogawka nie wkręci karty w korex…

***

– Komandorze Spock, dosyć tych kreskówek. O!… Świeci się kontrolka alarmu!
– To logiczne – odrzekł. – Trafiono nas gumofilcem.
Tysiące gumofilców uwolnionych po eksplozji kontenera przemierzało stratosferę z prędkością warpową. Kilka wykonywało nieprzewidywalne manewry przypominające ruchy paluszka Filipinki.
– Panie Data, osłony! ND8 i polaroid! – krzyknęła ze złością wyrwana z narkotycznego delirium najnowsza inkarnacja Lady Gagi w czerwonej sukience. – Musimy rozmyć rzeczywistość starą mydlącą stałką i wypuścić osłonę bąbelkową. Bąbelki robią ostatnio silikonowe, trzeba uważać – eksplodują przy przeciążeniach w wysokich ISO, wzmacniając składową luminacji.
Nikt nie rozumiał technicznego bełkotu interlokutorów. Wybuch bąbelków wstrząsnął statkiem niczym biustem Sandry w trakcie przejazdu przez śpiącego na szosie menela. Wytrącony z kursu statek zaczął nagle podążać w stronę głównej Bazy Ricoha. Garaż Pentaksa, położony między składem elektrośmieci a skupem butelek ze szkła optycznego, majaczył w oddali. Nawigator nie zdążył domknąć przysłony i mocny strumień światła z lampy fotoradaru oślepił pilotującego statek. Przywrócenie obrazu okazało się niemożliwe, gdyż przestało działać wi-fi.
– Jaka piękna katastrofa – brzmiały ostatnie słowa rozbawionej „Lady Gagi”.
Statek uderzył prosto w garaż Pentaksa i wystrzelił go na orbitę okołoziemską.

***

Pozbawiona komputera mysz, zasilana paluszkami AAA, obserwowała to wszystko na uchylnym wyświetlaczu snopowiązałki górnoprzepustowej Pentaxa.
– Szlag trafił roadmapę kolonoskopów i rozrzutników – zasromała się, wzdychając i cichutko pochlipując. – No nic, ruszam po analogową klamerkę, by zatkać nos przed rozkładającym się serem.
Ruszając, potknęła się o zielone szkło z napisem WR. Nie utrzymała równowagi psychicznej.
Znaleziono ją rozbitą na podłodze. Nie reagowała na coaching. Poziomica w ogóle nie dawała rady. Tylko reset defibratora dawał jakąś dziwną reakcję kończyn. Nie pomagało włączenie mocy pełnej klatki papużek nierozłączek.
Hałas i kłapanie nasilały objawy u Pentaksjanina. Sięgnął do kieszeni – była dziurawa. Fiolka z niebieskimi witaminami V na szczęście została w szufladzie. Gdyby został teraz sam na sam ze swymi myślami, niechybnie spłodziłby potwora. A zielony barwnik ciągle tkwił w mysiej norce.
„Dosięgnę go kolonoskopem” pomyślał. Otworzył plecak, z którego wyskoczył chłopek Pentaxa.
– Waidodayo! - zabrzmiał donośnie okrzyk znany wszystkim diehardom. Chłopek wskazywał na starusieńkiego, siwego K1000 z podłączoną rurą A 400. Tak wyśmienity instrument gładko potwierdził, że barwnik jest gdzie jest. Do uchwycenia był na pewno, ale czymś nieco dłuższym.
– Gdzie ja podziałem długi, cętkowany, kręty...
– Długi trzeba pospłacać – głos niespodziewanego gościa zabrzmiał złowieszczo. Nadinspektor Kadyszek wyłonił się z ciemności niczym szum z RAWa.
Pentaxjanin oniemiał; zapomniał już, że lata temu kupił na raty cyfrową puszkę z prawie zerowym przebiegiem i przestał ją spłacać.
– Mogę przymknąć na to przysłonę, ale coś za coś. Szukamy zielonej butelki z różowym proszkiem. Na zakrętce jest znaczek z pentagonem i napisem ASAHI Magia Zielonej Gwiazdki.
Brak prądu nie ułatwiał poruszania się po zagraconej ciemni Penksjanina. Nadinspektor wdepnął w kuwetę z zawartością bynajmniej nie fotograficzną.
– Kotek, kot, sierściuch je..ny – przecisnęło się przez zmurszałe zęby, gdy kocimiętka ze żwirkiem i materią organiczną skalała sandał Kadyszka.
Coś zasyczało i wbiło ostre pazury, jadowicie zielone ślepia mignęły niebezpiecznie blisko palców u lewej nogi Nadinspektora.
– Provia, zostaw pana – warknął niewyraźnie Pentaksjanin.
Provia miękko wskoczyła na matrycę w koreksie.
– Dobrze, wywołam cię, zanim zioła nie dotrą z Roztocza.
„Kolejny trop” pomyślał Kadyszek, wycierając bosą stopę o nogawkę postrzępionych spodni.
– A może nawet strzelę ci odbitkę techniką gumy dwuchromianowej.
– A pozwolenie ma? Z pieczątką admina, koniecznie zieloną i na formularzu w różowym kolorze. Plus zaświadczenie o niebanalności i prawidłowym naświetleniu oraz zrównoważeniu tonalnym i właściwym balansie bieli?
– To czarny kot.
– Nocą wszystkie koty są czarne – machinalnie wtrąciła biała mysz.
– Pytał cię ktoś o zaginioną butelkę?
Kolejne głosy dołączały.
– Zielony, zielony, zielony…
Inspektor chwycił się pomysłu na dotarcie silnika swojego Zaporożca. W końcu V4, zasilone zielonym specyfikiem, lepsze niż wunderwaffe!
– My tu gadu-gadu, a tymczasem w Supraślu dzwony biją na alarm, bo gumofilce masowo wracają z orbity. Garaż Pentaxa też.

***

Po 77-krotnym okrążeniu Ziemi rój gumofilców, strąciwszy jedenaście satelitów celował w Oczko wodne niejakiej żaby. Czy wstążki wystarczą, zamiast siatki, do wyłapania kauczukowych naruszycieli regulaminu? Czy Oczko przetrwa

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach