Obiektyw to Riconar 2,2/55mm z bagnetem K, manualny.
Zrobiłem nim kilkaset fotek i zawsze działał bez zarzutu (również w P30T) aż pewnego dnia
po założeniu go do puszki i zrobieniu kilku fotek, okazało się, że fotki wyszły nieostre
i mało kontrastowe.
Na matówce wszystko było OK, potwierdzenie ostrości również było. Skąd więc takie numery ?
Pierwsza myśl taka, że obiektyw to już "zimny trup nieboszczyk" bo swoje lata i przebieg ma.
Dalej zdjęcia robiłem innym obiektywem i wyszły dobrze, więc puszka jest w porządku.
Jednak w domu założyłem znów "nieboszczyka" dla upewnienia się, że padł....i okazało
się, że pracuje znakomicie jak dawniej.
Tu już zgłupiałem doszczętnie i dlatego pytam Was: czy można źle założyć obiektyw ?
Czy na działanie obiektywu może mieć wpływ fakt, że raz zakładany był z przymkniętą
przysłoną, a innym razem z całkowicie otwartą ?
Jakie inne przyczyny mogą mieć wpływ na takie dziwne zachowanie się szkła ?
Oddać drania do konserwacji pomimo tego, że jest czysty i chodzi bez luzów, czy też focić nim dalej nie przejmując się jego chwilową słabością ?
K-m + AF200SA + podstawowe szkiełka + małe muzeum w szafie