M.W  Dołączył: 20.08.2008
[fotografowie] Najbardziej znienawidzone zdjęcie na świecie
Cytat

Piss Christ by Serrano_Andres, 1987

Ta fotografia ma już 25 lat, a emocje wokół niej jeszcze nie opadły. Gdziekolwiek gości, ktoś próbuje ją zniszczyć. Ostatni taki przypadek odnotowano w zeszłym roku. Dlaczego wywołuje takie reakcje?

Zostało wykonane w 1987 roku przez amerykańskiego fotografika, Andresa Serrano. Fotografia o wymiarach około 152×101 centymetrów przedstawia mały wykonany z plastiku krucyfiks zanurzony w szklance z żółtawą cieczą. Wszystko byłoby w porządku, być może ktoś zwróciłby uwagę na piękną kolorystykę fotografii, uchwycenie bąbelków, gdyby nie sam Serrano, który podgrzał atmosferę. Ogłosił on bowiem publicznie, że płyn, w którym zanurzony jest krzyż, to jego własny mocz. Stąd pochodzi także tytuł fotografii - "Piss Christ" [sikający Chrystus].


http://andresserrano.org/

Serrano swoimi słowami rozpętał istną burzę. Oskarżano go o bluźnierstwo oraz nadużywanie wolności słowa. Artysta, który wychowywał się w konserwatywnej katolickiej rodzinie, starał się nie interpretować swojej pracy. Przyznał jednak, że jego celem nie była obraza religii. Swoją fotografią chciał ukazać skomercjalizowanie i obniżenie wartości wizerunku Chrystusa. "Piss Christ" jest więc jakby odbiciem dzisiejszej kultury, w której zanika świętość. Jego wypowiedź nie powstrzymała jednak fali krytyki. Najgorsze miało dopiero nadejść.

W 1989 roku dwóch senatorów USA - Al D'Amato i Jesse Helms oskarżyło Serrano o to, że otrzymał on 15 tysięcy dolarów grantu za swoją pracę. Problem w tym, że pieniądze pochodziły od fundacji zajmującej się sztuką, opłacanej z podatków. Nietrudno się dziwić, że nawet jeśli kwota nie była znowu tak wysoka, wzbudziła kontrowersje. Serrano stracił pieniądze i, co najgorsze, znalazł się pod ostrzałem krytyki. Otrzymywał setki e-maili, w których nawet grożono mu śmiercią.

"Piss Christ" odwiedzał jednak kolejne galerie na całym świecie, gdzie wciąż wywoływał skrajne emocje. Najwięcej takich przypadków miało miejsce podczas wystawy w galerii sztuki w australijskiej Victorii w 1997 roku. W sprawie usunięcia dzieła interweniował sam arcybiskup. Organizatorzy wystawy dostawali listy z pogróżkami. W końcu przeciwnikom udało się dopiąć celu. Dwóch nastolatków przy pomocy młotków zniszczyło pracę. Jednak fotografię można wydrukować drugi raz, więc zdjęciu tak naprawdę nic się nie stało.




Photograph of crucifix submerged in urine attacked in French gallery after weeks of protests.

Drugi raz pracę zniszczono w kwietniu 2011 roku w Avignonie we Francji. Atak był dziełem grupki chrześcijan uzbrojonych w młotki, kilofy i farbę. Akt spotkał się z krytyką ministra kultury, Frédérica Mitterranda, który wyraził swój sprzeciw wobec tego wybryku. Stwierdził: "Jestem zszokowany, że ktokolwiek może wejść do muzeum, napaść na straże i zniszczyć dzieło sztuki".

Co ciekawe, kontrowersyjna praca trafiła również do Polski. Wystawiono ją w Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim w Warszawie w 1994 roku. Jednak widzowie nie mogli podziwiać jej w pełni. Fotografia została ocenzurowana, ponieważ obrażała uczucia religijne ówczesnego dyrektora Centrum.

Opluwanie religijnych symboli nikogo już zbytnio nie szokuje, dlatego też praca znalazła spore grono obrońców, którzy nawoływali i wciąż nawołują do artystycznej, nie ideologicznej, analizy "dzieła" Serrano. Krytyk sztuki, Lucy R. Lippard uznała, że praca "Piss Christ" prezentuje bardzo wysoki poziom artystyczny, jest piękna i tajemnicza. Przyznała także, że niewielkich rozmiarów krucyfiks wydaje się monumentalny, "optycznie powiększony w głęboko różowym świetle, które jest jednocześnie złowrogie i wspaniałe".


http://www.youtube.com/watch?v=L9pAKdkJh-Y

Co ciekawe, pozytywną opinię o pracy wyraziła także zakonnica, siostra Wendy Beckett. Siostra Wendy stała się znana w latach 90-tych, dzięki serii filmów dokumentalnych na temat historii sztuki, wyprodukowanej przez stację BBC. Stwierdziła, że fotografia nie ma przecież wydźwięku obrazoburczego. Ukazuje po prostu sytuację Chrystusa i religii w dzisiejszym społeczeństwie.

Co na to wszystko Serrano? Wielu ludzi uważa, że jest on zafascynowany wiarą katolicką. Bo też często do niej sięga. Nie przejmuje się krytyką i tworzy zdjęcia. W 1994 roku przygotował następną kontrowersyjną pracę - fotografie osób leżących w kostnicy, zmarłych w wypadku czy wskutek choroby. Wykonał także portrety członków Ku Klux Klanu, a także księży w obrazoburczych pozach.

Jak widać, Serrano nic nie robi sobie z gróźb i szokuje do dzisiaj. Dla wielu jest świetnym przykładem "artysty" ciemiężonego przez katolików, dla innych doskonałym przykładem upadku sztuki współczesnej, która w pogoni za sensacją, nie waha się przed łamaniem największych nawet tabu. Z jednym małym zastrzeżeniem - nie "opłaca się" krytykować judaizmu i islamu. Zarówno muzułmanie jak i starozakonni "źle znoszą" próby "naigrywania się" z ich religii - dlatego artyści boją się krytykować islam i judaizm. Protesty środowisk katolickich są z reguły wyśmiewane. Tych zaś, którzy odważą się grozić sądem, obrońcy sztuki nazywają "ciemnogrodem".

Obrońcy artystów, prowadząc swoją walkę o "wolność sztuki", rzadko kiedy zdają sobie sprawę z tego, iż są częścią doskonale opracowanego biznesplanu. Jest bowiem całe mnóstwo artystów, którzy wiedzą, iż krytyka Kościoła Katolickiego jest czymś bezpiecznym, opłacalnym i pożądanym.

Bo nic tak świetnie się nie sprzedaje jak sikanie na krzyż.
http://niewiarygodne.pl/k...,wiadomosc.html
 

technik219  Dołączył: 25.01.2009
Chciałbym trochę poszerzyć informacje na temat powstania pracy "Piss Christ". Otóż można jej tytuł przetłumaczyć również jako "Chrystus w urynie'' (albo Chrystus w szcz...ch - jak kto woli). Fotografia ta powstała podczas licznych sesji Serrano w kostnicach i salach sekcyjnych, bo autor zbierał materiały do cyklu "The Morque" (Kostnica). Według samego autora nie jest inscenizowana ani zaaranżowana. Przedstawia krzyżyk rzucony niedbale gdzieś na obrzeżu stołu sekcyjnego w kałuży... wiadomo czego. Kto widział taki stół i (jeszcze lepiej) kto widział przebieg sekcji, ten przyzna, że tak mogło być - przypadkowo, bez zastanowienia czyjegokolwiek, krzyżyk mógł być tak porzucony. Według interpretacji samego autora, zdjęcie to nie jest jakąkolwiek kpiną z religii, żadną próbą profanacji przedmiotu kultu, żadną herezją itp. Jest to gorzki wyrzut, gorzka refleksja na temat ludzkiego życia i śmierci.
W czym więc problem? Problem mają ci, którzy nie są w stanie zdobyć się na jakąkolwiek głębszą refleksję na tematy poruszane przez Serrano i jego fotografie odbierają dosłownie. To coś jak z Rushdi'm i jego "Szatańskimi wersetami". Jak zauważył M.W., znalazła się pewna zakonnica, która nie dopatrzyła się bluźnierstwa w tej fotografii. To nie są fotografie "dla każdego".

[ Dodano: 2013-02-14, 21:59 ]
M.W. - czy podzielasz opinię zawartą w ostatnich dwu akapitach swojego postu, czy tylko przytoczyłeś cały artykuł. Po prostu, chciałbym wiedzieć...
 

Penteusz  Dołączył: 27.03.2012
Czy wystarczy wrzucić krzyżyk do uryny, aby ogłosić to sztuką?
Cała ta historia nie miałaby żadnego znaczenia, gdyby nie to, co w tej urynie pływa.
A to zupełnie inna płaszczyzna i moim zdaniem rozważanie nad tym zjawiskiem w kategoriach artystycznych jest nieporozumieniem.
Zbyt często w dzisiejszych czasach poszukiwanie nowych środków wyrażania sztuki prowadzi na manowce. Najchętniej korzysta się z drogi, która prowadzi do skandalu.
A samo zdjęcie, jak to zdjęcie. Niczym specjalnie się nie wyróżnia.
 

tatsuo_ki  Dołączył: 01.03.2009
dżizas ludzie. zastanówcie się chociaż przez chwilę. przecież to nie Chrystus jest w tych szczochach... tam jest plastikowe przedstawienie krzyża i Chrystusa na nim... figura, abstrakt za którym stoi bardzo wiele...
skandal. prowokacja. no żesz, a od czego innego jest sztuka, jak nie od tego, żeby prowokować, żeby kondensować myśli, wzbudzać pytania i poruszać, targać widzem?
ok. lubisz impresjonistyczne kwiatki i emocjonalne bezpieczeństwo, jakie przynosi ich oglądanie, chwała Tobie za to. ale odżegnywanie od czci i wiary każdego, kto takiemu podejściu nie hołduje, to zwyczajne ograniczenie intelektualne. moim zdaniem oczywiście.
jakoś nie słyszę, żeby ktokolwiek wołał skandal!, gdy kolejny polityk wyciera gębę Bogiem i Kościołem, wykorzystuje do doraźnych celów politycznych. no ale na artystę można pluć, niszczyć jego pracę i nawet nie próbować zrozumieć, no przecież obraza!!!
i jeszcze te teksty o manowcach... przykłady proszę, przykłady jak to zbyt często... jaki to jest odsetek ogółu i jaki odsetek jest akceptowalny...
albo to:
Cytat
A to zupełnie inna płaszczyzna i moim zdaniem rozważanie nad tym zjawiskiem w kategoriach artystycznych jest nieporozumieniem.

no to w jakich kategoriach to rozważać? sztuka wynika bezpośrednio z filozofii, a w jakich innych okolicznościach odnosić się do tego, jak nie przez pryzmat filozofii?
sztuka, wbrew mniemaniu niektórych, nigdy nie służyła tylko do tego, żeby upiększać i uprzyjemniać życie, kategorie artystyczne w żadnym razie nie są tożsame z kategoriami estetycznymi... poczytajcie sobie Antygonę ze zrozumieniem... tam to są dopiero dylematy moralne i obraza uczuć religijnych... no ale tak... żeby to zrozumieć, trzeba być świadomym jakie wtedy obowiązywały zwyczaje i standardy etyczne...

Cytat
A samo zdjęcie, jak to zdjęcie. Niczym specjalnie się nie wyróżnia.

a to to już w ogóle... jakby o książce powiedzieć, że się okładka niczym nie wyróżnia...

i jakby były wątpliwości, to nie chodzi mi tylko o to, co w tym wątku zostało powiedziane, ale też w paru innych ostatnio poruszanych. na temat sztuki itd., które w miarę śledziłem, ale dopiero teraz przelała się czara goryczy...
dlatego też specjalnie podałem cytaty bez podawania autora.
 

Penteusz  Dołączył: 27.03.2012
Cytat
jakby były wątpliwości, to nie chodzi mi tylko o to, co w tym wątku zostało powiedziane, ale też w paru innych ostatnio poruszanych. na temat sztuki itd., które w miarę śledziłem, ale dopiero teraz przelała się czara goryczy...


Chyba poniosły Cię zbytnio emocje.
Swoboda wypowiedzi w dyskusji jest niezaprzeczalnym prawem, a reguły jej stosowania są od dawna doskonale znane.
Można się zgadzać, lub nie. Ale żeby zaraz i czara i gorycz, która się przelała...
Przesada.
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Penteusz napisał/a:
Czy wystarczy wrzucić krzyżyk do uryny, aby ogłosić to sztuką?
Cała ta historia nie miałaby żadnego znaczenia, gdyby nie to, co w tej urynie pływa.
A to zupełnie inna płaszczyzna i moim zdaniem rozważanie nad tym zjawiskiem w kategoriach artystycznych jest nieporozumieniem.


Pojechałeś po bandzie!
Dla wielu starożytnych Rzymian prezentowanie w kategoriach sztuki wizerunku skazanca na krzyżu byłoby przynajmniej niesmaczne. Moze z tego powodu wcześni chrześcijanie posługiwali się wizerunkiem ryby. A dziś? Wizerunek ukrzyzowanego skazańca nie tylko jest kanonem sztuki ale wręcz przedmiotem kultu chronionym prawem...
Dla średniowiecznych elit społecznych kamienny wizerunek gołej baby był nie tylko zaprzeczeniem sztuki jakiejkolwiek, ale wręcz efektem działania Zlego. Problem w tym, że w starożytej Grecji był to ZWYKŁY element wyztroju wnętrza - a czasem, w przypadku wizerunku bogiń, wręcz przedmiot kultu. Dziś natomiast ow zwykły element wystroju wnętrz może byc bezcennym artefaktem kulturowym...
Przykłady mozna by mnozyć. Co JEST sztuka a co nia nie jest zależy od bardzo wielu czynnikow, z których najważniejszym bodaj jest kontekst kulturowy. Ze studentami dyskutujemy to godzinami i konkluzja zawsze jest taka sama - nie ma ostrych definicji. To zaś, co ty sugerujesz to zwykły kołtun - czemu wrzuciwszy złotą monetę z godłem USA do szczyn i fotografując to mogę definiować swe działania jako manifest artystyczny (i to w wielu płaszczyznach, wielu znaczeniach), zaś to samo z tandetnym plastikowym krzyżykiem to juz jest coś z zupełnie innej, nieartystycznej kategorii?
Nie trzeba sztuki lubić, nie trzeba jej akceptować, ale jej granice leżą dużo dalej, niż w kościelnej kruchcie...
Penteusz napisał/a:

Zbyt często w dzisiejszych czasach poszukiwanie nowych środków wyrażania sztuki prowadzi na manowce. Najchętniej korzysta się z drogi, która prowadzi do skandalu.
A samo zdjęcie, jak to zdjęcie. Niczym specjalnie się nie wyróżnia.


Sztuka ZAWSZE takimi emocjami operowała. Skandalista był Mozart, skandalista w swoich czasach był Leonardo. Picasso, Dali...
A stwierdzenie o sztuce "sprowadzonej na manowce" śmierdzi mi socrealem, bardzo...
 

Penteusz  Dołączył: 27.03.2012
Czy my w ogóle rozmawiamy o sztuce?
Czym jest wobec tego sztuka? Kto wyznacza kierunek - czy twórca przez swoje dzieła, czy ten, kto publikuje recenzje tych dzieł?


Mamy tu na uwadze konkretny przypadek. Rozsławiony dzięki prowokacji.
Czy na gruncie sztuki? Na to pytanie nietrudno odpowiedzieć, śledząc reakcje i środowiska, z których owe reakcje wyszły.
Ponieważ, jak słusznie zauważasz, trudno jest określić zakres pojęcia "sztuka", to nasuwa się tym samym problem w określeniu pewnych granic.
Niektórzy z wielkim uporem trwają przy zdaniu, że żadnych granic nie ma i są gotowi rzucić się do gardeł tym, którzy tę dość specyficzną "wolność" kwestionują, niezależnie czy w kategoriach moralnych, czy w końcu estetycznych. Powstaje cały łańcuszek nierozstrzygniętych zagadnień, jak na przykład takie, czy sztuka jako element kultury powinna być moralna. Zdania podzielone, ale obrońcy całkowitej "wolności" nie pozostawiają na swych adwersarzach suchej nitki, w przypływie dobrej woli nazywając ich co najwyżej kołtunami.
Siła rażenia takich sądów w dużej mierze zależna jest od pozycji karcącego. Z tym, że świat słyszał już niejedną bzdurę, głoszoną chociażby z wysokości uniwersyteckiej katedry. Przykłady można by mnożyć.
Piszesz, że najważniejszym czynnikiem kształtującym sztukę jest kontekst kulturowy. I przytaczasz zmiany, jakie w tym zakresie dokonywały się na przestrzeni dziejów. To oczywista prawda i nie wiem, czemu sprowadzasz ten element jako argument w tej dyskusji. Ma on przeczyć czemu?
Swoją drogą dobrze, że o tym wspominasz, bo na kanwie interesującego nas przypadku możemy zadać następne pytanie: co się wobec tego dzieje z naszą kulturą? Czy ona odpowiada naszemu zapotrzebowaniu na sztukę? Czy tzw. prowokacje artystyczne są po to, by dokonać rewolucji w estetyce, czy - jak śpiewał G.Ciechowski - ta piosenka jest śpiewana dla mamony?
Piszesz o jakimś "wieloznaczeniowym" manifeście artystycznym.
Pojemne jest to bardzo, tak bardzo, że praktycznie do takiego wora można wrzucić wszystko. I jest spokój. Jest sztuka. A ci, którzy się na tym nie znają mogą spadać, bo nigdy zrozumienia prawdziwej sztuki nie zaznają. I tu właściwie kończy się dyskusja. Na placu boju pozostawiają oświeceni i kołtuny. A batalia nie ma szans się zakończyć.
I nie skończy się ten pseudointelektualny bełkot z jednej strony i pukanie się w głowę drugiej.

Na koniec poruszyłeś mnie owymi skandalistami. Przytoczyłeś takie nazwiska, jak Mozart, da Vinci, Picasso, Dali.
W zasadzie niepotrzebnie pisałem to, co powyżej. Jeśli Ty świadomie sięgasz do tego typu analogii i porównań (przypominam, o kim tu rozprawiamy), to ja wymiękam. I obyś nie używał tego argumentu w jakimś bardziej wyrobionym towarzystwie.

Dla przypomnienia: dzieła tych panów obroniły się same - znają i podziwiają je miliony, niezbyt liczni wiedzą o skandalach.


Jeszcze jedno. Piszesz "A stwierdzenie o sztuce "sprowadzonej na manowce" śmierdzi mi socrealem, bardzo..."


Mnie raczej zalatuje rynsztokiem. Wybacz, ale obiektywnie jestem chyba bliżej prawdy.
 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Penteusz napisał/a:
Czy my w ogóle rozmawiamy o sztuce?
Czym jest wobec tego sztuka? Kto wyznacza kierunek - czy twórca przez swoje dzieła, czy ten, kto publikuje recenzje tych dzieł?


Centralny wyznaczacz kierunku?
A na poważnie - czemu oczekujesz, że ktoś lub coś wyznaczy kierunek?

Penteusz napisał/a:

Mamy tu na uwadze konkretny przypadek. Rozsławiony dzięki prowokacji.
Czy na gruncie sztuki? Na to pytanie nietrudno odpowiedzieć, śledząc reakcje i środowiska, z których owe reakcje wyszły.


A czym to się różni od działań Warhola? Podkowińskiego? Wielu innych? To, że dziś "Szał uniesień" nie szokuje nie oznacza, że nie był prowokacją w chwili malowania i pierwszej prezentacji... Zamierzoną, wycelowaną, obserwowaną przez pryzmat reakcji określonego środowiska... To też były KONKRETNE przypadki. Czymś takim była w architekturze wieża Eiffla - dziś klasyk, symbol miasta. A w czasie budowy?

Penteusz napisał/a:

Ponieważ, jak słusznie zauważasz, trudno jest określić zakres pojęcia "sztuka", to nasuwa się tym samym problem w określeniu pewnych granic.
Niektórzy z wielkim uporem trwają przy zdaniu, że żadnych granic nie ma i są gotowi rzucić się do gardeł tym, którzy tę dość specyficzną "wolność" kwestionują, niezależnie czy w kategoriach moralnych, czy w końcu estetycznych. Powstaje cały łańcuszek nierozstrzygniętych zagadnień, jak na przykład takie, czy sztuka jako element kultury powinna być moralna. Zdania podzielone, ale obrońcy całkowitej "wolności" nie pozostawiają na swych adwersarzach suchej nitki, w przypływie dobrej woli nazywając ich co najwyżej kołtunami.


Problem polega na tym, że coś, co dal ciebie będzie niedpouszczalnym przekroczeniem granicy, dla mnie - akceptowalną formą tworczej ekspresji. Albo vice VERSACHE ;-)
Problem z wyznaczaniem granic jest taki, ze ZAWSZE dla kogoś są ona akuratne, dla kogoś innego - zbyt ciasne. A jeszcz kto inny powie, że śrubę trza by jeszcze dokręcić...
Jako cywilizacja pełzniemy do przodu, bo ktoś zawsze i wszędzie przekracza wyznaczone granice: w nauce, w sztuce, w dyskusji społecznej, w biznesie. Przykro mi to pisać, ale historia uczy, że konserwatyści wszelkiej maści ZAWSZE sie mylą... Wcześniej czy później.

Penteusz napisał/a:

Siła rażenia takich sądów w dużej mierze zależna jest od pozycji karcącego. Z tym, że świat słyszał już niejedną bzdurę, głoszoną chociażby z wysokości uniwersyteckiej katedry. Przykłady można by mnożyć.


Świat też widział już niejedną nieprzekraczalna granicę, której przekroczenie miało oznaczać koniec cywilizacji, kultury, świata. Swego czasu taką granicą były prawa wyborcze dla kobiet, na przyklad. Moja żona dziś glosuje i bywa wybierana w różnych wyborach a ja dyskomfortu w związkku z tym nie odczuwam, swiat trwa... Przyklady można mnożyć...

Penteusz napisał/a:

Piszesz, że najważniejszym czynnikiem kształtującym sztukę jest kontekst kulturowy. I przytaczasz zmiany, jakie w tym zakresie dokonywały się na przestrzeni dziejów. To oczywista prawda i nie wiem, czemu sprowadzasz ten element jako argument w tej dyskusji. Ma on przeczyć czemu?


Z faktu, że jakiś argument jest oczywista prawdą nie wynika, że uzywająca go osoba nie ma prawa go użyć. Wynika raczej, że interlokutor tej osoby strzępi język pomimo oczywistych prawd ;-)
Bez urazy. Ale wyjaśnię - argument ten świadczy o tym, iż historycznie rzecz ujmując rzeczy szokujące lub odrzucane w jednej kulturowej 'rzeczywistości' stają się neutralne, akceptowalne lub poszukiwane w innej. Oraz to, że normą jest raczej wcześniejsz czy późiejsza akceptacja, niż trwanie w odrzuceniu...

Penteusz napisał/a:

Swoją drogą dobrze, że o tym wspominasz, bo na kanwie interesującego nas przypadku możemy zadać następne pytanie: co się wobec tego dzieje z naszą kulturą? Czy ona odpowiada naszemu zapotrzebowaniu na sztukę? Czy tzw. prowokacje artystyczne są po to, by dokonać rewolucji w estetyce, czy - jak śpiewał G.Ciechowski - ta piosenka jest śpiewana dla mamony?


Twojemu moze nie odpowiada, mojemu może odpowiada. Albo odwrotnie... Skoro pytasz - to jednak szukasz Centralnego Wyznaczacza, co?
Co do mamony zaś - sztuka od zarania powstawała dla mamony... Sądzisz, ze freski w Kaplicy Sykstynskiej to w ramach czynu społecznego zostały namalowane?

Penteusz napisał/a:

Piszesz o jakimś "wieloznaczeniowym" manifeście artystycznym.
Pojemne jest to bardzo, tak bardzo, że praktycznie do takiego wora można wrzucić wszystko. I jest spokój. Jest sztuka. A ci, którzy się na tym nie znają mogą spadać, bo nigdy zrozumienia prawdziwej sztuki nie zaznają. I tu właściwie kończy się dyskusja. Na placu boju pozostawiają oświeceni i kołtuny. A batalia nie ma szans się zakończyć.
I nie skończy się ten pseudointelektualny bełkot z jednej strony i pukanie się w głowę drugiej.


Piszesz oczywistości. Dziwię się jedynie, czemu - znając te przesłanki - z uporem maniaka starasz się wyciągnąć wniosek, ktory z nich nijak nie wynika? Na plus dla ciebie - nie jesteś jedyny...

Penteusz napisał/a:

Na koniec poruszyłeś mnie owymi skandalistami. Przytoczyłeś takie nazwiska, jak Mozart, da Vinci, Picasso, Dali.
W zasadzie niepotrzebnie pisałem to, co powyżej. Jeśli Ty świadomie sięgasz do tego typu analogii i porównań (przypominam, o kim tu rozprawiamy), to ja wymiękam. I obyś nie używał tego argumentu w jakimś bardziej wyrobionym towarzystwie.


A czemu mam w dyskusji omijać oczywiste argument wspierające moją tezę???!!!! Dyskusja nasza nie tyczy 'wartości artystycznej' dzieł Picassa w odniesieniu do 'Jezusa w urynie'. Nasza dyskusja dotyczy ZJAWISK KULTUROWYCH i w odniesieniu do nich użyłem argumentu, jakiego użyłem. Gdybyś mnie zapytał, czy wolałbym mieć w kolekcji oryginał Dalego czy wspomnianego Jezusa - odpowiedź była by zgodna z twymi oczekiwaniami. Ale moje odczucia estetyczne NIJAK się mają do mojego rozumienia fenomenu sztuki. Rozumiesz?


Penteusz napisał/a:

Dla przypomnienia: dzieła tych panów obroniły się same - znają i podziwiają je miliony, niezbyt liczni wiedzą o skandalach.


Dla przypomnienia - napisałeś to z bezpiecznego i wygodnego fotela twej wiedzy o przeszłości i jej skutkach. W dniach owych skandali mógłbyś być w gronie zgorszonych, jak mniemam...
Jest to o tyle głupia argumentacja, że ja z dzisiejszej perspektywy to nawet wiem, jak można było II wojnie światowej zapobiedz, albo kryzysowi 2008 roku... Problem polega na tym, że ocena post factum jest tak cholernie prosta...


Penteusz napisał/a:

Jeszcze jedno. Piszesz "A stwierdzenie o sztuce "sprowadzonej na manowce" śmierdzi mi socrealem, bardzo..."


Mnie raczej zalatuje rynsztokiem. Wybacz, ale obiektywnie jestem chyba bliżej prawdy.

To nie tak. 'Dzieło' o którym mowa nie ma tu nic do rzeczy - ja tez eststycznie oceniam je nisko. Chodzi mi jedna o to, że w socrealu - wybacz porownaie - też definiowano 'sztukę prawdziwą' i piętnowano tych, co zbłądzili na manowcach... Ale moze ty za młody jesteś, żeby to pamiętać...
 

Penteusz  Dołączył: 27.03.2012
Chętnie odpowiem później - teraz muszę zająć się innymi sprawami.
Na jedno zdążę odpowiedzieć: chodzę po tej ziemi już dobre ponad pół wieku. I to, co widzę zniechęca mnie raczej do "postępu" i umacnia jednak mój (jakby tego nie ujmować) konserwatyzm. Nie tyczy to jedynie sztuki.
 

technik219  Dołączył: 25.01.2009
Bardzo ciekawa dyskusja się wywiązała! Poważnie. M.W. trafił w dziesiątkę z tym zdjęciem. Nie spodziewam się jednak porozumienia końcowego i podpisania traktatu o nieagresji ;-) .
tatsuo_ki, dobrze napisane! :-B
 

tatsuo_ki  Dołączył: 01.03.2009
technik219, Apas też dobrze mówi ;-)
 

alekw  Dołączył: 27.09.2007

 

Apas  Dołączył: 26.01.2007
Penteusz napisał/a:
Chętnie odpowiem później - teraz muszę zająć się innymi sprawami.
Na jedno zdążę odpowiedzieć: chodzę po tej ziemi już dobre ponad pół wieku. I to, co widzę zniechęca mnie raczej do "postępu" i umacnia jednak mój (jakby tego nie ujmować) konserwatyzm. Nie tyczy to jedynie sztuki.


Zatem wędrujesz nieco dlużej, niz ja - ja do połowy wieku potrzebuje jeszcze kilku lat ;-)
Ale wyobraź sobie, że mnie z każdym mijającym rokieem wciaż dalej do konserwatyzmu. Chcialbym pchnąć ten cholerny świat na jakies nowe tory. Czasem nawet myslę, że trzzba nam rewolucji i że ona juz sie w zasadzie dzieje, tylko jest inna, niz wszystkie przed nią...
A sztuka? Wolna sztuka blądzi. Ale z tego błądzenia zawsze rodzi się coś pozytywnego. Rodzi sie też masa gniotow i papki, ale nie wyobrazam sobie, byśmy mogli sobie pozwolić na stwierdzenie - ok, tak jak jest jest dobrze i odtąd będziemy robic wszystko w ramach okreslonego paradygmatu. Ktoś juz pisal o końcu historii, nie? I historia pokazała, że się mylił...
Tak się nie da, bo chały, gniotow i papki i tak nie unikniemy, natomiast nie doczekamy sie niczego nowatorskiego. Nowego - tak, nowatorskiego - nie.

Pozostaje kwestia tzw. obrazy uczuć religijnych w konkretnym omawianym przypadku. OSOBIŚCIE odrzucam ten argument. Bo odrzucam ochrone przekonań religijnych na poziomie symboli. Chcialbym te przekonania chronić na poziomie WOLNOŚCI posiadania owych przekonan. To wystarczy. A symbole? Ja nie mam problemów z ich uzyciem jako materii do tworzenia sztuki... Czy zrobiłbym takie djecie? Nie. Ale robiłem zdjęcia z symbolami religijnymi, ktore ktoś tam uznał za obrazoburcze.
 

alekw  Dołączył: 27.09.2007
http://www.amazon.com/And...k/dp/3822835048

[ Dodano: 2013-02-15, 21:53 ]
Apas napisał/a:
Bo odrzucam ochrone przekonań religijnych na poziomie symboli. Chcialbym te przekonania chronić na poziomie WOLNOŚCI posiadania owych przekonan.


:-B :-B :-B :-B
 

BAN zamach  Dołączył: 21.10.2010
Ale k*** jaja :-P ,
polityka i religia zabronione na forum ,
a tu orgia :mrgreen: .
Pieknie qrwa pięknie, ale mnie to pasuje :-P .
cytat:
A stwierdzenie o sztuce "sprowadzonej na manowce" śmierdzi mi socrealem, bardzo.
Gdybyś wyjaśnił(do autora cytatu) co rozumiesz przez w/w zwrot w związku z tematem,
byłoby łatwiej wyartykułować swoje zdanie przeciwko Twojemu-na przykład :-P
 

jorge.martinez  Dołączył: 16.05.2007
zamach napisał/a:
Ale k*** jaja :-P ,
zamach napisał/a:
Pieknie qrwa pięknie
Hamuj.
 

alekw  Dołączył: 27.09.2007
zamach napisał/a:

A stwierdzenie o sztuce "sprowadzonej na manowce" śmierdzi mi socrealem, bardzo.


Tak apropos sprowadzania na manowce, lubie obraz Wojciecha Fangora:
 

BAN zamach  Dołączył: 21.10.2010
przepraszam,się zagalopowałem
 

nemo  Dołączył: 21.09.2007
zamach napisał/a:
Ale k*** jaja ,
polityka i religia zabronione na forum ,
a tu orgia .
Pieknie qrwa pięknie, ale mnie to pasuje .
cytat:
wulgaryzmy też są niedopuszczalne

[ Dodano: 2013-02-15, 22:13 ]
alekw napisał/a:
Tak apropos sprowadzania na manowce, lubie obraz Wojciecha Fangora:
boskie! Nie znałem tego :-)
 

romeoad  Dołączył: 02.11.2009
Nawiązując do użycia produktów pochodzenia ludzkiego do tworzenia sztuki:
'Self', Marc Quinn

Cytat
"Self" to rzeźba przedstawiająca głowę artysty stworzona z 4.5 litra jego własnej, zamrożonej krwi, pobranej w ciągu 5 miesięcy. W roku 2000 podczas wywiadu autor nadmienił: "Sądzę, że to wspaniała rzeźba. Jestem z niej naprawdę zadowolony. Myślę, że nieuniknionym jest posiadanie jednego dzieła, które skupi całą uwagę ludzi, co samo w sobie jest całkiem pożyteczne gdyż zwraca uwagę innych na tę pracę".

"Zamrożona chwila w systemie podtrzymującym życie", jak opisuje tę pracę Quinn, jest przechowywana w lodówce aby uzmysłowić widzowi ulotność istnienia. Artysta przygotowuje nową wersję "Self" co pięć lat, każda z nich odzwierciedla kolejne zmiany w wyglądzie Quinna.

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach