M.W  Dołączył: 20.08.2008
[fotografowie] WOJCIECH PLEWIŃSKI Cytuj
Cytat

http://www.bookoff.pl/pro...-Z-KULTURY.html


Leopold Tyrmand wyznał kiedyś Plewińskiemu, że okładka z Barbarą Hoff była pośrednią przyczyną jego małżeństwa z przyszłą projektantką mody. Oglądam zebrane w tym albumie zdjęcia ludzi sztuki. Wiele z nich pamiętam z pisma, które było kiedyś radością naszych niedziel, zdobyczą w kiosku Ruchu. „Poproszę »Przekrój” - mówiło się - »Politykę” i »Tygodnik Powszechny «”. Krakowski „Przekrój” wymyślony przez Mariana Eilego, przedwojennego dziennikarza „Wiadomości Literackich”, był w powojennej, ubogiej i kontrolowanej Polsce odpowiednikiem amerykańskich „Vanity Fair” i „New Yorkera”.


Mam jeszcze wyciętą ze starego numeru „legitymację czytelnika »Przekroju « nr 1”, uprawniającą do „odbycia jednorazowej wycieczki pieszej w Pieniny” (to taki żart dla czytelników). Na okładce pod zdjęciem pięknej dziewczyny był zawsze podpis: fot. Wojciech Plewiński. To nazwisko należy do kanonu przekrojowych postaci, obok Daniela Mroza, Ludwika Jerzego Kerna, Barbary Hoff, Lucjana Kydryńskiego, Zbigniewa Lengrena. Wszystkich ich można spotkać w tym albumie. Są w najlepszej formie - Ludwik Jerzy Kern zaśmiewa się z gazety, którą trzyma przed sobą.



Beata Tyszkiewicz ma 17 lat na okładkowym zdjęciu, za które siostry niepokalanki z Szymanowa zatrzymały ją w liceum na drugi rok. Była koleżanką Elżbiety Turowiczówny. Plewiński poznał ją, bo był skuzynowany z Turowiczami, mieszkał u nich w kamienicy na rogu Lenartowicza i Siemiradzkiego. Oglądając ten album, można iść śladem tych koligacji, przyjaźni, znajomości.

Mrożek był "kolegą mojego kuzyna". Jan Józef Szczepański "moim mentorem, nasze żony były kuzynkami". Z Zofią i Krzysztofem Komedami "mieszkaliśmy w Zakopanem we wspólnym pokoju. Krzysztof od rana postanowił ćwiczyć na saksofonie, złapałem aparat...". Polański i Wojciechowski w 1959 r., w trakcie "Pyjamas Party" podczas Jazz Camping na Kalatówkach tańczyli na stole przy śniadaniu. Z "Krysią Zachwatowicz znaliśmy się z nart". Z fotografikiem Zbigniewem Łagockim "łączyły nas wspólne zainteresowania: fotografia, sport, dziewczyny".

Ma się wrażenie, jakby cały ten kulturalny, inteligencki świat był ze sobą skoligacony, jakby wszyscy oni byli naszymi znajomymi. Takie poczucie wytwarzał "Przekrój". Ówczesne media, które kojarzą się dziś wyłącznie z jednokierunkową propagandą, miały z natury rzeczy skromniejszy zakres niż dzisiejsze. Było w nich miejsce na twórczość elitarną: w latach 60., co wydaje się niewiarygodne, telewizja nadała późnym wieczorem jeden lub dwa programy Piwnicy pod Baranami. Miejmy nadzieję, że nikt z tego powodu nie oskarży jej twórców o "wspieranie reżimu".

Świat nie był jeszcze globalną wioską. Nie było plotkarskich mediów ani kreowanej sztucznie prywatności. Nie było promocji, która tworzy gwiazdy. Czy Piotr Skrzynecki był gwiazdą? Czy była nią Kika Lelicińska z Piwnicy? To, co dziś jest grą przed kamerami, wtedy w większej mierze przebiegało "od człowieka do człowieka".

Gdyby wiedzę o życiu Plewińskiego czerpać wyłącznie z tego albumu, okazałoby się, że fotografik poruszał się głównie w obrębie kilku krakowskich ulic - w czworokącie między "Przekrojem", gdzie był zatrudniony, "Tygodnikiem Powszechnym" Turowicza, Piwnicą pod Baranami Skrzyneckiego i Teatrem Starym, tym z czasów Lidii Zamkow, Jarockiego, Swinarskiego, Wajdy.

Jego zdjęcia ze spektakli są szczytem fotograficznego kunsztu. Plewiński to nasz najwybitniejszy, obok Edwarda Hartwiga, fotografik teatru (choć równocześnie był fotografem mody, a także zwierząt). Chwytał spektakl w trakcie tworzenia, często zaznaczając obecność na scenie reżysera lub scenografa (np. Jerzego Skarżyńskiego, który przymierza Leszkowi Herdegenowi kostium szalonego Kaliguli ze sztuki Camusa). Czasem Plewiński sam reżyseruje scenę na użytek fotografii. Te zdjęcia są mądre, chwytają sens, mają głęboką perspektywę, akcja rozgrywa się na nich w wielu planach, ukazują teatr jako świat.

Na rutynowych fotosach teatralnych aktorzy zwykle stoją zastygli jak w gabinecie figur woskowych. Tu na odwrót: wydaje się, że scena za chwilę ruszy, że Śmierć z "Życia snem" wstanie z podłogi, że Bińczycki w "Fantazym" w reżyserii Swinarskiego będzie łapać na scenie żywą kurę. Na tych zdjęciach teatr jest jak życie, a życie jest rodzajem teatru. Na słynnym zdjęciu młody Mrożek stoi pośrodku krakowskiej uliczki z parasolem, z jedną nogą wysuniętą, jakby wypróbowywał grunt - wyobcowany, osobny. Na najnowszym zdjęciu w albumie, z 2010 r., postać Mrożka zamyka perspektywę ulicy. Plewińskiego stać na wyrafinowanie, ozdobność, ale i na wielką prostotę, niemal przezroczystość.

Wszystko razem tworzy ludzki pejzaż - różnorodny, bogaty, wspaniały, pełen uroku. Przyglądając się mu, pomyślałem o Nowym Jorku. Zdejmuję z półki album Richarda Avedona. Plewiński nie wymienia go wśród swoich mistrzów, ale analogia narzuca się sama. Avedon pracował dla "Vogue'a" i "New Yorkera". Był portrecistą artystów, od Warhola do Becketta, od Marilyn Monroe do Janis Joplin. Fotografował modę i nędzę, ofiary wojny wietnamskiej i protesty antywojenne, rozwalanie berlińskiego muru i kościotrupy z katakumb Palermo. Zawarł to wszystko w jednym monumentalnym albumie z lat 90. "Autobiografia".

Ze zdjęć Plewińskiego też dałoby się ułożyć obraz całości życia. Album "Szkice z kultury" nie ma jednak takich ambicji. Jego autor po prostu dzieli się z nami tym, co lubi, przedstawia ludzi, których poznał. Wśród nich są niezliczone i tak bardzo różne talenty, staczające swoją walkę ze światem. Mówi się czasem, że gdyby artyści tamtych czasów mieli "lepsze warunki" lub żyli gdzie indziej, osiągnęliby więcej. Nic bardziej fałszywego. Ta książka pozwala pojąć z oddalenia, jak bujny był ten mały krakowski światek lat 50., 60., 70.

Przeszłość, dziś tak często lekceważona, zamieniana w pogardliwy stereotyp, uśmiecha się do nas z tych zdjęć.

Wojciech Plewiński, "Szkice z kultury". Wyd. FOTO GRAF Maciej Plewiński

Źródło: Gazeta Wyborcza


fot. Wojciech Plewiński /'Krzysztof i Zofia Komedowie'

Wojciech Plewiński - Fotograf miesiąca/Styczeń 2012 - Szeroki Kadr
http://www.szerokikadr.pl...ciech_plewinski

...Inni są do gadania dużo lepsi. Ja wolę robić zdjęcia.
http://fototapeta.art.pl/2005/wpl.php
 

technik219  Dołączył: 25.01.2009
Cytuj
Wojciech Plewiński należy do tej zacnej starej szkoły fotoreportażu jaki pamiętamy ze starych Life'ów. Fotoreportażu bez zbędnych udziwnień, solidnego, niemal rzemieślniczego (w tym przypadku to komplement), a który pamiętało się jeszcze długo po zużyciu gazety na podpałkę. Pamiętam zdjęcia Plewińskiego z tamtych "Przekrojów" z lat 70-tych (matka miała teczkę w kiosku: Przekrój, Kulisy, Przyjaciółka i dla mnie Miś, potem Świerszczyk i później Świat Młodych). Przekrój był drukowany na podłym papierze, częściej trzeba się było domyślać co przedstawia zdjęcie niż było to widać. Jednak mimo to zwracały na siebie uwagę.
Inna ciekawa rzecz, że wielu ówczesnych fotoreporterów i fotografów jako swój wyuczony zawód podawało: architekt. W swoisty sposób wytłumaczył to Kossakowski: architekturę wybierali ludzie, którzy nie widzieli się na ASP ani tym bardziej na uczelniach technicznych, a mieli zacięcie artystyczne. Według Kossakowskiego wydział architektury nie obciążał umysłów ścisłą wiedzą techniczną, a większy nacisk kładł na sprawy artystyczne i przez to dawał schronienie tym wszystkim, którzy nie bardzo wiedzieli co w życiu robić, ale za to doskonale wiedzieli, czego nie chcą robić.
 

szczyglik  Dołączył: 23.05.2011
Cytuj
Bardzo fajna strona z analogowym archiwum Wojciecha Plewińskiego. Dużo reportażowych zdjęć, m.in. z PRL-u, czy z miasteczek Italii w tamtych czasach.
www.wojciechplewinski.com/



Jedno z moich ulubionych jego zdjęć. Dzisiaj taki widok już prawie niespotykany...
http://www.wojciechplewin....jpg?v=13122016
 
DiMarco  Dołączył: 24.01.2012
Cytuj
Fajny cytat z zalinkowanego przez Ryszard artykułu o W.Plewińskim w wątku
http://pentax.org.pl/view...er=asc&start=60

Cyt:
Co teraz fotografuje pan najchętniej?

– Zawsze mam przy sobie aparat, nieduży, ale sprawny. Idąc czy jadąc, sporządzam takie fotograficzne notatki, to mnie bawi. Nazywam ten cykl „Z drogi”. Ale głównie zajmuję się teraz tzw. drugim życiem, czyli skanowaniem klisz z mojego archiwum. Dzięki temu mogę jeszcze raz przeżyć dawne sytuacje, przypominam sobie ludzi, pogodę, miejsca. To bardzo wciągające, utrzymuje mnie w formie.
 
Ryszard  Dołączył: 04.10.2006
Cytuj
Linkował Ekajana, ja tylko wtrąciłem swoje 3 grosze ;-)
 
DiMarco  Dołączył: 24.01.2012
Cytuj
A rzeczywiście :oops: , ale mnie się i tak podoba. :mrgreen:

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach