M.W  Dołączył: 20.08.2008
[fotografowie] Kuba Kamiński Cytuj
Cytat

http://www.kubakaminski.com/


fot. Kuba Kamiński

Tomasz Wojciuk: Jesteś laureatem ostatniej edycji Wielkiego Konkursu Fotograficznego National Geographic. Możesz opowiedzieć, jak powstawał nagrodzony reportaż?

Kuba Kamiński: Projekt "Salaryman"
zrealizowałem podczas pobytu w Japonii. Praca nad nim zajęła mi w sumie ok 6 dni. Naprzeciwko mojego hotelu stał biurowiec, w którym ludzie od samego rana do późnej nocy biegali jak szaleni. W tym momenciie postanowiłem sfotografować to nadal nie znane u nas zjawisko. Nie miałem łatwego zadania, ponieważ Japończycy nie lubią mówić o swoim przepracowaniu. To w ich kulturze dość wstydliwy temat, którego unikają jak ognia.


fot. Kuba Kamiński

T.W.: Dużo czasu spędziłeś w centrach finansowych?

K.K.: Siedziałem tam na okrągło. Zacząłem obserwować jak wygląda praca w dużym biurowcu, przyglądać się ludziom, którzy wychodzą w południe na lunch i zasypiają na pobliskich, oddzielonych szybami ławkach. U nas w przerwie obiadowej nikt raczej nie zasypia tam, gdzie stoi... Potem zacząłem fotografować poranki, np. poranek w metrze, które w okolicach 8 jest jednym wielkim kłębowiskiem ludzkich głów i ramion. Wybrałem się też do ogromnego biurowca – Triton Tower. Rano ciągną do niego pielgrzymki ludzi, a przed wejściem dosłownie tworzą się kolejki. Każdego dnia pokonywałem pieszo bardzo duże odległości, co było niezbędne, aby uchwycić pewne rzeczy. W piątek wieczorem biurowce pustoszały i tłum ludzi w garniturach ruszał na miasto, aby się zrelaksować. W Japonii sowicie zakrapiane alkoholem imprezy bardzo często kończą się spaniem na chodniku. O 5 rano spotykałem na przykład kilku śpiących jeden obok drugiego pracowników korporacyjnych, których pilnował policjant, żeby nikt ich nie okradł. U nas takich widoków raczej się nie spotyka. Potem powoli się budzili, brali w dłoń teczki i zaczynali rozglądać się za taksówkami.


fot. Kuba Kamiński

T.W.: Czy to prawda, że po publikacji tego reportażu ktoś zarzucił ci plagiat?

K.K.: Tak, co jest kompletnie absurdalne. Rzeczywiście, ten temat wcześniej był podejmowany przynajmniej przez trzech innych fotografów, których pamiętam. Jednak słowo salaryman jest globalne (dosłownie oznacza człowieka żyjącego z pensji – przyp. red.), a temat, jak każdy inny – żaden nie jest zarezerwowany tylko dla jednego fotografa. Czy gdybym pojechał dziś robić zdjęcia w Iraku też popełniłbym plagiat? Będąc fotografem czułem wewnętrzną potrzebę uwiecznienia tego, co tam zastałem. Pokazałem to tak, jak chciałem, a jak to się komuś z czymś kojarzy to już jego problem.


fot. Kuba Kamiński

T.W.: Niektórzy uważają, że "Salaryman" jest reportażem nie przystającym do formuły National Geographic...

K.K.: Muszę powiedzieć, że bardzo dziwią mnie takie opinie. Chociaż z drugiej strony to prawda, że w Polsce National Geographic kojarzony jest głównie z niesamowitymi zdjęciami zwierząt, przyrody, cudami natury, pięknymi krajobrazami. Za granicą jest inaczej. Na przykład James Nachtwey - był fotografem National Geographic, wykonywał portrety, robił reportaż społeczny, np. o islamskich fanatykach z Indonezji... Między innymi dlatego tak bardzo cieszę się z sukcesu w konkursie National Geographic, bo uważam, że takie zdjęcia powinny być w nim popularyzowane. Pamiętajmy, że to pismo powstało, aby przybliżać ludziom świat, kiedy nie było jeszcze telewizji i internetu. Sądzę, że powinno nadal pełnić rolę społeczną, pokazywać nie tylko przyrodę, ale i pewne zjawiska. Zdaję sobie jednak sprawę, że wiele osób może mieć inne zdanie na ten temat i nadal woli sięgnąć po NG siadając w fotelu, relaksując się przy artykule o rybce błazence i rafach koralowych.

T.W.: Na Wielki Konkurs National Geographic w kategorii fotoreportażu można wysyłać do 9 zdjęć. Spotkałem się z opiniami, że to mało...

K.K.: Tego typu bariera rzeczywiście może stanowić dla fotografa pewną trudność. Dla porównania, w World Press Photo fotoreportaż może liczyć do 11 zdjęć. Wbrew pozorom, to jedno czy dwa zdjęcia, często robią bardzo dużą różnicę. Mnie osobiście o wiele bardziej pasuje 11 niż 9. Choć z drugiej strony takie ograniczenia mają sens, bo dzięki nim ludzie uczą się wybierać i edytować zdjęcia.

T.W.: W gazetach widzi się coraz mniej reportaży społecznych. Dlaczego?

K.K.: Bo wszystko obraca się wokół afer politycznych. Mówię o rynku polskim, na świecie jest trochę inaczej. Jak niepolityczny temat jest o Polsce, to jeszcze ujdzie, ale niepolityczne tematy zza granicy nie mają u nas racji bytu. W naszych gazetach przedział na świat ogranicza się do dwóch stron. Pisze się tylko o trzęsieniach ziemi i trochę o Iraku. Temat Afryki nie istnieje, Azja jest traktowana po macoszemu. Typowego Polaka nic a nic nie obchodzi co się dzieje poza granicami jego kraju. Ludzie czytają mało gazet, dlatego redakcje nie wysyłają już dziennikarzy za granicę tak chętnie, jak wcześniej. Budżety zostały mocno okrojone. Jedyną dziedziną, na którą nie skąpi się środków jest sport. Materiały społeczne wyraźnie znajdują się w jego cieniu. Nie lubię chodzić do sejmu, ale robiąc tu zdjęcia mam przynajmniej gwarancję, że je sprzedam.

T.W.: A ja myślałem, że lubisz politykę?

K.K.: Na początku mnie to ciekawiło, lubiłem wpadać do sejmu za rządów Giertycha i Leppera, gdyż wnośili oni do życia politycznego trochę fotogenicznej egzotyki. Później jednak, jak poznałem kulisy sceny politycznej, załamałem się. Zrozumiałem, kto tak naprawdę rządzi naszym państwem. Weźmy na przykład takie komisje sejmowe. Teraz to jest to tylko i wyłącznie przedwyborcza przepychanka, w której niestety biorą czynny udział także środki masowego przekazu...

T.W.: Co masz na myśli?

K.K.: Jestem w sejmie i obserwuję, jak to wszystko naprawdę wygląda. Potem czytam o pewnych rzeczach w gazetach i każda z nich przedstawia te same wydarzenia inaczej, w zależności od sympatii politycznych, uwypuklając jedne fakty, lub całkowicie pomijając inne. Czysta informacja umiera, żyjemy w świecie subiektywnej interpretacji, ale coraz częściej także manipulacji. Prym wiedzie w tym zwłaszcza telewizja.

T.W.: Myślisz o kanałach informacyjnych?

K.K.: Tak. Rzadko je oglądam, choć wcześniej nie mogłem bez nich żyć. Teraz znacznie bardziej wolę Planete – emitują tam świetne, i co najważniejsze, niezależne reportaże. Dostrzegam tam też sporo aspektów, które można przełożyć na fotografię. Można powiedzieć, że ten kanał nawet mnie w pewnym stopniu inspiruje.

T.W.: Pół roku temu rozmawiałem z Wojtkiem Grzędzińskim, który strasznie narzekał na stawki za zdjęcia...

K.K.: Nic się w tej kwestii nie zmieniło, mogę wręcz powiedzieć, że jest jeszcze gorzej. Zarobki fotoreporterów osiągnęły punkt krytyczny. Jak zaczynałem pracę 5 lat temu, fotografowie zarabiali więcej niż teraz. Nie ma fotoreportera który nie pożyczał by do pierwszego, poza kilkoma etatowymi fotografami. Jest coraz więcej fotografów zasypujących redakcje mnóstwem zdjęć. Problem w tym, że spora część ludzi, którzy decydują o tym, które z nich trafią do publikacji, nie odróżniają tych dobrych o złych. O skadrowaniu zdjęcia często decyduje układ strony, jak wchodzi reklama to zostaje ono bardziej przycięte. W gazetach zdjęcie zawsze jest na drugim miejscu... Poza tym w Polsce wszyscy chcą wszystko za darmo. Ludzie robią na wakacjach podchwycone zdjęcia gwiazd na plaży czy kręcą komórkami filmy i wysyłają do kolorowych magazynów czy telewizji. Ich "zapłatą" jest to, że mogą potem zobaczyć materiał podpisany swoim imieniem i nazwiskiem i pochwalić się nim przed sąsiadami. W takich warunkach profesjonalny fotoreporter nigdy nie będzie miał mocnej karty przetargowej.


fot. Kuba Kamiński

T.W.: Chciałbym zapytać o jeden z twoich ostatnich projektów. Myślę o izbie wytrzeźwień...

K.K.: Ten temat strasznie mnie uzależnił. Na przestrzeni kilku metrów kwadratowych rozgrywają się historie osób, które każdego wieczoru trafiają na izbę – w ciągu doby jest ich zwykle około 40. Są to zarówno przedstawiciele tzw. marginesu, jak i politycy, celebryci, aktorzy... W tym fotoreportażu nie mogłem pokazać twarzy pracowników izby, jednak szybko wydało mi się to logiczne, bo ludzie, którzy tam trafiają też tak naprawdę ich nie widzą... Dlatego totalnie ich odczłowieczyłem. Postanowiłem skupić się na strzępach sytuacji, które mogły pozostać w głowach pensjonariuszy izby. Ale zdjęcia to nie wszystko. Z izby wytrzeźwień zmontowałem też bardzo fajny w moim przekonaniu fotokast, zawierający m.in. wypowiadane pod wpływem alkoholu "prawdy życiowe“. Uzupełniłem to podkładem muzycznym, zagranym przeze mnie na gitarze. Są to raczej zgrzyty i efektowe dźwięki wprowadzające w klimat tego dziwnego miejsca, niż muzyka. Dopiero uczę się gry na gitarze, ale jest to bardzo relaksujące.


fot. Kuba Kamiński


fot. Kuba Kamiński

T.W.: Jak fotografujesz robisz to spontanicznie, czy układasz sobie wcześniej w głowie jakiś plan?

K.K.: Bardzo często wymyślam zdjęcia, a dopiero potem je robię. Jak zapytałem Tomasza Tomaszewskiego o taki rodzaj fotografowania, powiedział, że bardzo czegoś takiego nie lubi i sam unika, bazując wyłącznie na toczących się wydarzeniach. A ja tak właśnie pracuję. Szukanie wcześniej wyobrażonych kadrów jest tak bardzo emocjonujące, że czasami doprowadza mnie do szaleństwa... Jak już znajdę wymyśloną klatkę, czuję się wspaniale. Oczywiście nie jest tak, że nie fotografuję przypadkowych chwil, bo fotografuję, ale dopełniają one mój reportaż. Każdy reportaż robię teraz w ten sposób: po prostu szukam kolejnych kadrów, wyczekuję je, nosząc cały czas w głowie zarys historii, którą chcę pokazać. Moim zdaniem to ważne, bo różnica między reportażem przemyślanym a nieprzemyślanym jest widoczna gołym okiem.

T.W.: Jaka jest według ciebie recepta na dobre zdjęcie reportażowe?

K.K.: Dobre zdjęcie reportażowe można wykonać tylko wtedy, gdy rozumie się temat, który się fotografuje. Trzeba mieć też pomysł, jak to zrobić. Zdjęcie może mieć przerost treści nad formą, ale nigdy odwrotnie.

Autor: Tomasz Wojciuk

Rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego National Geographic
http://dziendobry.tvn.pl/...ewest,5128.html

Zawód: fotoreporter - 1. spotkanie wokół wystawy "Chodząc po ziemi"
http://www.youtube.com/watch?v=d6h6fCU-1H8
 

alekw  Dołączył: 27.09.2007
Cytuj
Znam, znam. To juz troche stary material, ale swietny.
 

alkos  Dołączył: 18.04.2006
Cytuj
Znałem, nie pamiętałem. A rzeczywiście zacna rzecz, ten Kuba.
 

fotostopowicz  Dołączył: 06.02.2009
Cytuj
Ja również znam i nawet nie dawno przez przypadek odświeżyłem sobie ponownie jego zdjęcia
 

technik219  Dołączył: 25.01.2009
Cytuj
Jeśli Kuba mówi o tym, że zarzucano mu plagiat, to chyba ma na myśli fotoreportaż Piotra Janowskiego/GW, za który również dostał nagrodę na Konkursie Polskiej fotografii Prasowej w 1998 roku. Podobny w formie, podobny temat, ale jako całość inny. Taki w stylu... K. Millera ;-) http://cwiczeniazpatrzeni...aliny-2009.html dyskusja

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach