Co myślisz o "cyfrowych instaxach"?
Idealne, tradycyjne są bez sensu
0% Complete
0 (0%)
Dobra rzecz, większe możliwości
100% Complete
1 (100%)
I cyfrowe i tradycyjne mają swój sens
0% Complete
0 (0%)
Ma zastosowanie ale klasyczne lepsze
0% Complete
0 (0%)
Bez sensu, instax ma być bez obróbki cyfrowej
0% Complete
0 (0%)
 

Generic  Dołączył: 09 Lis 2007
Instax
Musze się wyżalić.
Wsiąknąłem trochę w Instaxa, choć typowo dla mnie efektów zbyt wielu nie widać.

Jednak o czym innym chciałem. Kiedy wchodzi się na stronę instax.pl pierwsze co się pojawia to "drukarka do smartfona inna niż wszystkie", kolejno "nowa era nowy instax" (mini LiPlay), dalej "nowy aparat hybrydowy" (SQ20) i dopiero ostatnia plansza to "poznaj nowe kolory Instaxa SQ6".
Domyślacie się o czym mówię? O "cyfrowych instaxach". Nie lubię ich, wolał bym, żeby nie istniały.
Oczywiście dają one nowe, większe możliwości. Cena materiałów nadal ta sama, ale możliwość pstrykania cyfrówką a później przerzucenia na odbitkę dalej swobodę w tym temacie. Czyli wszystko dobrze?
Otóż nie. Dla mnie główną wartością aparatów natychmiastowych jest unikalność odbitek. Można wprawdzie zrobić kolejne i kolejne takie samo zdjęcie, nie zmieniając kadru i naciskając kolejno spust migawki. Ale to jest już inny moment w czasie - INNE zdjęcie.
A mając drukarkę? Można "wydrukować" i 100 identycznych kopii tego samego. Może nie zupełnie identycznych bo jest jakaś niewiadoma w procesie chemicznym. Ale jednak to powielenie tego samego zdjęcia.

Czemu konkretnie narzekam?
Ano dlatego, że jak oglądam w internecie instaxy to się zastanawiam czy ktoś tak opanował te w gruncie rzeczy zabawkowe aparaty, czy dokonał tego którymś "Mint'em", czy może pstryknął iphonem, albo i jakimś 5d mk4, obrobił w lightroomie i wyszła mu docelowa odbitka za piątym razem po korektach.
Niby liczy się efekt końcowy. Ale dla mnie to zupełnie inna wartość i wolał bym nie być "oszukiwany" drukarkami do instaxów...

A co wy myślicie?
 

Enzo  Dołączył: 20 Gru 2006
Generic napisał/a:
Niby liczy się efekt końcowy.

Nie niby. Na pewno, przynajmniej dla odbiorcy. A to czym go osiągniesz, to już Twoja sprawa i Twoich preferencji, przyjemności, itd., itp.. Ostatnio o tym myślałem w kontekście pokazywania całego kadru (z obramowaniem klatki) i zastanawiam się, czy to ma jakieś znaczenie. Dla mnie nie ma.
 

Generic  Dołączył: 09 Lis 2007
No ale ja tutaj właśnie siebie stawiam w roli odbiorcy. I dla mnie robi różnice czy to instax analogowy czy z drukarki. I zastanawiam się czy jestem w tym odosobniony.
 

Enzo  Dołączył: 20 Gru 2006
Generic napisał/a:
No ale ja tutaj właśnie siebie stawiam w roli odbiorcy.

Czy aby na pewno? Piszesz, że przeszkadza Ci fakt, że ktoś cyfrowo osiąga podobny efekt, który Ty otrzymujesz techniką analogową. A gdybyś nie wiedział czym i jak ktoś ten efekt osiągnął?
 

Ryszard  Dołączył: 04 Paź 2006
Nie wiem, co zaznaczyć w ankiecie. Jak daleko sięgam pamięcią, mój kontakt z Instaksem ogranicza się do pojedynczych zdjęć z aparatu bakulika, na których wystąpiłem. Wydaje mi się jednak, że Generic próbuje złapać coś nieuchwytnego - co dla jednych będzie miało znaczenie, może nawet kluczowe, a dla innych żadnego. Trudny temat.

[ Dodano: 2019-11-07, 21:24 ]
Trochę przypomina mi dyskusje, jakim to idealnym aparatem byłby Ricoh GR, gdyby miał zooma. No cóż, dla mnie nie byłby już GR'em.

[ Dodano: 2019-11-07, 21:35 ]
Generic napisał/a:
jak oglądam w internecie instaxy to się zastanawiam...
A może tutaj popełniamy błąd? To są jakieś cyfraksy albo internetaksy. Prawdziwy Instax tylko w kieszeni, w albumiku...
 

Generic  Dołączył: 09 Lis 2007
Enzo, chodzi o to, że instax/polaroid był swego rodzaju wyznacznikiem "szczerości", braku manipulacji. No i przede wszystkim unikatowości danego zdjęcia.
A w przypadku instaxa z drukarki ten aspekt całkowicie ginie. Dla mnie, umniejsza to wartości takiego zdjęcia.
Wręcz nie rozumiem po co... Mając plik cyfrowy po co materializować go w tak ułomny sposób jak naświetlenie na szitce instaxowej? Powstały inne metody na szybką i mobilną materializację tego. Drukarki Zink - super małe, format też mały, jakość też przeciętna, ale i tak lepsza niż Instax. Albo seria termosublimacyjnych drukarek Canon Selphy - większe, ale też z opcją mobilną, format 10x15 i jakość bardzo przyzwoita. Czyli metody na obdarowanie kogoś zdjęciem w plenerze są. To po co udawać akurat Instaxa?

Enzo napisał/a:
A gdybyś nie wiedział czym i jak ktoś ten efekt osiągnął?

I to mnie boli, że teraz widząc to konkretne medium nie wiem. Bo tak, bardziej docenię dobrze naświetlone i ostre zdjęcie z analogowego instaxa niż takie samo ale zrobione cyfrową lustrzanką, poprawione w lightroomie i wydrukowane na instaxowej szitce.
Pewnie chodzi Ci o to, że ważna powinna być treść zdjęcia a nie technika w jakiej powstało? Tak. Ale ta technika to wartość dodana, której mi brakuje.
Tak jak z wydrukiem 1000 egzemplarzy zdjęcia a serią 10 sygnowanych odbitek.

A na marginesie.
Newton zawsze w rozmowie z modelkami pytał czy mają jakieś zdjęcia, mogą być polaroidy. Brzmiało to z jednej strony jak "cokolwiek, może być nawet polaroid". Ale z drugiej wydaje mi się, że polaroid był taką właśnie formą uczciwego odzwierciedlenia czegoś, bez kombinacji, bez naciągania techniką. Dobrym sposobem na test jak dana osoba wychodzi na zdjęciach. Pomimo tego, że siedział z nimi twarzą w twarz.

Ryszard napisał/a:

Generic napisał/a:
jak oglądam w internecie instaxy to się zastanawiam...
A może tutaj popełniamy błąd? To są jakieś cyfraksy albo internetaksy. Prawdziwy Instax tylko w kieszeni, w albumiku...

O, tu masz rację! Ale gdzie obcować z instaxami innych? Niestety trzeba się wspomagać tymi skanami w internecie o-(
 

Enzo  Dołączył: 20 Gru 2006
Generic napisał/a:
instax/polaroid był swego rodzaju wyznacznikiem "szczerości", braku manipulacji.

Zdaje się, że nadal jest nim we wspomnianym przez Ciebie modelingu.

Generic napisał/a:
Pewnie chodzi Ci o to, że ważna powinna być treść zdjęcia a nie technika w jakiej powstało? Tak.

Więc się zgadzamy.
Mała dygresja - na poprzedniej edycji Foto Art Festivalu pojawił się w Bielsku-Białej pewien polski fotograf, którego nazwisko pominę wymownym milczeniem. Fotograf ów postanowił zrealizować pewien cykl (cyfrą), ale by się wyróżnić, wystylizował go na analogowe zdjęcia robione kiepskim aparatem. Niestety (i nie jest to tylko moja opinia) cel w tym przypadku nie uświęcił środków i mogę sobie gdybać, czy jednym z powodów tego, że nie wyszło, było zafiksowanie autora na punkcie narzędzi.
Generic, nie gniewaj się, ale Twoje rozterki trochę mi pachną ortodoksją. Równie dobrze można by kręcić nosem na skanowanie klisz (tylko odbitki pod powiększalnikiem!).
Dla mnie również technika jest wartością dodaną, ale tylko wtedy, kiedy współgra z treścią. W innym przypadku jest tylko techniką, która mówi mi tylko tyle, że autor opanował narzędzia w lepszym, lub gorszym stopniu, ale nie ma niczego ciekawego do powiedzenia.
 

Ryszard  Dołączył: 04 Paź 2006
Enzo napisał/a:
nie gniewaj się, ale Twoje rozterki trochę mi pachną ortodoksją
Za przymiotnik "ortodoksyjny" trzeba przepraszać? Nie wiedziałem. Ja bym się nie obraził.

[ Dodano: 2019-11-08, 09:10 ]
Enzo napisał/a:
Równie dobrze można by kręcić nosem na skanowanie klisz (tylko odbitki pod powiększalnikiem!).
Oczywiście że można kręcić nosem i kultywować ortodoksyjne ciemniactwo. Problem zaczyna się wtedy, gdy skanowaną kliszę będzie się obrażać hasłami w rodzaju "cyfrowe g..no" / "kiedyś to były prawdziwe zdjęcia" / "od razu widać, że syfra" itp.
 

Generic  Dołączył: 09 Lis 2007
Enzo napisał/a:
Fotograf ów postanowił zrealizować pewien cykl (cyfrą), ale by się wyróżnić, wystylizował go na analogowe zdjęcia robione kiepskim aparatem.

Mnie też urzeka taka stylistyka. Ale właśnie osiągnięta adekwatnymi narzędziami, a nie poprzez obróbkę cyfrową. Jak ktoś bierze do ręki aparat jednorazowy czy jakąś Holgę i robi tym zdjęcia w konwencji lo-fi to wszystko jest super. No, dopóki nie zacznie do tego dopisywać jakiś wyższych ideologii o-)
Ale jak cyfrowe zdjęcie stylizuje na toy-camera to już MI się po prostu nie podoba taka zabawa.
Enzo napisał/a:
Generic, nie gniewaj się, ale Twoje rozterki trochę mi pachną ortodoksją.

Ani myślę się gniewać. Oczywiście, że pachną. W wielu tematach mam podobne upodobania i nie kryję tego. Nigdy jednak nie próbuję tego narzucać innym ani krytykować czyjejś pracy za niezgodność z moimi ideałami. No, nie bezpośrednio przynajmniej, tylko najwyżej w takich ogólnych rozważaniach nad jakimś tematem jak tutaj o-)
Nie deprecjonuję cyfrowej fotografii w żadnym wypadku. Chodzi mi o samo udawanie.
Wiesz, coś jak dokładanie do cyfrowego zdjęcia obramowania z kliszy bo to ładnie wygląda o-) Ładnie, podoba mi się. Ale niech to będzie skan z kliszy a nie doklejone w photoshopie... Jest to jeszcze jakiś sposób podkreślenia zaplanowania (albo utrafienia...) kadru przed naciśnięciem spustu - wspomniałeś o tym wcześniej. Wartość dodana ale niekonieczna. Słabemu zdjęciu nic nie doda, dobremu nie jest potrzebna.

Z tym skanowaniem to już się nic nie da zrobić. Dzisiejszy świat bardzo mocno opiera się na interakcjach w internecie. Nie wyobrażam sobie, żeby byli jeszcze fotografowie znani w branży, robiący wystawy, sprzedający zdjęcia, dostający zlecenia i publikowani którzy nie "istnieją" w internecie. Strona z portfolio, ofertą, konto na instagramie itp. Choćby nawet taki ktoś sam tego nie prowadził, to znajdzie się osoba, która to zrobi za niego i jego prace i tak trafią w formie cyfrowej w ten kocioł.

Kiedyś to były czasy. Bo teraz, to przecież nie ma już czasów o-)

Jakby komuś przyszło do głowy, zauważyć, że narzekam a sam nic nie robię, nie pokazuję etc. to proszę sobie darować. Jestem aż nadto tego świadomy o-)
 

Generic  Dołączył: 09 Lis 2007
Runął kolejny bastion. Instax Wide. Do tej pory widząc odbitkę Instax Wide pewne było, że powstała czysto analogowo. Oprócz aparatów Fuji, był też ten od Lomography (Lomo Instant Wide), zaczęły się też pojawiać przeróbki - zarówno na bazie body od Fuji z przeszczepionym obiektywem z migawką od jakiegoś 6x9 lub 4x5". Jak i te z Fuji przerobionym jedynie na tylną ściankę do Polaroidów 110, dzięki czemu od razu w składanym aparacie był i dalmierz do ustawiania ostrości i jako-taki wizjer. Z tych przeróbek jakość obrazu, tzn głównie pod kątem ostrości była już na prawdę fajna. A i zagrać głębią ostrości się dało. Lomography zaczyna sprzedaż "LomoGraflok" czyli ścianki na Instax Wide kompatybilnej z aparatami 4x5". No i jeszcze jest Mint RF70. Okropnie drogi i mocno tandetny jednak.

I wiecie co? Wszystko szlak trafił, bo Fuji wypuściło Instax Link Wide. Czyli drukarkę, a raczej naświetlarkę do formatu Wide. I tak przez bluetooth możemy na Wide naświetlić cyfrowe zdjęcie z czego nam się żywnie podoba. Jasne, takie urządzenia do formatu Mini były już od dawna, więc to była tylko kwestia czasu.
Ale niestety, teraz widząc zdjęcie Instax Wide i nawet czytając jakiś podpis czym stworzone nigdy nie będę do końca pewien.

Wielu na pewno pomyśli "i co z tego, jakie to ma znaczenie, efekt się liczy".
No ja bardziej docenię udane zdjęcie zrobione ograniczonym sprzętem a przede wszystkim jedno jedyne i niepowtarzalne niż naświetlone z pliku, jedno z nie wiadomo ilu setek pstrykniętych i nie wiadomo jak cyfrowo obronionych.

Kilka linków:
Głównie przerobine Polaroidy 110
Dawniej Fuji 300 i Lomo Instant Wide, potem Option8 czyli Fuji z innym szkłem a ostatnio Polaroid 110B z plecami Instaxa

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach