JackDeJack  Dołączył: 21 Gru 2007
- Czy oskarżony uderzył powoda ?
- Tak ?
- Czy wstał ?
- Nie miał prawa :-P
 

PK  Dołączył: 24 Maj 2008
Lichtenberga instrukcja gaszenia pożaru:

„ Gdy dom się pali, trzeba przede wszystkim starać się osłaniać prawą ścianę domu, stojącego po lewej stronie oraz lewą ścianę domu , stojącego po prawej stronie, gdyby bowiem chciano osłaniać lewą ścianę domu z lewej strony, to przecież prawa ściana domu jest na prawo od lewej ściany, a zatem, ponieważ ogień znajduje się na prawo i od lewej i od prawej ściany( przyjęliśmy bowiem, że dom stoi na lewo od ognia), przeto prawa ściana bliższa jest ognia niż lewa., i nie osłoniona mogłaby spłonąć, zanim by ogień doszedł do lewej, osłonionej. Mogłoby zatem spłonąć to, czego się nie osłania, i to prędzej, niż spłonęłoby coś innego, choćby się go nie osłaniało; należy więc to zostawić, a tamto osłaniać. By rzecz zapamiętać, należy tylko zauważyć, że jeśli dom jest na prawo od ognia, to będzie to ściana lewa, a jeśli dom stoi po lewej stronie, to ściana prawa”

z: "O wojnie" von Clausevitza
 
j+  Dołączył: 01 Sty 2008
- Co zapycha fora katolickie?
- Wielki Post.
*puf*

 

BuR-ToN  Dołączył: 18 Cze 2008
Z bash-a

Cytat

<w>napiszcie plusy technicznego wykształcenia
<d>no np. po studiach humanistycznych nie wyżywisz 4 osobowej rodziny
<a>a po informatycznych nie będziesz miał rodziny...
 

squonk  Dołączył: 01 Wrz 2008
ten mnie ostatnio bawi:

Złapał ksiądz jakąś wstydliwą chorobę, poszedł do lekarza. Lekarz obejrzał i pyta: - Jak to się stało?
- Wie pan, doktorze, zachciało mi się na stronę, ale nie było gdzie, więc schowałem się za ciężarówkę. Jak wyjąłem, ciężarówka zawarczała, poleciał taki czarny dymek z rury... i to na pewno przez ten dym... - .
Lekarz pokiwał głową ze zrozumieniem po czym wypisał receptę.
Ksiądz daje receptę w aptece, a tu wydają mu krople na oczy. Ten zdziwiony krzyczy: - Co mi tu pani daje!? Ja oczy mam zdrowe! To jakaś pomyłka! -
Farmaceutka jednak nie chce dać niczego innego, bo tak ma napisane na recepcie. Leci więc ksiądz z powrotem do lekarza: - Panie, coś mi pan tu napisał? Krople do oczu?!
- Jak ksiądz nie potrafi odróżnić k...wy od ciężarówki, to muszę najpierw księdzu wyleczyć te oczy - odpowiedział lekarz.
 

Eldred  Dołączył: 16 Paź 2007
perl napisał/a:
Zajrzyj za ścianę, Twój sąsiad właśnie napruty wrócił po wypłacie i ćwiczy boks na swojej żonie.
eh.. nie odróżniasz patologii od przyzwolenia przez zasady religijne i społeczne? To co u nas jest patologią u nich jest czymś normalnym. Nie muszę więcej pisać, dobrze wiesz o co chodzi..
 

jorge.martinez  Dołączył: 16 Maj 2007
Eldred napisał/a:
Nie muszę więcej pisać

Mogłeś sobie w ogóle darować.
 

Eldred  Dołączył: 16 Paź 2007
No niby mogłem ale Perl się tak rozpisał..
No chyba że to rzeczywiście był kawał z jego strony.
 

PiotrR  Dołączył: 03 Maj 2006
plwk napisał/a:
Dada napisał/a:
Wygląda na to, że za czasów Konfucjusza było już Allegro

Wstawiali zdjęcia czajniczków :?: :evilsmile:

Chodzi Ci może o aukcję "piękny malutki czajnik z gwizdkiem"? :evilsmile:
 

Dada  Dołączył: 01 Mar 2007
Oczywiście, że tak :mrgreen:
 

perl  Dołączył: 24 Wrz 2006
Eldred napisał/a:
perl napisał/a:
Zajrzyj za ścianę, Twój sąsiad właśnie napruty wrócił po wypłacie i ćwiczy boks na swojej żonie.
eh.. nie odróżniasz patologii od przyzwolenia przez zasady religijne i społeczne? To co u nas jest patologią u nich jest czymś normalnym. Nie muszę więcej pisać, dobrze wiesz o co chodzi..
Ja wiem, ale z tego co piszesz, wychodzi na to, że Ty nie wiesz. To o czym piszesz w krajach arabskich jest właśnie taką samą patologią. Ktoś puścił plotę bo widział kilka razy i poszło w Świat.

No więc. Byłeś? Widziałeś? Czy tylko polska telewizja Ci powiedziała?

Powinieneś się powstrzymać od takich komentarzy.

 

jorge.martinez  Dołączył: 16 Maj 2007
perl, na PW podyskutujcie z Eldred.
 

plwk  Dołączył: 21 Kwi 2006
 

lobo  Dołączył: 30 Kwi 2009
Skoro obrazki też tutaj występują to podrzucę jednego:

wzięty z http://www.wulffmorgenthaler.com/
 

squonk  Dołączył: 01 Wrz 2008
znalezione na humorum.pl (może bardziej pasował by do watku, kotek.sierściuch..)

Posiadam.

Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska,
rasy małe kocie.

Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to
bez przerwy za mną i trzeszczy- a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla
samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć
jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się
zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż,
reszta to nie mój problem.

Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w
celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie
wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako, że to zawsze
lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki- nie
nastręcza mi to wiele problemów.

Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj- niezamykania łazienki,
gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot
robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć.

Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą,
więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i "myśleć". Ja
jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam
dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, p***** więc. I postawiłem na
swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma
małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że
trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie
zaprogramowane- ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł
wejść- taka technologia po prostu.

Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na
niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w
szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę p*****- a wtedy wiadomo-
wąż.

Dobrze więc- uporządkuję- żona- delegacja, ja praca- wracam, wchodzę do
domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to
zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem- ja toaletka,
okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni- więc spokojnie
wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek
wskakuje na kaloryfer na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie.
Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały
k*** jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla.
Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja
p*****. Nie ni ch*** to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest
k*** za duży- żeby przejść tym syfonem.

Ale słyszę tylko p***- oż k*** no to nie mogło mi się zdawać- coś
ciężkiego poszło w pion. k*** wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali
mi się przed oczami. Kot k*** popłynął wprost w odmęty prawego dopływu
królowej polskich rzek. Lecę k*** na dół do piwnicy- choć może powinienem
od razu do schroniska- zanim wróci moja żona- nie ma wafla, znajdę jakiegoś
małego czarnego k*** z białą krawatką, nie było jej kilka dni może się
nie połapie.

Ale ch*** - najpierw do piwnicy- zbiegam po schodach, słucham coś drapie w
rurze, pion kawałek płaskiej rury, miauczy- jest k***, żyje i nie poleciał
do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie- to ch*** przynajmniej będę miał
jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko
nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch*** trefla, że kot sam
wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje. Znalazłem taki wziernik gdzie
można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici kici. Ni ch***, nie przyjdzie,
wołam, wołam, a ten k*** głąb zamiast przyjść do mnie to k*** chce iść tam
skąd przyszedł czyli do góry w pion. Ja go wołam a on do góry drapie. I
udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół.

No j** i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny.
Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem- i ni ch***- uparł
się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć
rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda- fight fire with fire- ogień
zwalczaj ogniem. Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami którymi używam
na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na
górę do kibla- geberit i woda w dół- bombs gone. I bieg do piwnicy.

Po drodze słyszę jak się przewala po rurach- podziałało.

Wbiegam do piwnicy i k*** koniec świata. Nie ma moich deszczułek- no może z
jedna, cała prowizoryczna tama poszła w ch*** i kota też nie słychać już.

Ja p*****. k*** gdzie ta rura teraz idzie- coś mi świtnęło, że
kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów- może nie wszystko stracone i
gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę, jest studzienka-
mam nadzieję, że to od mojego domu.

Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót
do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery-
najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl auto stoi na ulicy- mam pas
do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny- poszło aż
zakurzyło.

Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie.

Smród jak cholera ale złażę tam- ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że
idzie od mojego domu. Latarka. k*** mam w aucie, ch*** ale może starczy.

Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije- przywykłem po chwili.
Zaglądam i jest oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici,
kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja
p*****. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi a na
dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic.
Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł głębiej.
Zużyłem wszystkie, taśmy samoprzylepne, plastry żeby nie wpadł do głównej
nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale słyszę tylko miauczenie
i nic nie widzę. Poszedł gdzieś p***. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się
w tą otwartą studzienkę nie p***** bo na ulicy ciemno.

Sąsiad k***- ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak
próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc a teraz ch***
złamany stoi i się dopytuje.

Co mam mu k*** powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację?

Idźżesz w ch*** pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i
pozatykał sobie też wszystkie otwory bo na początku osiedla była awaria i
wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach- a ten baran się
przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za
swoje.

Wracając do kota- bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe-
więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę.
Papierosik i czekam pod studzienką bo nuż mu się zmieni i wyjdzie
dobrowolnie.

k*** drugi sąsiad przyszedł- po pięciu minutach następny odmyka wieko,
teoria samospełniającej się przepowiedni działa- k*** ludzie to są barany.

Idę do domu, obie wanny pełne, ognia- spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa
spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch*** to go musi wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy a tego k*** dalej nie
wylało z kąpielą.

k*** mać- urwało się wszystko w p*** i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej
wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki- w ch***- jak się to gdzieś przytka to
będę miał j**.

Znowu do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten p***** dekiel.

Wchodzę- a ten k*** kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja p*****!
Jak on k*** wyszedł- którędy? Ano k*** wziernikiem w piwnicy- zostawiłem
otwarty. Ja k*** stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli.
j**. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. k*** mać.
Przynajmniej kuleje.

Straty- j** łazienki, w obu przelała się woda z wanien, j**
piwnica- bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na
piwnicę. Pościel w sypialni do j**, brezent z reklamą firmy- poszedł w
ch***, latarka- w ch***, pogrzebacz w ch***.

Afera na ulicy jak ch***.
 

webjay  Dołączył: 31 Mar 2007
@squonk: :D

Jedzie facet tirem przez miasto, przejezdzajac pod mostem zaklinowal sie, przyjechala policja i policjant siem pyta:
- co zaklinowalo sie
a facet:
- nie ku... most wiozlem i mi paliwa zabraklo


randka. dziewczyna do chłopaka- wziąłeś gumki? Nie ;/ No to d..pa !


Jasio wysłał list do swoich dziadków. Dziadek czyta list babci na głos:
"Kochani dziadkowie,
wczoraj poszedłem pierwszy raz do szkoły. Miałem godzinę wychowawczą. Pani wychowawczyni powiedziała, że musimy zawsze mówić prawdę, więc się Wam do czegoś przyznam. W te wakacje, jak byłem u was to zszedłem do piwnicy i nasrałem do słoja z kompotem, a potem odstawiłem z powrotem na półkę. Wasz Jasiu"
Dziadek skończył czytać, uderzył babkę w twarz i mówi:
- A mówiłem ci "Gówno"! Ale ty "zcukrzyło się, zcukrzyło się"!

Dwóch facetów. Wieloletni przyjaciele od dzieciństwa. Jednak jeden z nich niestety jest częściowo sparaliżowany, potrzebuje trochę pomocy w codziennym życiu. Pewnego dnia siedzą u niego na werandzie, sparaliżowany mówi:
- Wiesz, co, mam pytanie - czy naprawdę jesteś moim przyjacielem?
- No jasne stary, znamy się od dziecka, wiesz, ze zrobiłbym dla ciebie
wszystko!
- Wiem, mój przyjacielu, wiem. Miałbym wiec do ciebie małą prośbę czy
przyniósłbyś mi z piętra skarpetki? Robi się trochę chłodno, a jak
wiesz, janie jestem w stanie tego zrobić.
- Stary, w ogóle nie ma o czym mówić. Skoczyłbym dla ciebie w ogień.
- Dziękuje ci mój przyjacielu.
Facet idzie na piętro, otwiera drzwi do pokoju, wchodzi i staje oniemiały. Przed oczami rozpościera mu się cudowny widok - dwie córki jego przyjaciela, młode, piękne jak marzenie, ubrane jedynie w bieliznę. Facet nie może oderwać wzroku, targają nim wyrzuty sumienia - w końcu to
córki jego najlepszego przyjaciela, jednak w końcu poddaje się instynktom i mówi:
- Wasz ojciec przysłał mnie, żebym się z wami przespał.
- Niemożliwe! - mówi jedna.
- Nieprawdopodobne! - mówi druga.
- No cóż, jeśli mi nie wierzycie, zaraz wam udowodnię.
Facet podchodzi do okna, otwiera je i krzyczy...
- Obie?
- Tak, tak, obie! Dzięki, stary!


Kobieta na porodówce. Krzyk jej niesamowity. Łapie męża za rękę.
- Wyciągnijcie to ze mnie!! Dajcie mi jakieś leki!! - spogląda na męża - TO TY MI TO ZROBIŁEŚ!! TY TU POWINIENEŚ LEŻEĆ!!
- O ile dobrze pamiętam - odrzekł spokojnie mąż - chciałem ci go wsadzić w dupę, ale powiedziałaś, że to będzie zbyt bolesne.


Pewien młody proboszcz podczas spotkania z biskupem poprosił o radę, jak prawić kazanie, aby nie było nudne. Doświadczony duchowny rzekł:
- Zacznij tak: "Zakochałem się...", zrób krótką przerwę i kontynuuj: "...w mężatce...", poczekaj, aż ludzie poszemrają i dodaj: "z dzieckiem". I znowu po chwili dokończ: "... na imię jej Maryja." Tym przyciągniesz ich uwagę.
Proboszcz wrócił i w niedzielę na mszy zastosował się do rady:
- Biskup się zakochał!...
- ...w mężatce...
- ...z dzieckiem...
- Mówił, jak ma na imię, ale zapomniałem.


Po operacji, na sali zostaje instrumentariuszka, anestezjolog i chirurg.
W pewnym momencie upada skalpel - instrumentariuszka schyla sie po niego pod stół i wypina pupę odzianą w króciutką spódniczynę.
Widząc to jeden z lekarzy zbliża się od tyłu i zaczyna...
Pielęgniarka nie mogąc się podnieść, gdyż w tej pozie ugrzęzła pod stołem, pyta:
- Chirurg, czy anestezjolog???
- Chirurg - pada odpowiedz.
- To rżnij Pan, a nie usypiaj! - odpowiada instrumentariuszka.


Wnuczek do babci:
- babciu, nie widzialas moich tabletek? mialy taki napis LSD
- pieprzyc tabletki, widziales smoka w kuchni?!


Przychodzi absolwent politologii do agencji pracy.
- dzień dobry, szukam pracy
- a jakie studia pan skończył?
- politologię
Agent roześmiał się, po czym mówi
- mam dla Pana dwie oferty
szczęśliwy absolwent otwiera szeroko oczy
- pierwsza: praca w agencji nato, będzie Pan pracował w Nowym Jorku, dostanie Pan tam mieszkanie, oczywiście samochód, telefon firmowy, laptopa, wszystkie rozrywki zapewnia pracodawca, na okresie próbnym 15tys dolarów miesięcznie, po okresie próbnym dodatkowa premia za konieczność zmiany miejsca zamieszkania, łącznie 20tys dolarów miesięcznie
Szczęśliwy absolwent jeszcze szerzej otwiera oczy
- a druga?
- druga to posada w Brukseli w agendzie, oczywiście w Brukseli dostanie Pan mieszkanie, samochód z kierowcą, telefon służbowy i laptopa, pensja płatna co miesiąc w wysokości 30tys euro
Szczęśliwy student z niedowierzaniem
-PAN ŻARTUJE???!!!
-Tak, ale to Pan zaczął...
 

ariel007  Dołączył: 25 Sie 2008
z net-u:

Kilka porad dla młodych pracowników naukowo–dydaktycznych


„Ponieważ to jest uniwersytet, studenci należą do zestawu. Jak szczury…”

T. Pratchett


1. Pokaż im, kto tu rządzi!

No właśnie, zacznijmy od podstaw. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że studenci nie są Tobie właściwie do niczego potrzebni. Tylko odciągają od kawki z panią Basią z sekretariatu, pogaduszek na gadu-gadu z siostrą w Lublinie, ważnych zebrań i konferencji, podczas których puszczasz tonę sms-ów. A pamiętasz ile razy musiałeś przerwać pisanie ważnego artykułu w połowie akapitu i biec na zajęcia? (ważne: sprawdź najpierw w Internecie, czy ktoś już nie podjął podobnego tematu. Metodą wytnij–wklej zaoszczędzisz sobie sporo zachodu.). No i, last but not least, zajęcia przeszkadzają Ci w prawdziwym zarabianiu na boku.

Niestety, pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Warto jednak tak pokierować grupą, żeby Tobie było łatwiej, milej i przyjemniej. Zaoszczędzisz na wysiłku i czasie.

Fundamentalna zasada, o której musisz zawsze pamiętać, mówi: to Ty tu rządzisz. Uniwersytety nigdy nie były instytucjami demokratycznymi i nie ma powodu, dla którego miałbyś słuchać studentów. Jesteś przecież mądrzejszy, bardziej inteligentny i doświadczony niż oni wszyscy razem wzięci, więc Twoje słowo jest prawem. Howgh! Pewne sytuacje są zbyt oczywiste, żeby je tutaj szeroko opisywać. Prośby o podpisanie podania o wycieczkę grupową czy przełożenie kolokwium (mamy już dwa tego samego dnia!) kwituj krótko: „nie”, nawet jeśli Tobie to nie robi różnicy. Tak na wszelki wypadek, bo jeszcze Ci wejdą na głowę. Dobrze, jeśli dwie trzecie obowiązkowych lektur jest niedostępne nawet w Bibliotece Uniwersyteckiej, a jeszcze lepiej, jeśli będzie wśród nich Twoja praca magisterska lub doktorska, której jedyny egzemplarz leży u Ciebie na regale (pozostałe już dawno trafiły na przemiał). Widzimy, że kiwasz głową i rozumiemy, że takie sytuacje nie są Tobie obce. Wpadłeś na podobne pomysły już po pierwszym semestrze użerania się ze starostą grupy? Dobrze, pójdźmy zatem dalej. Pamiętaj o starej prawdzie, że nieumacniany mur z wiekiem kruszeje. Powinieneś zatem o swoim statusie przypominać studentom na każdym kroku. Wyrzuć wszystkich, którzy przyszli w kurtkach (w końcu jest szatnia w budynku obok), wprowadź stanowczy zakaz spożywania napojów na zajęciach (spokojnie! Ty możesz), a żucie gumy traktuj jak wejście w butach do meczetu. Jeśli przewidujesz ciężki semestr możesz posunąć się dalej - nic tak nie uspokaja grupy jak sadzanie w ławkach według alfabetu.

Rozumiemy, że podstawową zasadę już przyswoiłeś. Będzie się ona przewijać jeszcze w dalszych rozważaniach. Przejdźmy zatem do drugiego punktu. Pamiętaj:



2. Liczy się pierwsze wrażenie

Te kilkadziesiąt sekund pierwszego kontaktu zaważy na całym semestrze. Zanim zdążysz się odezwać już zostaniesz przez studentów oceniony i zakwalifikowany do którejś z szufladek. Wykorzystaj to na swoją korzyść. Chyba lepiej, jeśli ich pierwszą myślą będzie „drań”, a nie „ciepłe kluchy”. Po pierwsze wygląd. Do wyboru masz urzędniczy garnitur koniecznie z białą koszulą zapiętą pod szyją ze stonowanym krawatem albo naddarte, przybrudzone dżinsy plus znoszony T-shirt. Twój garnitur powie im, że zajmujesz wyższą pozycję w hierarchii i cenisz siebie, a jednocześnie nieskazitelność ubioru będzie ostrzeżeniem, że nie pozwalasz na odstępstwa od ustanowionych reguł. Zdecydowany? Poczekaj, dżinsy też mają swoje zalety. Część grupy od razu przyjmie je jako oznakę lekceważenia. Pozostali określą Cię jako „swojaka”. To dobrze, bo tym większe będzie ich zdziwienie, kiedy już zaczniesz mówić.

Pod żadnym pozorem się nie uśmiechaj. Pewnym krokiem wejdź do sali, stań wyprostowany na lekko rozsuniętych nogach, ręce z tyłu (na oficera) lub usiądź bokiem na krześle, noga na nogę, ręce zajęte zabawą kluczami (pozycja lekceważąca) i odczekaj, aż zapanuje cisza. Za pierwszym razem może to potrwać parę minut, ale to się zmieni, kiedy poznają Ciebie lepiej. Nie bądź niecierpliwy, nie krzycz „cisza” albo „proszę o spokój”. To oznaka słabości. Lepiej podziała dodatkowe sto stron lektury do nauczenia na przyszły tydzień. Wyciągnij z kieszeni notatki. Niech to będą złożone na cztery wydarte z zeszytu i starannie pomięte kartki pozapisywane tu i ówdzie Twoim zamaszystym pismem. Tylko najważniejsze sprawy, przecież Ty i tak to wszystko wiesz. I możesz zaczynać.

Byle nie od „dzień dobry”. Przy okazji, wszystkie formy słowa „proszę” wykreśl ze słownika.

Najpierw przedstaw reguły pracy, lektury, warunki uzyskania zaliczenia. Mów spokojnie przez lekko zaciśnięte zęby. Jednocześnie możesz podziwiać widoki za oknem. Dobrym pomysłem, szczególnie na pierwsze ćwiczenia jest



3. Autoprezentacja

Same zalety. Po pierwsze, nie musisz się przygotowywać na te zajęcia, studenci mogą sami przeczytać materiał w książce. Po drugie, dowiedzą się czegoś o Tobie i nabiorą większego szacunku. Po trzecie, czy można milej spędzić półtorej godziny, niż opowiadając o swoim pełnym sukcesów życiu? A oni przecież nie wyjdą w połowie. Warto ułożyć opowieść chronologicznie: lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte lub wybiórczo, według osiągnięć i anegdot. Powspominaj, jak to było kiedyś (My musieliśmy ciężko pracować, wy się obijacie. Trzeba było sobie radzić, być aktywnym, wy tylko głupiejecie przed telewizorem). Co najmniej pół godziny powinno Tobie zająć przedstawienie dewizy życiowej (Najważniejszy jest sukces! Beż sukcesu człowiek jest nikim. Ja codziennie działam w tym kierunku, osiągam kolejne cele). Masz też szansę pochwalić się szczególną zaradnością (Uczelnia nie miała pieniędzy na rzutnik multimedialny, więc sami sobie załatwiliśmy. Wystarczyło inaczej zaksięgować wpłatę sponsora konferencji.). Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, to możesz się odprężyć, bo w przyszłym tygodniu masz zapewniony



4. Dobry dzień w pracy

To jest twój nadrzędny cel. Wymaga tylko minimum przygotowań: wynotowania numerów zadań ze skryptu, ewentualnie przygotowania folii. Tych ostatnich ma być dużo, przyda się stary, niedokładny skaner i podręcznik z lat siedemdziesiątych. Jeśli już koniecznie chcesz mieć prezentację multimedialną, to zamieść wszystko w jednym pliku (zaoczni, dzienni, wieczorowi, różne specjalności, najwyżej poklikasz myszką) i na jakimś fajnym tle (dużo kolorów, doskonałe są zdjęcia z wakacji w górach).

Spóźnij się na zajęcia około 8 do 10 minut. Zaparz sobie kawę i porozmawiaj z panem Stasiem z dyżurki.

Przedłuż sobie przerwę wejściówką. Zdążysz dopić kawę. Tym sposobem na pracę pozostanie najwyżej godzina, a to już można przeżyć. Jeśli Twój przedmiot wymaga rozwiązywania zadań, to rób to szybko i fachowo, metodą kąta północno-zachodniego, czyli od lewego rogu u góry tablicy do samego dołu po prawej. Twój komentarz jest zbędny, przecież wzory mówią same za siebie. Jeśli wykorzystujesz folie, średni czas na każdą nie powinien przekroczyć 90 sekund – studenci powinni już to wszystko umieć (sam im zadałeś). Od czasu do czasu możesz wtrącić, że „otrzymane rozwiązanie jest najbardziej optymalne”, „ilość rozwiązań bazowych wynosi trzy” albo „tego nie trzeba tłumaczyć, bo to jest trywialne” (przy co trudniejszych wzorach).

Pomimo Twoich wysiłków może się zdarzyć, że któryś student zechce zadać pytanie lub, nie daj Boże, zarzuci Tobie, że się mylisz. A przecież Ty się nie mylisz! Twierdzą, że w tym zadaniu zastosowanie ma procent składany, a nie prosty? Tak jest w skrypcie i koniec. Jak chcą, niech napiszą list do autora. No właśnie, Ty jesteś autorem. Sprawa załatwiona. Co do pytań, to najprościej jest kazać im samym znaleźć odpowiedź. Najlepiej w formie dziesięciostronicowego referatu. Ktoś jeszcze czegoś nie wie?



5. Zaliczenia, egzaminy, oceny

Nareszcie koniec semestru. Tęsknisz już za pustymi korytarzami gmachu głównego i wolną przestrzenią w windach Altum. Zanim jednak nastąpi błogi spokój, czeka Ciebie jeszcze wystawienie ocen. Twoi studenci, po wspólnie spędzonym semestrze, z pewnością spodziewają się, że ta ostatnia stojąca przed nimi przeszkoda będzie niczym epidemia czarnej śmierci – wykończy ich masowo acz demokratycznie, nie bacząc na status społeczny, majątek i wiedzę. Ale do konkretów.

Ogólnie rzecz biorąc istnieją dwie formy przeprowadzania zaliczeń i egzaminów: ustna i pisemna. Z ogromnym żalem stwierdzamy, że chociaż forma ustna jest zdecydowanie bardziej skuteczna w eliminowaniu nieuków (czytaj: studentów), to pochłania zbyt wiele czasu. Zatem zaliczenie pisemne. Koniecznie postaraj się o dużą salę z niewygodnymi stołami (najlepsze są krzesła z pulpitami w Auli) i zbierz wszystkie grupy razem (czas!). Przed rozdaniem prac zacznij odliczać czas pisania i kilkukrotnie ostrzeż przed ściąganiem. Zasada jest prosta i pochodzi podobno z założeń sztabu Armii Amerykańskiej z czasów wojny w Wietnamie: patrol marines wchodzący do wietnamskiej wioski powinien metodą losową wybrać do 10% wieśniaków i na miejscu rozstrzelać. Tym sposobem unikną rebelii za dwa tygodnie i konieczności wymordowania całej wioski. Cóż, życie nie jest usłane różami. Po wyrzuceniu pod byle pretekstem kilku osób możesz wreszcie rozdać testy.

Masz rozwinięte poczucie estetyki? Pokseruj zestawy na kolorowym papierze. Grupa zielona jak nadzieja i biała jak niewinność. Niewiele im z tego pozostanie za półtorej godziny.

Masz teraz trochę czasu. Sprawdź wszystkie (koniecznie) kalkulatory, długopisy i piórniki. Wyrzuć za rozmowy kolejne parę osób. Możesz także w ramach kary (skoro rozmawiacie, to znaczy, że już wszystko napisaliście) skrócić czas pisania.

Jeszcze tylko wystawienie ocen. Bilet na Majorkę leży przed Tobą na biurku, ale obowiązki przede wszystkim. Komu wystawić te wymarzone trzy plus? (wyższych ocen oczywiście nie bierzesz pod uwagę). Odradzamy rzucanie prac w powietrze w ocenianie na podstawie, która wyląduje na drukarce ta przechodzi. Strasznie dużo bałaganu. Może to się Tobie wydać dziwne, ale naprawdę najlepiej przeczytać wszystko. Po pierwsze, możesz wytknąć każdy dosłownie błąd tym odważnym, którzy przyjdą zobaczyć swoje prace. Po drugie, przekonasz się ile zabawy jest w wyłapywaniu literówek, błędów ortograficznych i rachunkowych. Tabelka zrobiona odręcznie, zamiast linijką? Połowa punktów mniej. I w co drugiej pracy dużymi, czerwonymi literami pisz: „nieczytelne”.

Dobry wynik to powyżej 80% studentów na poprawce we wrześniu. Czyżbyś aż tak ich polubił, że trudno wam się rozstać?



6. Drobne rady na koniec

Pomogą Ci ubarwić zajęcia i przetrwać te długie 15 tygodni. Zatem:

* Wykaż się poczuciem humoru. Opowiedz jakiś śmieszny dowcip o blondynkach, brunetkach… Najlepiej taki, który ostatnio słyszałeś na wieczorze kawalerskim. Weź do tablicy studenta i, gdy sobie nie radzi z zadaniem, zaintonuj „You’re in the army now” (kobiecie zaproponuj, że dobrą dla niej alternatywą wyższego wykształcenia jest praca na wolnym powietrzu). Nie bądź sztywniakiem!
* Wprowadź punkty ujemne za błędną odpowiedź na kartkówce lub zaliczeniu. Ideałem jest skala punktów od minus nieskończoności do dziesięciu (na zaliczenie minimum 6 punktów).
* Określ kary za spóźnienia, np. pompki, przysiady, śpiewanie piosenki lub deklamacja wierszyka. Staną się bardziej kulturalni i punktualni.
* Koniecznie słuchaj ich wypowiedzi z rękoma skrzyżowanymi na piersiach i wzrokiem błądzącym po ścianach. Uświadomisz im, jak bardzo jesteś zainteresowany ich opinią.
* Przełóż zajęcia na piątek wieczorem i zapowiedz kilkukrotnie, że będziesz na odróbce sprawdzał obecność. Zamiast tego idź z kolegami na piwo.
* Przy wystawianiu ocen podwyższaj o pół stopnia za spódniczkę. Koniecznie na głos.



Na tym kończymy nasz poradnik. Stosuj nasze zalecenia, a staniesz się uczelnianą legendą, przy której Neron to Królewna Śnieżka. Miarą sukcesu będzie Twoje imię wyryte w każdej toalecie w powiązaniu z zazwyczaj zakrytymi częściami ciała. Hitem na juwenaliach będzie symboliczna ceremonia palenia Twojej kukły i zakopywania popiołów w niepoświęconej ziemi.



Jesteś pewien, że tego chcesz?
 

Raven  Dołączył: 03 Gru 2007
squonk, w końcu coś ciekawego (czyt. oryginalnego), bo ile można czytać postów z powklejanymi jak leci kilkunastoma kawałami znalezionymi na innej stronie? :-B
Dobrze, że mój kot się do kibla nie zmieści :-)
 

plwk  Dołączył: 21 Kwi 2006
Akurat ten o kocie to gdzieś wcześniej w tym wątku się pojawił.
 

opiszon  Dołączył: 29 Sty 2008
ariel007 napisał/a:
Tęsknisz już za pustymi korytarzami gmachu głównego i wolną przestrzenią w windach Altum.

czyżby Akademia (teraz Uniwersytet) Ekonomiczny w Poznaniu :evilsmile:

Wyświetl posty z ostatnich:
Skocz do:
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach