z net-u:
Kilka porad dla młodych pracowników naukowo–dydaktycznych
„Ponieważ to jest uniwersytet, studenci należą do zestawu. Jak szczury…”
T. Pratchett
1. Pokaż im, kto tu rządzi!
No właśnie, zacznijmy od podstaw. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że studenci nie są Tobie właściwie do niczego potrzebni. Tylko odciągają od kawki z panią Basią z sekretariatu, pogaduszek na gadu-gadu z siostrą w Lublinie, ważnych zebrań i konferencji, podczas których puszczasz tonę sms-ów. A pamiętasz ile razy musiałeś przerwać pisanie ważnego artykułu w połowie akapitu i biec na zajęcia? (ważne: sprawdź najpierw w Internecie, czy ktoś już nie podjął podobnego tematu. Metodą wytnij–wklej zaoszczędzisz sobie sporo zachodu.). No i, last but not least, zajęcia przeszkadzają Ci w prawdziwym zarabianiu na boku.
Niestety, pewnych rzeczy nie przeskoczysz. Warto jednak tak pokierować grupą, żeby Tobie było łatwiej, milej i przyjemniej. Zaoszczędzisz na wysiłku i czasie.
Fundamentalna zasada, o której musisz zawsze pamiętać, mówi: to Ty tu rządzisz. Uniwersytety nigdy nie były instytucjami demokratycznymi i nie ma powodu, dla którego miałbyś słuchać studentów. Jesteś przecież mądrzejszy, bardziej inteligentny i doświadczony niż oni wszyscy razem wzięci, więc Twoje słowo jest prawem. Howgh! Pewne sytuacje są zbyt oczywiste, żeby je tutaj szeroko opisywać. Prośby o podpisanie podania o wycieczkę grupową czy przełożenie kolokwium (mamy już dwa tego samego dnia!) kwituj krótko: „nie”, nawet jeśli Tobie to nie robi różnicy. Tak na wszelki wypadek, bo jeszcze Ci wejdą na głowę. Dobrze, jeśli dwie trzecie obowiązkowych lektur jest niedostępne nawet w Bibliotece Uniwersyteckiej, a jeszcze lepiej, jeśli będzie wśród nich Twoja praca magisterska lub doktorska, której jedyny egzemplarz leży u Ciebie na regale (pozostałe już dawno trafiły na przemiał). Widzimy, że kiwasz głową i rozumiemy, że takie sytuacje nie są Tobie obce. Wpadłeś na podobne pomysły już po pierwszym semestrze użerania się ze starostą grupy? Dobrze, pójdźmy zatem dalej. Pamiętaj o starej prawdzie, że nieumacniany mur z wiekiem kruszeje. Powinieneś zatem o swoim statusie przypominać studentom na każdym kroku. Wyrzuć wszystkich, którzy przyszli w kurtkach (w końcu jest szatnia w budynku obok), wprowadź stanowczy zakaz spożywania napojów na zajęciach (spokojnie! Ty możesz), a żucie gumy traktuj jak wejście w butach do meczetu. Jeśli przewidujesz ciężki semestr możesz posunąć się dalej - nic tak nie uspokaja grupy jak sadzanie w ławkach według alfabetu.
Rozumiemy, że podstawową zasadę już przyswoiłeś. Będzie się ona przewijać jeszcze w dalszych rozważaniach. Przejdźmy zatem do drugiego punktu. Pamiętaj:
2. Liczy się pierwsze wrażenie
Te kilkadziesiąt sekund pierwszego kontaktu zaważy na całym semestrze. Zanim zdążysz się odezwać już zostaniesz przez studentów oceniony i zakwalifikowany do którejś z szufladek. Wykorzystaj to na swoją korzyść. Chyba lepiej, jeśli ich pierwszą myślą będzie „drań”, a nie „ciepłe kluchy”. Po pierwsze wygląd. Do wyboru masz urzędniczy garnitur koniecznie z białą koszulą zapiętą pod szyją ze stonowanym krawatem albo naddarte, przybrudzone dżinsy plus znoszony T-shirt. Twój garnitur powie im, że zajmujesz wyższą pozycję w hierarchii i cenisz siebie, a jednocześnie nieskazitelność ubioru będzie ostrzeżeniem, że nie pozwalasz na odstępstwa od ustanowionych reguł. Zdecydowany? Poczekaj, dżinsy też mają swoje zalety. Część grupy od razu przyjmie je jako oznakę lekceważenia. Pozostali określą Cię jako „swojaka”. To dobrze, bo tym większe będzie ich zdziwienie, kiedy już zaczniesz mówić.
Pod żadnym pozorem się nie uśmiechaj. Pewnym krokiem wejdź do sali, stań wyprostowany na lekko rozsuniętych nogach, ręce z tyłu (na oficera) lub usiądź bokiem na krześle, noga na nogę, ręce zajęte zabawą kluczami (pozycja lekceważąca) i odczekaj, aż zapanuje cisza. Za pierwszym razem może to potrwać parę minut, ale to się zmieni, kiedy poznają Ciebie lepiej. Nie bądź niecierpliwy, nie krzycz „cisza” albo „proszę o spokój”. To oznaka słabości. Lepiej podziała dodatkowe sto stron lektury do nauczenia na przyszły tydzień. Wyciągnij z kieszeni notatki. Niech to będą złożone na cztery wydarte z zeszytu i starannie pomięte kartki pozapisywane tu i ówdzie Twoim zamaszystym pismem. Tylko najważniejsze sprawy, przecież Ty i tak to wszystko wiesz. I możesz zaczynać.
Byle nie od „dzień dobry”. Przy okazji, wszystkie formy słowa „proszę” wykreśl ze słownika.
Najpierw przedstaw reguły pracy, lektury, warunki uzyskania zaliczenia. Mów spokojnie przez lekko zaciśnięte zęby. Jednocześnie możesz podziwiać widoki za oknem. Dobrym pomysłem, szczególnie na pierwsze ćwiczenia jest
3. Autoprezentacja
Same zalety. Po pierwsze, nie musisz się przygotowywać na te zajęcia, studenci mogą sami przeczytać materiał w książce. Po drugie, dowiedzą się czegoś o Tobie i nabiorą większego szacunku. Po trzecie, czy można milej spędzić półtorej godziny, niż opowiadając o swoim pełnym sukcesów życiu? A oni przecież nie wyjdą w połowie. Warto ułożyć opowieść chronologicznie: lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte lub wybiórczo, według osiągnięć i anegdot. Powspominaj, jak to było kiedyś (My musieliśmy ciężko pracować, wy się obijacie. Trzeba było sobie radzić, być aktywnym, wy tylko głupiejecie przed telewizorem). Co najmniej pół godziny powinno Tobie zająć przedstawienie dewizy życiowej (Najważniejszy jest sukces! Beż sukcesu człowiek jest nikim. Ja codziennie działam w tym kierunku, osiągam kolejne cele). Masz też szansę pochwalić się szczególną zaradnością (Uczelnia nie miała pieniędzy na rzutnik multimedialny, więc sami sobie załatwiliśmy. Wystarczyło inaczej zaksięgować wpłatę sponsora konferencji.). Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, to możesz się odprężyć, bo w przyszłym tygodniu masz zapewniony
4. Dobry dzień w pracy
To jest twój nadrzędny cel. Wymaga tylko minimum przygotowań: wynotowania numerów zadań ze skryptu, ewentualnie przygotowania folii. Tych ostatnich ma być dużo, przyda się stary, niedokładny skaner i podręcznik z lat siedemdziesiątych. Jeśli już koniecznie chcesz mieć prezentację multimedialną, to zamieść wszystko w jednym pliku (zaoczni, dzienni, wieczorowi, różne specjalności, najwyżej poklikasz myszką) i na jakimś fajnym tle (dużo kolorów, doskonałe są zdjęcia z wakacji w górach).
Spóźnij się na zajęcia około 8 do 10 minut. Zaparz sobie kawę i porozmawiaj z panem Stasiem z dyżurki.
Przedłuż sobie przerwę wejściówką. Zdążysz dopić kawę. Tym sposobem na pracę pozostanie najwyżej godzina, a to już można przeżyć. Jeśli Twój przedmiot wymaga rozwiązywania zadań, to rób to szybko i fachowo, metodą kąta północno-zachodniego, czyli od lewego rogu u góry tablicy do samego dołu po prawej. Twój komentarz jest zbędny, przecież wzory mówią same za siebie. Jeśli wykorzystujesz folie, średni czas na każdą nie powinien przekroczyć 90 sekund – studenci powinni już to wszystko umieć (sam im zadałeś). Od czasu do czasu możesz wtrącić, że „otrzymane rozwiązanie jest najbardziej optymalne”, „ilość rozwiązań bazowych wynosi trzy” albo „tego nie trzeba tłumaczyć, bo to jest trywialne” (przy co trudniejszych wzorach).
Pomimo Twoich wysiłków może się zdarzyć, że któryś student zechce zadać pytanie lub, nie daj Boże, zarzuci Tobie, że się mylisz. A przecież Ty się nie mylisz! Twierdzą, że w tym zadaniu zastosowanie ma procent składany, a nie prosty? Tak jest w skrypcie i koniec. Jak chcą, niech napiszą list do autora. No właśnie, Ty jesteś autorem. Sprawa załatwiona. Co do pytań, to najprościej jest kazać im samym znaleźć odpowiedź. Najlepiej w formie dziesięciostronicowego referatu. Ktoś jeszcze czegoś nie wie?
5. Zaliczenia, egzaminy, oceny
Nareszcie koniec semestru. Tęsknisz już za pustymi korytarzami gmachu głównego i wolną przestrzenią w windach Altum. Zanim jednak nastąpi błogi spokój, czeka Ciebie jeszcze wystawienie ocen. Twoi studenci, po wspólnie spędzonym semestrze, z pewnością spodziewają się, że ta ostatnia stojąca przed nimi przeszkoda będzie niczym epidemia czarnej śmierci – wykończy ich masowo acz demokratycznie, nie bacząc na status społeczny, majątek i wiedzę. Ale do konkretów.
Ogólnie rzecz biorąc istnieją dwie formy przeprowadzania zaliczeń i egzaminów: ustna i pisemna. Z ogromnym żalem stwierdzamy, że chociaż forma ustna jest zdecydowanie bardziej skuteczna w eliminowaniu nieuków (czytaj: studentów), to pochłania zbyt wiele czasu. Zatem zaliczenie pisemne. Koniecznie postaraj się o dużą salę z niewygodnymi stołami (najlepsze są krzesła z pulpitami w Auli) i zbierz wszystkie grupy razem (czas!). Przed rozdaniem prac zacznij odliczać czas pisania i kilkukrotnie ostrzeż przed ściąganiem. Zasada jest prosta i pochodzi podobno z założeń sztabu Armii Amerykańskiej z czasów wojny w Wietnamie: patrol marines wchodzący do wietnamskiej wioski powinien metodą losową wybrać do 10% wieśniaków i na miejscu rozstrzelać. Tym sposobem unikną rebelii za dwa tygodnie i konieczności wymordowania całej wioski. Cóż, życie nie jest usłane różami. Po wyrzuceniu pod byle pretekstem kilku osób możesz wreszcie rozdać testy.
Masz rozwinięte poczucie estetyki? Pokseruj zestawy na kolorowym papierze. Grupa zielona jak nadzieja i biała jak niewinność. Niewiele im z tego pozostanie za półtorej godziny.
Masz teraz trochę czasu. Sprawdź wszystkie (koniecznie) kalkulatory, długopisy i piórniki. Wyrzuć za rozmowy kolejne parę osób. Możesz także w ramach kary (skoro rozmawiacie, to znaczy, że już wszystko napisaliście) skrócić czas pisania.
Jeszcze tylko wystawienie ocen. Bilet na Majorkę leży przed Tobą na biurku, ale obowiązki przede wszystkim. Komu wystawić te wymarzone trzy plus? (wyższych ocen oczywiście nie bierzesz pod uwagę). Odradzamy rzucanie prac w powietrze w ocenianie na podstawie, która wyląduje na drukarce ta przechodzi. Strasznie dużo bałaganu. Może to się Tobie wydać dziwne, ale naprawdę najlepiej przeczytać wszystko. Po pierwsze, możesz wytknąć każdy dosłownie błąd tym odważnym, którzy przyjdą zobaczyć swoje prace. Po drugie, przekonasz się ile zabawy jest w wyłapywaniu literówek, błędów ortograficznych i rachunkowych. Tabelka zrobiona odręcznie, zamiast linijką? Połowa punktów mniej. I w co drugiej pracy dużymi, czerwonymi literami pisz: „nieczytelne”.
Dobry wynik to powyżej 80% studentów na poprawce we wrześniu. Czyżbyś aż tak ich polubił, że trudno wam się rozstać?
6. Drobne rady na koniec
Pomogą Ci ubarwić zajęcia i przetrwać te długie 15 tygodni. Zatem:
* Wykaż się poczuciem humoru. Opowiedz jakiś śmieszny dowcip o blondynkach, brunetkach… Najlepiej taki, który ostatnio słyszałeś na wieczorze kawalerskim. Weź do tablicy studenta i, gdy sobie nie radzi z zadaniem, zaintonuj „You’re in the army now” (kobiecie zaproponuj, że dobrą dla niej alternatywą wyższego wykształcenia jest praca na wolnym powietrzu). Nie bądź sztywniakiem!
* Wprowadź punkty ujemne za błędną odpowiedź na kartkówce lub zaliczeniu. Ideałem jest skala punktów od minus nieskończoności do dziesięciu (na zaliczenie minimum 6 punktów).
* Określ kary za spóźnienia, np. pompki, przysiady, śpiewanie piosenki lub deklamacja wierszyka. Staną się bardziej kulturalni i punktualni.
* Koniecznie słuchaj ich wypowiedzi z rękoma skrzyżowanymi na piersiach i wzrokiem błądzącym po ścianach. Uświadomisz im, jak bardzo jesteś zainteresowany ich opinią.
* Przełóż zajęcia na piątek wieczorem i zapowiedz kilkukrotnie, że będziesz na odróbce sprawdzał obecność. Zamiast tego idź z kolegami na piwo.
* Przy wystawianiu ocen podwyższaj o pół stopnia za spódniczkę. Koniecznie na głos.
Na tym kończymy nasz poradnik. Stosuj nasze zalecenia, a staniesz się uczelnianą legendą, przy której Neron to Królewna Śnieżka. Miarą sukcesu będzie Twoje imię wyryte w każdej toalecie w powiązaniu z zazwyczaj zakrytymi częściami ciała. Hitem na juwenaliach będzie symboliczna ceremonia palenia Twojej kukły i zakopywania popiołów w niepoświęconej ziemi.
Jesteś pewien, że tego chcesz?
k200D + DA 18-135 F3.5-5.6 + kit II + kit długi + smc FA 50 F 1.4 + D-BG3 + O-ME53